poniedziałek, 17 listopada 2014

Powód do dumy

Na ostatniej lekcji muzyki Tygrysek ładnie grał… Pani nadawała rytm na pianinie, Tygrysek wyciągał dźwięki na skrzypcach. Było stosunkowo niewiele „fałszu”. Siedziałam w osłupieniu i słuchałam… Normalnie serce rosło! Są to ostatnie lekcje, w których mogę uczestniczyć. Teraz pani zacznie pracę z samym dzieckiem, ja tylko na popisach będę mogła słuchać muzyki granej przez moje dziecko… Szkoda… Bo właśnie wtedy, kiedy zaczynają się z instrumentu wydobywać właściwe dźwięki, pani dziękuje rodzicom za udział w lekcji.

Wieczorem podczas kolacji zaczęłam:
- Madziu! Pięknie grałaś na skrzypeczkach!
- Dziękuję mamo! Podobało ci się?
- Tak! Nawet było słychać muzykę! Naprawdę, z akompaniamentem pięknie to wyszło!
- Ale mamo! Ty wiesz, ja chcę być lekarzem!
- Pięknie!
- I będę mogła moim pacjentom zagrać na skrzypeczkach!
- Łoł! No jasne! Pójdziesz na dyżur i wieczorem zagrasz jakąś kołysankę!
- Ale mamo! Ja będę leczyła dzieci!
- Brawo! Madziu!
- I będę je ratowała! Wymyślę taki eliksir i je będę ratowała! I wiesz mamo! Pojadę do Afryki, do Murzynów i tam będę te dzieci leczyła!
Oczy mi się zaświeciły. Taka piękna idea!
- Mamo! Tylko nie płacz! Dumna ze mnie będziesz! Dumna? Będę najlepszym, najsłynniejszym lekarzem! Dobrze?
- Dobrze Madziu! Ale wiesz, że aby to osiągnąć, to musisz się sporo nauczyć!
- Pomożesz mi??
- Pomogę! Choć to nie będzie łatwe…
Tygrysek przerwał kolację. Wskoczył na kolana. Otarł moje łzy szczęścia i zapytał:
- Dumna będziesz ze mnie?? Powiedz, że tak!
- No pewno!
- Dumna będziesz, że będę sławnym lekarzem??
- Madziu, dumna będę, jak uda ci się uratować, chociaż jedno dziecinne życie! Nie musisz być sławna!
- Będę sławna i będę ratować dzieci na całym świecie! No pokaż, jaka jesteś dumna!

Pokazałam! Pokazałam, jaka jestem dumna, że w moim dziecku zakiełkowała taka wspaniała idea! Z drugiej strony, czy Tygrys zdaje sobie sprawę, ile pracy go czeka, aby osiągnąć taki cel? Muszę doczytać, jak wspomóc Tygryska, aby ten cel osiągnął. Zawsze wiedziałam, że Tygrys jest z nami tylko ograniczony czas. Muszę wyszarpać dla siebie teraz tyle ile się da! Od małego Tygrys walczy, aby w domu być jak najmniej! Kocha nas, to pewne, ale świat fascynuje Tygrysa. Sam sobie wybiera cele. W domu, w którym nie ma czasu na słuchanie muzyki, Tygrys gra na skrzypcach. W domu, w którym nie ma telewizji, Tygrys snuje idee o byciu lekarzem bez granic. Sam stawia sobie poprzeczkę bardzo wysoko, patrzy na nas z ufnością, realizuje swoje cele i ma nasze wsparcie. A jego idea, aby leczyć dzieci na całym świecie i je ratować jest warta tego, abyśmy my rodzice zaangażowali się w proces osiągania tego celu. Łatwo nie będzie… Ale jak nam się uda, do dopiero będzie powód do dumy! I ile nas pracy czeka, aby Tygrysek, chociaż zdał na studia medyczne? Nie mam nawet pojęcia, czy to w ogóle jest w Jego zasięgu?? Ale co ja dziś mogę wiedzieć?? Nic…

poniedziałek, 6 października 2014

8 lat z Tygryskiem…

8 lat z Tygryskiem….
 
I jak jest????
 
