środa, 9 lipca 2014

piątek, 13 czerwca 2014

Ponownie szkoła muzyczna…

W połowie maja mijał termin na złożenie podania o przyjęcie do szkoły muzycznej. Zapytałam Tygryska, czy chce zdawać ponownie egzamin…
- Madziu, zdajesz do szkoły muzycznej??
- A mogę??
- Możesz. Zastanów się i daj mi odpowiedź, najpóźniej za tydzień.
- Dobrze!
Kilka dni po tej rozmowie, gdy wracałyśmy ze szkoły Madzia zapytała:
- Mamo, czy mogę naprawdę zdawać do szkoły muzycznej??
- Możesz, ale musisz się zastanowić szybciej, za dwa dni mija termin złożenia dokumentów…
- Mamo, a nie będziesz zła jak powiem, że chcę??
- Nie, nie będę!
- A co będzie jak nie zdam???
- Nic! Zdobędziesz tylko doświadczenie! Każdy egzamin to zdobywanie jakiegoś doświadczenia!
- A mogę zdawać jeszcze raz?
- Możesz!
- A co będzie jak zdam???
- Uuuuu… Wtedy będziemy mieli problem! Ale chyba nie chcesz zdać, co???
- Chcę! Bardzo chcę! Tylko…
- Jak chcesz to zdawaj. Jak nie zdasz, to sprawa załatwiona a jak zdasz to ty podejmiesz decyzję! W końcu nie musisz chodzić do szkoły muzycznej! To kierat! Ale pamiętaj, że do jutra masz czas, abyśmy zdążyli wszystko załatwić!
- Mamo… To ja chcę! Chcę zdawać ten egzamin!...
Wieczorem rozmawiałam z tatą…
- Madzia zdaje do szkoły muzycznej!
- To ty ją do tego namówiłaś! Wpychasz ją w tą szkołę! Po co???
Wkurzyłam się!
- Ja??? Ja jestem daleka o biegania z Madzią po kolejnych zajęciach! Ledwo mi czasu starcza na to, co teraz ma! Nie mam sił na więcej! A zresztą i tak nie zda… O czym my mówimy! Chce podejść, to niech podchodzi do egzaminu, potem zobaczymy, co dalej?
I tak dyskutując między sobą złożyliśmy z tatą na ostatni dzwonek dokumenty Madzi do szkoły muzycznej. W zasadzie, tak dla sportu! Skoro dziewczyna chce, to niech ma! W końcu to tylko 50 PLN, kilka godzin w szkole i po bólu! Lista chętnych jest ogromna! Zerówka już miała egzamin, więc ilość wolnych miejsc jest mizerna!
Od 2 czerwca zaczęły się egzaminy! Uuuu… Znowu te tłumy dzieci i rodziców! Znowu to pędzenie! Tym razem dotarłyśmy na ostatnią chwilę na test psychologiczny! Tygrysek usiadł w ławce! Na szczęście miałam jakiś długopis w plecaczku, podałam go dziecku i drzwi się zamknęły! Zmęczona usiadłam. Wokoło mnie zestresowani rodzicie mocno trzymający kciuki za swoje pociechy! Ja wyluzowałam! Co 10 dziecko się dostanie, więc czym się tu przejmować?? Ale po 15 minutach drzwi gabinetu się otworzyły i zadowolony Tygrys wyszedł, zostawiając za sobą 22 piszące dzieciaczki. Wkurzyłam się! Skoro Tygrys przyszedł tu dla zabawy, to by chociaż się przyłożył do egzaminu!
- Madziu! Co ty tu robisz??
- Mamo, już skończyłam!
- Wszystko??
- Tak! Było 50 pytań! Cztery strony A4!
- I zdążyłaś to wszystko przeczytać??
- Tak!
