poniedziałek, 6 października 2014

8 lat z Tygryskiem…

8 lat z Tygryskiem….
 
I jak jest????
 
Kwiecień 2013
 
Jest wczesna wiosna. Właśnie rozpoczęliśmy prace na naszym ogródku. Tygrysek, jak zwykle chętny do pomocy pyta:
- Mamo! Czy mogę „posekatorować”?
- Możesz! (Odpowiedziałam na odczepnego, aby mieć chwilę na posianie nasionek.)
Tygrysek pobiegł po sekator i chwilę później „sekatorował” w malinojeżynach. W trzy sekundy roślina została wycięta!
- Madziu, co robisz?! (Zawołałam przerażona!) Zniszczyłaś roślinkę! Nie będzie owoców w tym roku! Popatrz jak ucięłaś pędy!
Tygrys skruszony pokazał na czubku tyczki dyndające końce roślinki i tak się tłumaczył:
- Mamo! Ja nie chciałam! Ale zobacz! O tutaj są jeszcze zielone listki! Będą owoce!
- Ale jak Madziu! Te gałązki nie mają korzonków! Już nie urosną!
 
Maj 2013
 
Wracamy z przedszkola…
- Mamo, a jak pójdę do szkoły, to chcę chodzić na szermierkę!
- Cooo??
- No bo wiesz, Kajetan i Filip chodzi na szermierkę i ja też chcę!
- Dobrze! A co ze szkołą muzyczną??
- Ja już nie chcę! Wolę na szermierkę!
- Tak szybko zrezygnowałaś? Jeszcze nie zdałaś egzaminów i już nie chcesz chodzić?
- No bo wiesz, ja chcę chodzić na szermierkę i robić tak… (Tu Tygrysek demonstrował możliwe pchnięcia szpadą.)
- To może zrobimy tak: rano będę ciebie prowadzała do szkoły, potem na szermierkę a potem do szkoły muzycznej jak zdasz, a potem na inne zajęcia… I tak będę biegała wokół ciebie!
- O tak! Tak może być mamo!
- I się wykończę biegając to tu to tam!
- Tak, ale jak urosnę to mogę sama chodzić?
- Tak, jak urośniesz, to sama będziesz chodzić aż nie ukończysz szkoły.
- No mamo! A studia to co??
- Studia?? Ty chcesz iść na studia??
- No pewnie! Przecież ja chcę pracować z tobą i z tatą a do tego potrzebne są studia!
- Madziu, ale to są trudne studia, ale jak chcesz to proszę bardzo!
- Dobrze! I będę z wami pracowała! Hurra!
- Może tak być, jeżeli nam się noga nie podwinie i uda się naszej firmie przetrwać tak długo to będziemy razem pracować!
- Mamo! Ale ja będę zarządzać tą firmą!
- Co proszę?!
- No wiesz, to ja będę szefem!
- Uuuuu… To musisz się dużo Madziu nauczyć!
 
Madzia wieczorem zakomunikowała, że jutro do przedszkola ma pójść ładnie ubrana bo idą do innej grupy się pobawić… Wyszykowałam piękną różową sukieneczkę w paseczki kremowe oraz do tego kremowe rajstopki. Tygrysek wyglądał przesłodko. Normalnie taka piękna dziewusia do schrupania. Tygryskowi jednak ten strój nie odpowiadał, marudził i krzywił się co nie miara:
- Mamo, nie ubiorę tej sukienki! Nigdy przenigdy!
- Przymierz ją chociaż! Jest prześliczna!
- Nie! Nie lubię różowego! Chcę fioletową sukienkę! Uwielbiam fioletową! Chcę sukienkę w czarne kropki! Albo czarną! Czarną mi ubierz!…
Ubrałam jednak, tą którą przewidziałam. Tygrys stanął przed lustrem i zawodził:
- Uuuuu… Ona jest za krótka! Nie! Te rajstopy są niedobre! Zobacz! O tu…
- Madziu! Pójdziesz w tej sukience, wyglądasz cudownie!
Na to zareagował tato!
- Dziewczyny, co jest! Madzia się nie wyspała czy może jest chora???
Tygrys pogrążył się w konwulsjach… Nie było mowy… Sukienkę trzeba było zamienić! Poległam!
 
Czerwiec 2013
 
Wieczorem podczas kolacji Madzia wypaliła z pytaniem:
- Mamo! A ty jaki masz zawód???
- Ja… Ja budowałam mosty!
- I nawet jeden most we Wrocławiu projektowała mama. (Dodał tata.)
- I duży on jest??
- Nie jest duży, ale mały też nie jest. I jest niedaleko, kiedyś pójdziemy tam na spacer! (Dokończył tata.)
- A ty Madziu jaki chcesz mieć zawód??
- Ja? Ja będę śpiewaczką!
- Co proszę?
- No wiecie piosenkarką! (Tygrys złapał widelec, stanął na ławie i demonstrował swoje talenty wokalne.)
- Uuu… Madziu! To ciężki kawałek chleba! No chyba że ma się niebywały talent i trzeba umieć się przebić!
- Jak przebić??? (Zapytało zdumione dziecko?)
- Jak to jak! Trzeba się tak porozpychać łokciami…
- A nie można tego zrobić GWOŹDZIAMI???
 
Lipie 2014
 
Jemy obiad. Jak zwykle na ławie Tygrys się wierci i kręci. Dobrze, że mamy taką ławę! Z krzesła by chyba zleciał! W końcu tato aby skrócić nasz czas poświęcony na obiad zaczął z wrodzoną sobie wprawą wkładać do buzi Tygrysa porcyjki jedzenia. Madzia „cudowała” na ławie… W końcu się wyciągnęła i leżała żując posiłek.
- Madziu siadaj!
- Nie!
- Jemy na siedząco nie na leżąco!
- Uuuu… (Tygrys się przeciągnął na ławie i oczywiście nie usiadł!)
- Madziu… Nie za dobrze ci jest???
- No właśnie! I takie życie mi się podoba!... (Powiedział leżący do konca posiłku Tygrys.)
 