Kwiecień 2013
 
Jest wczesna wiosna. Właśnie rozpoczęliśmy prace na naszym ogródku. Tygrysek, jak zwykle chętny do pomocy pyta:
- Mamo! Czy mogę „posekatorować”?
- Możesz! (Odpowiedziałam na odczepnego, aby mieć chwilę na posianie nasionek.)
Tygrysek pobiegł po sekator i chwilę później „sekatorował” w malinojeżynach. W trzy sekundy roślina została wycięta!
- Madziu, co robisz?! (Zawołałam przerażona!) Zniszczyłaś roślinkę! Nie będzie owoców w tym roku! Popatrz jak ucięłaś pędy!
Tygrys skruszony pokazał na czubku tyczki dyndające końce roślinki i tak się tłumaczył:
- Mamo! Ja nie chciałam! Ale zobacz! O tutaj są jeszcze zielone listki! Będą owoce!
- Ale jak Madziu! Te gałązki nie mają korzonków! Już nie urosną!
 
Maj 2013
 
Wracamy z przedszkola…
- Mamo, a jak pójdę do szkoły, to chcę chodzić na szermierkę!
- Cooo??
- No bo wiesz, Kajetan i Filip chodzi na szermierkę i ja też chcę!
- Dobrze! A co ze szkołą muzyczną??
- Ja już nie chcę! Wolę na szermierkę!
- Tak szybko zrezygnowałaś? Jeszcze nie zdałaś egzaminów i już nie chcesz chodzić?
- No bo wiesz, ja chcę chodzić na szermierkę i robić tak… (Tu Tygrysek demonstrował możliwe pchnięcia szpadą.)
- To może zrobimy tak: rano będę ciebie prowadzała do szkoły, potem na szermierkę a potem do szkoły muzycznej jak zdasz, a potem na inne zajęcia… I tak będę biegała wokół ciebie!
- O tak! Tak może być mamo!
- I się wykończę biegając to tu to tam!
- Tak, ale jak urosnę to mogę sama chodzić?
- Tak, jak urośniesz, to sama będziesz chodzić aż nie ukończysz szkoły.
- No mamo! A studia to co??
- Studia?? Ty chcesz iść na studia??
- No pewnie! Przecież ja chcę pracować z tobą i z tatą a do tego potrzebne są studia!
- Madziu, ale to są trudne studia, ale jak chcesz to proszę bardzo!
- Dobrze! I będę z wami pracowała! Hurra!
- Może tak być, jeżeli nam się noga nie podwinie i uda się naszej firmie przetrwać tak długo to będziemy razem pracować!
- Mamo! Ale ja będę zarządzać tą firmą!
- Co proszę?!
- No wiesz, to ja będę szefem!
- Uuuuu… To musisz się dużo Madziu nauczyć!
 
Madzia wieczorem zakomunikowała, że jutro do przedszkola ma pójść ładnie ubrana bo idą do innej grupy się pobawić… Wyszykowałam piękną różową sukieneczkę w paseczki kremowe oraz do tego kremowe rajstopki. Tygrysek wyglądał przesłodko. Normalnie taka piękna dziewusia do schrupania. Tygryskowi jednak ten strój nie odpowiadał, marudził i krzywił się co nie miara:
- Mamo, nie ubiorę tej sukienki! Nigdy przenigdy!
- Przymierz ją chociaż! Jest prześliczna!
- Nie! Nie lubię różowego! Chcę fioletową sukienkę! Uwielbiam fioletową! Chcę sukienkę w czarne kropki! Albo czarną! Czarną mi ubierz!…
Ubrałam jednak, tą którą przewidziałam. Tygrys stanął przed lustrem i zawodził:
- Uuuuu… Ona jest za krótka! Nie! Te rajstopy są niedobre! Zobacz! O tu…
- Madziu! Pójdziesz w tej sukience, wyglądasz cudownie!
Na to zareagował tato!
- Dziewczyny, co jest! Madzia się nie wyspała czy może jest chora???
Tygrys pogrążył się w konwulsjach… Nie było mowy… Sukienkę trzeba było zamienić! Poległam!
 