Naszą potyczkę obserwowali zdziwieni rodzice, których pociechy pisały test dalej! Próbowałam nakłonić Tygryska, aby wrócił do sali i pomyślał nad testem i go poprawił, może przeczytał i lepiej zrozumiał… Nic to nie dało! W końcu pojawiły się łzy w oczach Tygryska… Padło „mamo przytulić” i Tygrys wtulił się we mnie a ja dałam za wygraną. W końcu jest tutaj dla sportu. To dla niego ma być frajda. Kasa na egzamin poszła, skoro Tygrys olewa egzamin, to trudno… Potem dzieci miały lekcję przygotowawczą…
Kolejnego dnia zadzwoniono do mnie ze szkoły… Tygrys chory! Tym razem angina! Jak zwykle! Ostatnio na egzaminie też był chory! Jednak we wtorek mimo choroby poszłyśmy na lekcję przygotowawczą. We środę odpuściłam Madzi szkołę muzyczną, bo w klasie miał imprezę z okazji dnia mamy i taty…
We czwartek uczyłyśmy się pioseneczki, a po południu Tygrysek zdawał egzamin z przydatności muzycznej. Na końcu… Ostatni był na liście! Poszliśmy się zameldować u pana w klasie z fletu… U pani od skrzypiec… Wszyscy bardzo mili, chwalili Tygryska… Ale ja znam to chwalenie sprzed roku! Dziecko jest chwalone a potem na liście go nie ma! Czekając na egzamin Tygrysek z dziewczynkami oglądał bajkę na telefonie taty. Innie dzieci były strofowane przez rodziców. Pouczane co i jak mają śpiewać, co mają mówić… Tygrys wyluzowany! Co go mieliśmy pouczać??? Skoro olał test psychologiczny, to nie ma już nic znaczenia! Szkoda mi tych dzieciaczków wtłaczanych przez rodziców w kieracik szkoły muzycznej. Tak widać było, że na siłę! Dzieci wolały oglądać z Tygryskiem bajkę niż stać cichutko i czekać na swoją kolej powtarzając w głowie wszystkie wskazówki! Nawet podeszła do Tygryska jedna pani, taka starsza, chyba pracownica tej szkoły i zwróciła uwagę na zachowanie dziecka. Skarciła go! Nie było mnie przy tej rozmowie… Szkoda… Nagadałabym tej kobiecie, że w tym wielu dla dzieci takie ciche czekanie w kolejce nie powinno mieć racji bytu! Dzieci mają naturalną potrzebę w tym wieku się czymś zajmować! Mają „robaki w pupie” i dzięki tym robakom rozwijają się lepiej! Jak zabijemy szybko te „robaki” to te kolorowe dzieciaczki przeistoczą się w szarych, czasami przeźroczystych, niezauważalnych ludzi…
Tygrysek po potyczce z obcą panią miał łzy w oczach… Ale wszedł wyluzowany na egzamin, potem zaliczyliśmy jeszcze, jako ostatni „fortepian”… W gorący wieczór wracaliśmy do domu… Tygrys zadowolony, że „poszło mu wyśmienicie”. Ja zadowolona, że na najbliższy rok mam tą szkołę z głowy! Te tłumy na korytarzach mnie męczą… To żadna atrakcja!
Przyjęliśmy za pewnik, że Tygrysek ulał test psychologiczny. Na wyniki czekaliśmy, choć prawie byliśmy pewni, że egzamin mamy ulany! 12 czerwca podczas zajęć plastycznych w MDK sprawdziłam w telefonie listę kandydatów przyjętych do szkoły muzycznej. Ku mojemu zaskoczeniu w klasie skrzypiec drugi na liście był Tygrysek! Przekazałam wiadomość Madzi!
Ta wzruszyła ramionami i prychnęła tylko:
- Przecież wiedziałam, że zdałam! I co teraz?? Mogę zadzwonić do taty???
 