Czerwiec 2013
 
Wieczorem podczas kolacji Madzia wypaliła z pytaniem:
- Mamo! A ty jaki masz zawód???
- Ja… Ja budowałam mosty!
- I nawet jeden most we Wrocławiu projektowała mama. (Dodał tata.)
- I duży on jest??
- Nie jest duży, ale mały też nie jest. I jest niedaleko, kiedyś pójdziemy tam na spacer! (Dokończył tata.)
- A ty Madziu jaki chcesz mieć zawód??
- Ja? Ja będę śpiewaczką!
- Co proszę?
- No wiecie piosenkarką! (Tygrys złapał widelec, stanął na ławie i demonstrował swoje talenty wokalne.)
- Uuu… Madziu! To ciężki kawałek chleba! No chyba że ma się niebywały talent i trzeba umieć się przebić!
- Jak przebić??? (Zapytało zdumione dziecko?)
- Jak to jak! Trzeba się tak porozpychać łokciami…
- A nie można tego zrobić GWOŹDZIAMI???
 
Lipie 2014
 
Jemy obiad. Jak zwykle na ławie Tygrys się wierci i kręci. Dobrze, że mamy taką ławę! Z krzesła by chyba zleciał! W końcu tato aby skrócić nasz czas poświęcony na obiad zaczął z wrodzoną sobie wprawą wkładać do buzi Tygrysa porcyjki jedzenia. Madzia „cudowała” na ławie… W końcu się wyciągnęła i leżała żując posiłek.
- Madziu siadaj!
- Nie!
- Jemy na siedząco nie na leżąco!
- Uuuu… (Tygrys się przeciągnął na ławie i oczywiście nie usiadł!)
- Madziu… Nie za dobrze ci jest???
- No właśnie! I takie życie mi się podoba!... (Powiedział leżący do konca posiłku Tygrys.)
 
W ramach festiwalu Brave gościliśmy dziewczęta, które nie dość, że nie chciały uczestniczyć w naszym rodzinnym życiu, nie dość, że były uzależnione od Internetu, nie dość, że chodziły naburmuszone bo nie było wi-fi to dziewczyny były wyjątkowo niemiłe. Zniszczyły sporo rzeczy Madzi. Tak bezmyślnie. Np. Włożyły do piórnika specjalny klej do wszystkiego nie zakręcony… Tubka wyciekła i poniszczyła rzeczy w piórniku. Stłukły jej Aniołka w szklanej kuli. Albo nie pozakręcały brokatów i wszystko się rozsypało… Ponadto grzebały w jego szafkach. Po ich wyjeździe tato próbował wytłumaczyć zachowanie dziewczyn (w zasadzie dorastających panienek –  prawie15 i 14 lat) oraz chciał usprawiedliwić zostawiony przez nie bałagan w pokoju Tygrysa. Na jego tłumaczenia rozżalony Tygrys tak wypalił:
- No dobrze! Ale jak można wyjmować rzeczy i tak je rozwlekać po całym pokoju?!
 
Po wyjeździe dzieci z Bośni wysprzątałam pokój Tygryska. Madzia zadowolona, dziękuje mi:
- Dziękuję ci mamo, że mi go tak wysprzątałaś! Dziękuję!
Ale po chwili tak odpaliła:
- Mamo! Zazdroszczę Ci, że potrafisz tak wysprzątać!
 
Tygrysek uczy się grać na skrzypcach… Bywa z tym różnie! Raz chce innym razem trzeba go niemal zmuszać! Pani od muzyki, niezwykle cierpliwa zachęca dziecko aby zagrało kolejny utwór:
- Zagraj to Madziu…
- Pani wierzy, że ja to zagram???
- Tak zagrasz, potrafisz to zrobić.
- Ale ja nie umiem! (Upiera się Tygrysek.)
- Umiesz! Dasz radę!
- Pani naprawdę w to wierzy???
- Tu nie wiara jest potrzebna tylko słuch! Ja słyszę, że potrafisz to zagrać!
I Tygrysek zagrał!
 
Tygrysek się bawi! Ja w kuchni przygotowałam dla niego posiłek i wołam go do kuchni! Madzia bawi się w swoim w pokoju.
- Madziu!
- POCZEKAJ!
- Madziu chodź!
- Mamo poczekaj!
- Madziu!
- No mamo POCZEKAJ! Właśnie mam najwspanialszy i najcudowniejszy czas dla siebie!
 
Zepsuł się samochód i mamy z Tygryskiem tydzień wakacji dla siebie. Chodzimy po mieście, w galeriach polujemy na wyprzedaże, malujemy nasze obrazki na szkle, słuchamy audiobooków, gotujemy, prasujemy… Tak sobie kiedyś siedzimy razem w kuchni i jemy owoce, Tygrys szczebiocze… Strzeliło mi do głowy takie pytanie:
- Madziu… Kim ja dla ciebie jestem???
Tygrys przerwał paplaninę, zastanowił się i poważnie powiedział hamując łzy:
- Mamo! Nie myślałam, że kiedyś to powiem! MAMO! TY JESTEŚ DAREM OD BOGA!
Nie zdążyłam zapytać dlaczego, bo w moich ramionach pojawił się Tygrysek, łkał… Jego usteczka w przerwie między całuskami szeptały: Mamo! Jesteś darem od Boga!
A ja tuliłam dziecko, które pławiło się w swoich łzach radości, dziecko szczęśliwe do bólu!
 
Wieczorem wróciliśmy z działki… Jak zwykle mieliśmy sporo rzeczy do zrobienia. Tygrys w tym czasie miał się wykąpać… Jakoś szybko to wszystko zrobił i pobiegł do łóżka… Zdziwiło mnie, że tak zgrabnie wszystko zrobił i znalazł się w łóżku… Wchodzę do łazienki: wanna pusta, ale korek tkwi w odpływie… Ubrania porozwalane, ręczniki zdjęte z wieszaka i rzucone na pralkę…
- Madziu! Umyłaś się??
- Taaak!
- To gdzie woda?!
- Mamo! Ja myłam się! Tylko myłam się w gorącej wodzie i ta wykipiała lub wyparowała!
Spojrzałam na szczerzące się do mnie żółte nie domyte zęby, na dołeczek w policzku, na roziskrzone oczka… Wyobraziłam sobie Tygrysa w kipieli… Zaczęłam się śmiać… Odkręciłam wodę i zostawiłam Tygrysa w łazience…
 
Tygrys wyjechał na obóz taneczny. My nie możemy wytrzymać… Tęsknimy… W końcu dzwonimy drugiego dnia wieczorem…
- Witaj kochanie! Jak ci tam jest??? (pytam przejęta!)
- Dobrze! Cieszę się! Możesz zadzwonić jutro??? Pa…
- Madziu! Poczekaj!
-  Mamo! Możesz zadzwonić jutro?! 
- Ale Madziu…
„Cmok, cmok, cmok”
- Pa mamo! Kocham cię!
- Madziu co tam robicie?? (Próbuję nawiązać jakikolwiek dialog! Chcę cokolwiek usłyszeć! Chcę chociaż minutkę porozmawiać!)
- Mamo! Marysia poszła po nożyczki! Musimy ściąć włosy, bo w autobusie włożyła mi gumę we włosy… Ale pa! Zadzwoń jutro!
- Madziu nie chcesz porozmawiać z tatą!
- Tata! (Słyszę radosny ton, po czym „cmok, cmok, cmok”.)
- Tato kocham cię! Powiedz mamie niech zadzwoni jutro! Pa!
„Cmok, cmok, cmok”
- Madziu…
Ale Madzi przy telefonie już nie było! Cmokanie się skończyło! I tyle pogadaliśmy z naszym dzieckiem!
 
Sierpień 2014
 
Po kilku dniach znowu zadzwoniłam do dziecka… Stęskniona pytam:
- Madziu… Kochanie, powiedz jak ci tam jest!
- Super mamo! Mamy fajny domek i ogromny BAJZEL…
- Ale Madziu co robicie??
- Mamo oglądamy…
Słyszę, że Tygrysek jest nieobecny…
- Madziu…
- Mamo! Kocham ciebie! (Cmok, cmok, cmok…) Zadzwoń jutro! Pa!
- Madziu…
- Pa!
 
Siedzimy sobie w domu… Tygrysek kończy obiad. Krzątam się po kuchni. Przyglądam się mojemu dziecku. Jest takie cudowne…
- Szkoda, że jesteś sama…
- Co?? Co mówisz mamo???
- Szkoda, że jesteś tylko jedna!
Tygrysek od razu zaczął szlochać. Łzy jak grochy spływały po policzku. Przerażona zapytałam:
- Madziu! Co się stało??
- Mamo ty do mnie tak nie mów!
- ?
- Ja nie jestem jedna! Nie jestem! Rozumiesz?!
- ?
- Przecież jak ja broję to jest tak jakby było mnie 200 tysięcy! I jak się cieszę to cieszę się tak jak 200 tysięcy dzieci! Ja nie jestem jedna!
 