I co teraz??? Nie wiemy! Zaskoczeni zastanawiamy się, co dalej??? Już teraz ledwo wyrabiamy się na zakrętach… Wciąż myślę, że Tygrys sam nie wie, w co się pakuje!

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Święto Mamy i Taty


*** 

Tygrys wyjeżdża na klasową wycieczkę. Biegam po mieszkaniu, patrzę za okno, pogoda tej wiosny jest nieprzewidywalna. Plecaczek spakowany, ale jeszcze do reklamówki, która będzie w autobusie wkładam na zmianę spodenki i bluzeczkę, tak na wszelki wypadek, gdyby tamte się zmoczyły. Tato patrzy na to z przerażeniem…
- I co jeszcze????
- No wiesz, jakby zmokła albo coś…
Na to Tygrys:
- Tato jest dobrze! MAMA O MNIE DBA!

***

Tato często wyjeżdża w delegację. Gro czasu spędzamy same. Czasami się droczę z Tygryskiem:
- Madziu! Sprzedamy tatę! Zobacz ciągle go nie ma!
- Mamo! Nie!
- Dlaczego nie???
- Bo ja go kocham!
- Ale zobacz… Ciągle jeździ i jeździ…
- MAMO! NAWET GDYBY TATA BYŁ DO NICZEGO I TAK BYM GO KOCHAŁA!

***

Tygrysek przemyślał to nasze droczenie. Nigdy nie przystał na pozbycie się taty z domu. Kiedyś, tak na poważnie tak do mnie wypalił:
- Mamo! Ty wiesz, ja bym tak chciała, abyście nigdy z tatą się nie rozstali!
- Madziu! Nie ma takiej opcji!
- To tylko się tak droczysz ze mną???
- No pewnie!
- Bo wiesz, jakbyś chciała tatę sprzedać, to ja go kupię! Oddam ci wszystkie moje pieniążki!
- Takiej opcji też nie ma!
- Dlaczego!
- Bo tato jest i mój i twój! 

***

Oczywiście na przedstawienie dla rodziców Tygrys się rozchorował…. Ale lekarz na akademię pozwolił pójść. Ubrałam, więc Tygryska ładnie. Moje dziecko ma to do siebie, że jak choruje to jest piękniejsze! Wyglądało naprawdę uroczo! Nim weszliśmy do windy, Tygrysek jeszcze raz w lustrze sprawdził czy wszystko wygląda idealnie i tak do mnie odpalił:
- Mamo??? Czy nie czujesz się brzydka, gdy jestem obok ciebie???...  

W tym roku na święto mamy i taty klasa przygotowała akademię. Z przerażeniem spostrzegliśmy jak te dzieciaczki w ciągu tych paru miesięcy podrosły! I Tygrys, i chłopcy i dziewczęta! Były wierszyki, piosenki, tańce. Portrety mam – Tygrysek oczywiście zrobił portret mamy i taty! Konkursy… Oczywiście ustawione!!! Było wesoło, radośnie, spontanicznie… Mamy upiekły fantastyczne ciasta, udekorowały salę, nakryły… Oczywiście honorowi goście stali pod ścianami a na środku dzieci zasiadły do uczty! Zrobiły swoje, teraz muszą wypocząć… No masz… Chciałeś mieć dzieci rodzicu??? To stój pod ścianą i patrz, jak twoja pociecha pałaszuje i rośnie duża! Skończy, pójdzie się bawić na szkolny korytarz to będziesz miał czas na posprzątanie sali… Ot takie jest życie!

piątek, 25 kwietnia 2014

Kwietniowe, zapisane wypowiedzi Tygryska



Jesteśmy w ZOO… Przyglądamy się jak dziewczynka w wieku Tygryska wiezie swojego dziadka na wózku inwalidzkim. Dziecko ochoczo chce pokazać dziadkowi wszelkie dostępne okazy zwierząt. Nawet próbuje wprowadzić wózek do pawilonu ze zwierzętami z Madagaskaru… Babcia krzyczy, że „nie”, dziewusia się upiera, że „tak”, dziadeczek biernie zgadza się na wszystko. My stoimy obok…
- Szkoda, że dziadkowi nie chciało się żyć… - Powiedziałam ze smutkiem…
- NO WŁAŚNIE! (PRZERWAŁ TYGRYSEK!) BABCIA ODDAŁA DZIADKA DO SZPITALA A SAMA ŻYŁA DALEJ! NAWET MU JEDZENIA DO SZPITALA NIE PRZYNOSIŁA! I WIDZISZ, CO SIĘ STAŁO??? UMARŁ!