Jesteśmy u dziadków. Właśnie kończą się wakacje… Pojawiły się pierwsze grzyby. Kupiłyśmy z Tygryskiem całe wiaderko na miejscowym targu… Na obiad babcia przygotowała sos grzybowy… Trochę posuszyliśmy, trochę zamarynowaliśmy… To jednak Tygryskowi nie wystarczyło… Byliśmy w lesie, ale nie nazbieraliśmy zbyt dużo. Kolejnego dnia Madzia znowu wymusza wyprawę na grzyby… W końcu na nasze opory dziecko tak zareagowało:
- Ale ja chcę mieć prawdziwe grzyby! Nie takie kupione!
 
Wrzesień 2014
 
Wróciłyśmy ze szkoły. Właśnie podawałam obiad. Tygrysek nakrywał do stołu… W pewnym momencie Madzia tak wypaliła:
- Mamo! Po co ja żyję? Po co ja się w ogóle urodziłam?
Przerwałam pracę. Osłupiała usiadłam przy Madzi. Tygrys był poważny i skupiony…
- Coooo? Madziu! Skąd takie pytania?
- Bo wiesz, jak idziemy do szkoły, to… To mnie nęka! Ja myślę o tym…
Zapadła cisza… Co miałam powiedzieć? Sytuacja wymagała mądrych zdań. Tygrys czekał na odpowiedź. Ja patrzyłam na moje dziecko z szeroko otwartymi oczami. Ono zrozumiało moje zaskoczenie i zakończyło:
- Ale wiesz…Cieszę się mamo, że mogę żyć z wami!
 
Szkoła niesie ze sobą godziny spędzone nad książkami, zeszytami, kolorowankami… Uczę Tygryska zasad pisowni wyrazów z „ó”:
- Madziu, wiesz jak się pisze góry? Przez jakie „ó”?
- Przez „ó” zamknięte!
- Brawo!
- A potrafisz wyjaśnić dlaczego??
- Tak! – Odpowiedział zadowolony z siebie Tygrysek – Ó zamknięte bo jest Golgota!
Śmialiśmy się z tego kilka dni…
 
W szkole Madzia chodzi na zajęcia z religii i etyki.
Po pierwszych zajęciach z religii, pełen smutku Tygrysek z ogromnym rozżaleniem tak wypalił:
- Mamo! Ten pan, co każe do siebie mówić „proszę księdza”...
Z etyki wrócił niemalże na skrzydłach:
- Mamo! – Szczebiotał wesoło – Ten pan z tej… Estetyki…
- Z czego??
- No wiesz! Z tego co mnie zapisałaś! Estetyki!
- Etyki!
- No tak! To wiesz, ten pan z tej etyki, pan Karol powiedział, że będziemy robić taki kuferek i będziemy tam wkładać same ciekawe rzeczy!
Spojrzałam na roziskrzone oczy Madzi… Całą swoją fizjonomią mówiła, jak ciekawie jest na nowym przedmiocie…
 
Rozpoczęłyśmy zajęcia w „Studium tańca i baletu” przy operze. Tygrysek wciąż nie potrafi sobie poradzić z emocjami. Tym razem poszło o kostiumy… Dziewczynki zapragnęły zmienić kostiumy na nowe… Tym razem na turkusowe. Tylko Madzia się opierała. Gdy już nie miała argumentów popadła w rozpacz! Wśród rodziców i koleżanek, płaczem i szlochami, próbowała córcia obronić stroje bordowe. Próbowałyśmy z innymi mamami ukoić ból płaczącej dziewuli. Koleżanki patrzyły z pogardą i zaskoczeniem…
Uuuuu… No cóż! Takie występy Madzi wciąż nie należą do rzadkości!
Po kilku dniach dziewczynki dostały nowe, stroje w kolorze bladego turkusu. Do tego ubrały turkusowe tuniczki. Wyglądały przepięknie! Nowe stroje są również tak piękne jak bordowe. Madzia wygląda w nim cudownie… Po skończonych zajęciach Tygrysek kombinował:
- Mamo! Mogę w tym stroju iść do domu! Mamo proszę! Pleasse!
- Nie Madziu! To strój do tańca!
Kolejnego dnia rano Tygrysek błagał:
- Mamo! Pozwól mi iść w tym stroju do szkoły! Proszę!
- Madziu! Co ty?? Na cały dzień! To nie strój do szkoły! Jak ty to sobie wyobrażasz?
- Nooo… Będzie widać tylko górę…
- Ale Madziu, jak będziesz korzystać z toalety??
- Nie będę sikała!
- Cały dzień??
- Tak!
 
Październik 2014
 
Tygrysek szykuje się do Pierwszej Komunii… Wypełniając obligatoryjne zajęcia spędzamy wieczory w kościele… Pewnego razu podczas modlitwy Tygrysek odsunął wszystkie klamoty, które towarzyszyły nam w ciągu całego dnia… Odwrócił swoją buzię pogrążoną w modlitwie i wyszeptał:
- Mamo! Jak ja się cieszę, że wy wzięliście mnie do tej adopcji! Jak ja was kocham! Jak to dobrze, że wy jesteście moimi rodzicami…
 
Rano przy śniadaniu Tygrysek rozpoczął tak:
- Tato, czy masz na komputerze „google”?
- Tak! A po co ci??
- Bo wiesz, jak tam się coś zapisze to, to się dostaje!
- Naprawdę?!
- Taaak… I ja bym napisała „Monster High” i dostałabym bym!
 
Trochę się przeziębiłam. Rozbolało mnie gardło. Aby nie zarazić wirusem Tygryska na pożegnanie w szkole pocałowałam dziecko głowę. Ta ujęła moją dłoń i na oczach wszystkich z szacunkiem ją ucałowała… Osłupiała spojrzałam na twarze dzieci, które były zaskoczone takim widokiem. Tygrysek radośnie się do mnie uśmiechnął i zawołał już ze schodów:
- Do widzenia mamo!
I pobiegł na górę do klasy…
 
- I jak jest????
- CUDOWNIE!

środa, 30 lipca 2014

Połowa wakacji

Wakacje prawie na półmetku… Czas płynie leniwie… Na początku uczestniczyliśmy w Brave Kids, potem wywieźliśmy Tygryska do dziadków na tydzień, gdy wrócił miał półkolonie w Aquaparku, potem chcieliśmy pojechać do Kliczkowa i do Drezna na wycieczkę, ale auto zepsuło się i ostatecznie spędziliśmy tydzień w domu… Teraz Tygrysek wyjechał na obóz taneczny. Ot takie zwykłe wakacje. Żadnych przygód, żadnych fajerwerków.
Niemniej dwa dni z pierwszego miesiąca zasługują na uwagę. Dwa różne. Dwie krańcowo różne dawki emocji…
 
Pierwszy:
 
Na chwilę, dosłownie na pięć dni zostawiliśmy Tygryska u dziadków. Pierwszego dnia nawet nie dopuszczał do siebie informacji, że w sobotę czy w niedzielę wraca do domu. W piątek już tęsknił a w sobotę już czekał…
Wyjechaliśmy w sobotę po obiedzie. Pech chciał, że nasza „czarna perła” po serwisie wyglądała wspaniale, była wymyta, wyczyszczona, ale po przejechaniu dwóch trzecich trasy silnik znowu zdechł… Zaczęliśmy się toczyć w wakacyjnym tempie. W pewnym momencie zadzwonił telefon…
- Mamo! Gdzie jesteście???
- Niedaleko, ale auto znowu się zepsuło i musimy wolno jechać!
- Mamo! A ile jeszcze??
- Jakieś 40 minut…
- Mamo… A… Czy…
Tak przez kilka minut Tygrysek pytał, pytał… Nie było mowy o zakończeniu połączenia. Zestaw głośno mówiący dawał nam do zrozumienia, że dziecko tęskni, i to mocno…
W końcu dojechaliśmy! Tygrysek stał w drzwiach. Rozczochrany, ubrany w amarantowe getry i białą bluzeczkę z pstrokatym nadrukiem z przodu. Stęsknione dziecko z radości otworzyło szeroko oczy i buzię przyozdobił rozkoszny uśmiech! Ciemno granatowe zęby szczerzyły się do mnie! Poplamiona jagodami buzia wnet wcierała się we mnie. Zarzucone ręce na szyję ściskały mocno. Usta pracowały – całusek w usta, policzek, oko, włosy… Bez przerwy… Do gradu całusków dołączyły łezki radości…
- Mamo! Mamuniu! Mamo… Jak ja ciebie kocham!
Uwieszone na mnie dziecko zapomniało o ochronie mojego kręgosłupa. Nie ma zmiłuj się! Na szczęście niebawem pojawił się tata i zastąpił mnie w przyjmowaniu oznak miłości naszego dziecka….
Ale to nie był koniec powitania! Ledwo weszliśmy do domu i już nagle pojawił się koszyczek udekorowany dziadkowymi storczykami i wstążeczkami, a w nim prezenciki dla mamy i taty… To nie wszystko! W ganku czekały przygotowane bukiety! Kwiaty w ogrodzie babci i storczyki dziadka zostały solidnie przetrzebione…
Tygrysek radośnie to szczebiotał do mnie to do taty. Nie było nas przy nim raptem pięć dni. W tym dniu skąpaliśmy się po uszy w miłości naszego dziecka. Kąpiel była ze wszystkimi możliwymi dodatkami. Bogata… Niczym kąpiel Kleopatry w mleku…