Zwykły dzień… Odbieram Tygryska ze szkoły… Dziecko ziewa przy odrabianiu lekcji… Po ceramice mam mocne postanowienie, że dziś pójdziemy wcześniej spać. Około dziewiątej jestem już w łóżku… Madzia wpada na pomysł zagrania w karty z tatą! Na szczęście rozdawała karty, więc szybko wygrała. Ale na spanie ma się nijak… Nie mniej udało mi się zgasić światło. Leżymy chwilę w ciszy. W końcu Tygrysek powolutku wyślizgnął się spod kołdry, chwycił książkę i pobiegł do taty, do pokoju, w którym świeciło się światło…
- NO! W KOŃCU MOGĘ SOBIE POCZYTAĆ!
Usłyszałam… I zasnęłam!


Kolejnego dnia znowu próbujemy uśpić Tygryska przed dziesiątą. Udało się! Kilka minut po dziesiątej Tygrysek leży nieruchomo, miarowo posapuje w łóżku. Odwróciłam się, przyłożyłam głowę do poduszki i zasypiam… W pewnej chwili za moimi plecami dziecko się poruszyło. Delikatnie wysunęło spod kołdry. Cichutko ześlizgnęło się z łóżka i na czworaka z książką w zębach udało się do pokoju, w którym tato jeszcze sobie wieczorem czytał…
- MAMA ŚPI! TERAZ W KOŃCU MOŻEMY SOBIE RAZEM POCZYTAĆ!
Radośnie zaszczebiotał do taty i przyłączył się do czytania…
Ja poległam! Usnęłam!


Uczę Tygryska. Poprawiam jego błędy. W końcu wkurzony Tygrysek zawołał:
- O NIE! TO NIE SPRAWIEDLIWE! TY WSZYSTKO UMIESZ??? A JA???
- Ale Madziu, ty dopiero jesteś na początku edukacji! Dopiero się uczysz! Mam ma skończone nie jedne studia podyplomowe… Spokojnie!
- To znaczy, że ja też będę umiała??
- Taaak! Tylko musisz chcieć się nauczyć!


Tłumaczę Tygryskowi zasady pisania samego „h”:
- Samo „h” lubi hałaśliwe słowa…
- Jak hałas… Huk? – pyta dziecko.
- Tak o właśnie!
- A „kuchnia” jest cicha, to przez „ch”??
- O widzisz Madziu! Brawo!
- ALE MAMO! WIESZ… JAK TY KRZYCZYSZ W KUCHNI TO WCALE NIE JEST CICHO!


Tygrysek, kolejnego dnia po lodowisku ubiera się z ociąganiem do szkoły… Siedząc na stołeczku sięga jak staruszka po buty…
- Normalnie bolą mnie te kości!
- Co proszę??
- NORMALNIE BOLĄ MNIE TE KOŚCI, BO MUSIAŁAM SIĘ WCZORAJ NA TYM HOKEJU NACHYLAĆ!


Wieczorem przeglądam książkę od muzyki. Nie mogę wydusić od dziecka jak korzystają z tego podręcznika. NA jednej ze stron zauważyłam, że dzieci powinny się uczyć tańca – krakowiaka.
- Madziu, a pani puszcza wam muzykę??
- Eheeee…. – Padłą niewyraźna odpowiedź.
- I tańczycie???
- Noooo, niee…. – Znowu niezbyt oględnie odpowiada Tygrys.
- Ale Madziu! Ty krakowiaka potrafisz już tańczyć!
- JA UMIEM LEPIEJ OD WSZYSTKICH KRAKOWIAKA W KLASIE! TYLKO TROCHĘ ZAPOMNIAŁAM, JAK SIĘ GO TAŃCZY!


Rano budzę Tygrysa do szkoły! Jak zwykle, drapię go, gilgam, masuję. Dziecko jednak nie chce otworzyć oczu!
- Wstawaj Madziu! Pójdziesz do szkoły!
- Nie!
- Ale w szkole jest fajnie! Będziecie się bawić!
- Nie!
- A potem gdzieś pójdziemy! Poznamy nowych ludzi!
- Nie! Nie chcę!
- Ale Madziu…
- NIE! NIE CHCĘ! NIE LUBIĘ LUDZI! TYLKO MOICH RODZICÓW LUBIĘ!


 


 





 

środa, 16 kwietnia 2014

Nie utoczycie mi ani jednej kropli krwi…


 Tak… Mamy ogromny problem z badaniami Tygryska. Zwłaszcza z pobieraniem krwi! Dziecko nam często choruje. Faszerujemy je antybiotykami, a to nie tędy droga. Równolegle robimy badania. Największy problem mamy z pobieraniem krwi! Wstyd jak …

Ostatnio robiliśmy test na nietolerancje pokarmowe. Test polega na pobraniu kilku kropelek krwi z paluszka. Już w nocy dziecko przeżywało! Mówiło przez sen: „boję się!” Niestety, nie ma innej opcji. Weszłyśmy do gabinetu. Miła pani doktor posmarowała Madzi paluszek pastą ze znieczuleniem. W tym czasie mama poddała się zabiegowi. Tygrysek musiał zobaczyć, na czym to polega! OK.! Mała panna zgodziła się, ale… Pani doktor odwróciła się, aby wziąć wacik i odkazić paluszek i w tym czasie Tygrys skokiem zwinnej pantery znalazł się kilka metrów od nas… Trzy kobiety - stanęłyśmy zaskoczone. Rozpoczął się proces namawiania, aby dziecko zechciało nam podać rączkę. Uuuu… Nic z tego… Tygrys wycofywał nam się do pracowni endoskopowej…

I co teraz??? W głowie szukałam pomysłu, jak zmobilizować Madzię, aby podała nam rączkę. Kiedyś zmobilizowana została cała przychodnia! I przez godzinę trwały negocjacje! Innym razem nastąpiło rozwiązanie siłowe – dwie osoby trzymały Tygrysa, dwie pobierały krew… Rozwiązanie siłowe nie wchodziło w grę. Trzy kobiety nie utrzymają Tygrysa. Negocjacje też nie szły nam prosto! Tygrys poznał gabinet endoskopowy, nawet wyraził chęć zamiany pobrania kilku kropel krwi z paluszka na badanie endoskopowe…

W końcu się udało! Tygrys usiadł mamie na kolanach, wyciągnął rączkę, pani ponownie oczyściła paluszek, ciach – przekłuła… Tygrys wtulił się we mnie, wcierał gile w moją bluzkę… Ale z palca nie chciała się utoczyć ani jedna kropla krwi…
- Madziu, czy piłaś coś dzisiaj??
- Taaak – Zaszlochało dziecko.
Przez dłuższą chwilę masowałyśmy dłoń dziecka, ja masowałam plecki, aby Tygrys się rozluźnił i aby pociekło, choć troszeczkę krwi… W końcu Tygrys zaczął z nami współpracować. Rozluźnił się nieco. Do rureczki wpłynęła długo wyczekiwana kropelka. Ale to było za mało! Tygrysek się tulił, płakał coraz ciszej, uspokajał. W końcu pobieranie krwi zakończyło się sukcesem! Pani przykleiła plasterek, dała kolejny, i już!

Martwi mnie to, że Tygrys nie pozwala personelowi medycznemu zbliżyć się do niego! Każde pobieranie krwi to panika, strach szlochanie, wyrywanie się… Kiedyś tak wrzeszczał, że w uszach dzwoniło! Stosowaliśmy już chyba wszystkie taktyki, oprócz usypiania! Tygrys tak się spina, że rzeczywiście trudno jest mu z otwartej żyły utoczyć, choć probóweczkę! Tłumaczenie, proszenie, zachęcanie nagrodą – nie działa!

Po świętach dalsze badanie… Znowu potrzeba nam kilka kropel krwi… Honorowym krwiodawcą nasz Tygrysek to chyba nigdy nie będzie! Jego hasło – nie utoczycie mi ani jednej kropli krwi – często gości po przekroczeniu progu gabinetu zabiegowego. Jak na razie, z większymi lub mniejszymi problemami udało się nam już jej trochę utoczyć!

Mamy nietolerancję glutenu. Jest podejrzenie o celiakię. Na święta jeszcze mamy potruć dziecko ciastami, potem mamy zrobić test na celiakię, a potem restrykcyjna dieta – bez glutenu, mleka, jajek…

„Zdrowych” i wesołych świąt! Dla wszystkich! Z jajkami, babami drożdżowymi, chlebem!