Drugi:
 
Zapisałam Tygryska na półkolonie… Czekam pierwszego dnia na dzieci wychodzące z Aquaparku… Wszystkie prawie są… Tygrysa jednak wśród nich nie ma. Nie popadam w panikę. Lekko się martwię, ale wiem, że Tygrys ma problemy ze skupieniem uwagi na czynnościach prozaicznych… Na pewno gada zamiast się ubierać!
W końcu wyszedł! Zadowolony, uśmiechnięty, szczęśliwy!
Wyszłyśmy poza obręb budynku, siadłyśmy na tarasie. Słońce pieściło rozczochrane włosy Tygrysa…
- Jak było Madziu? (Padło pierwsze standardowe pytanie.)
- Fajnie! (Padła, jak zwykle, standardowa odpowiedź.)
- I…
I w tym momencie zauważyłam lekko wyciekającego gila z nosa… Uuuuu…. Ledwo jeden dzień w Aquaparku i Tygrys chory???
- Madziu… Co jadłaś?
- Nie pamiętam! (Padła wymijająca odpowiedź.) No wiesz mamo! Ja tak nie wszystko pamiętam! No wiesz, ja mam taką trochę złą pamięć!
- Madziu, co jadłaś???
W tym momencie wyskoczyły dawno nie widziane gile z nosa! Tygrys zastygł, ale zapierał się, że nie pamięta. Na szczęście przypominało mu się z moją pomocą, że spaghetti, a potem były gofry, a potem kupił sobie lody…
- Ale mamo! Innego jedzenia nie było!
Czerwona lampka pulsowała już w mojej głowie! Syrena wyła!
- Jak to nie było?! Przecież kilka razy się upewniałam, że dostaniesz jedzenie bez glutenu, bez jajek, bez mleka! Madziu!
- Nooo… Zupę dostałam inną, bo była zabielana!
- A kto ci pozwolił jeść lody?! Lody możesz jeść tylko pod opieką mamy lub taty w Borówce! Madziu!
- Mamo! Ale nie było innego jedzenia dla mnie! Naprawdę!
Następnego dnia rano jeszcze raz dostałam po łapach! Tygrys nie dość, że próbował mnie oszukać, to nakłamał opiekunki. Pani skwitowała to tak:
- Madzia powiedziała, że mama pozwoliła jeść jej wszystko!
W tej sytuacji Tygrys dostał burę! Miał nagadane. Do końca kolonii nie ma żadnego kieszonkowego – skoro kupuje sobie rzeczy, których nie wolno mu spożywać. Panie mają go szczególnie pilnować, aby sobie nie nakładał rzeczy do jedzenia, których nie może jeść i w ogóle mają zwrócić uwagę, aby Madzia zjadała to, co ma w wyszykowane każdego dnia w śniadaniówce.
Z tej całej przygody najbardziej bolał mnie fakt, że Tygrys kłamał! Jakoś poradziłabym sobie z wybrykiem, że najadł się tego, co nie wolno, ale to kłamanie… Wiem, że moja „bestia” inteligenta jest. Kombinuje jak może. Ale i ja nie dam sobie w kaszę dmuchać! Szybko kapuję, że Tygrys coś mataczy! To mnie boli. Ale cóż. Raz są łzy radości a raz łzy złości i bezsilności. Oby takich wpadek Tygryska było jak najmniej…
 

środa, 9 lipca 2014