W ramach festiwalu Brave gościliśmy dziewczęta, które nie dość, że nie chciały uczestniczyć w naszym rodzinnym życiu, nie dość, że były uzależnione od Internetu, nie dość, że chodziły naburmuszone bo nie było wi-fi to dziewczyny były wyjątkowo niemiłe. Zniszczyły sporo rzeczy Madzi. Tak bezmyślnie. Np. Włożyły do piórnika specjalny klej do wszystkiego nie zakręcony… Tubka wyciekła i poniszczyła rzeczy w piórniku. Stłukły jej Aniołka w szklanej kuli. Albo nie pozakręcały brokatów i wszystko się rozsypało… Ponadto grzebały w jego szafkach. Po ich wyjeździe tato próbował wytłumaczyć zachowanie dziewczyn (w zasadzie dorastających panienek –  prawie15 i 14 lat) oraz chciał usprawiedliwić zostawiony przez nie bałagan w pokoju Tygrysa. Na jego tłumaczenia rozżalony Tygrys tak wypalił:
- No dobrze! Ale jak można wyjmować rzeczy i tak je rozwlekać po całym pokoju?!
 
Po wyjeździe dzieci z Bośni wysprzątałam pokój Tygryska. Madzia zadowolona, dziękuje mi:
- Dziękuję ci mamo, że mi go tak wysprzątałaś! Dziękuję!
Ale po chwili tak odpaliła:
- Mamo! Zazdroszczę Ci, że potrafisz tak wysprzątać!
 
Tygrysek uczy się grać na skrzypcach… Bywa z tym różnie! Raz chce innym razem trzeba go niemal zmuszać! Pani od muzyki, niezwykle cierpliwa zachęca dziecko aby zagrało kolejny utwór:
- Zagraj to Madziu…
- Pani wierzy, że ja to zagram???
- Tak zagrasz, potrafisz to zrobić.
- Ale ja nie umiem! (Upiera się Tygrysek.)
- Umiesz! Dasz radę!
- Pani naprawdę w to wierzy???
- Tu nie wiara jest potrzebna tylko słuch! Ja słyszę, że potrafisz to zagrać!
I Tygrysek zagrał!
 
Tygrysek się bawi! Ja w kuchni przygotowałam dla niego posiłek i wołam go do kuchni! Madzia bawi się w swoim w pokoju.
- Madziu!
- POCZEKAJ!
- Madziu chodź!
- Mamo poczekaj!
- Madziu!
- No mamo POCZEKAJ! Właśnie mam najwspanialszy i najcudowniejszy czas dla siebie!
 
Zepsuł się samochód i mamy z Tygryskiem tydzień wakacji dla siebie. Chodzimy po mieście, w galeriach polujemy na wyprzedaże, malujemy nasze obrazki na szkle, słuchamy audiobooków, gotujemy, prasujemy… Tak sobie kiedyś siedzimy razem w kuchni i jemy owoce, Tygrys szczebiocze… Strzeliło mi do głowy takie pytanie:
- Madziu… Kim ja dla ciebie jestem???
Tygrys przerwał paplaninę, zastanowił się i poważnie powiedział hamując łzy:
- Mamo! Nie myślałam, że kiedyś to powiem! MAMO! TY JESTEŚ DAREM OD BOGA!
Nie zdążyłam zapytać dlaczego, bo w moich ramionach pojawił się Tygrysek, łkał… Jego usteczka w przerwie między całuskami szeptały: Mamo! Jesteś darem od Boga!
A ja tuliłam dziecko, które pławiło się w swoich łzach radości, dziecko szczęśliwe do bólu!
 
Wieczorem wróciliśmy z działki… Jak zwykle mieliśmy sporo rzeczy do zrobienia. Tygrys w tym czasie miał się wykąpać… Jakoś szybko to wszystko zrobił i pobiegł do łóżka… Zdziwiło mnie, że tak zgrabnie wszystko zrobił i znalazł się w łóżku… Wchodzę do łazienki: wanna pusta, ale korek tkwi w odpływie… Ubrania porozwalane, ręczniki zdjęte z wieszaka i rzucone na pralkę…
- Madziu! Umyłaś się??
- Taaak!
- To gdzie woda?!
- Mamo! Ja myłam się! Tylko myłam się w gorącej wodzie i ta wykipiała lub wyparowała!
Spojrzałam na szczerzące się do mnie żółte nie domyte zęby, na dołeczek w policzku, na roziskrzone oczka… Wyobraziłam sobie Tygrysa w kipieli… Zaczęłam się śmiać… Odkręciłam wodę i zostawiłam Tygrysa w łazience…
 
Tygrys wyjechał na obóz taneczny. My nie możemy wytrzymać… Tęsknimy… W końcu dzwonimy drugiego dnia wieczorem…
- Witaj kochanie! Jak ci tam jest??? (pytam przejęta!)
- Dobrze! Cieszę się! Możesz zadzwonić jutro??? Pa…
- Madziu! Poczekaj!
-  Mamo! Możesz zadzwonić jutro?! 
- Ale Madziu…
„Cmok, cmok, cmok”
- Pa mamo! Kocham cię!
- Madziu co tam robicie?? (Próbuję nawiązać jakikolwiek dialog! Chcę cokolwiek usłyszeć! Chcę chociaż minutkę porozmawiać!)
- Mamo! Marysia poszła po nożyczki! Musimy ściąć włosy, bo w autobusie włożyła mi gumę we włosy… Ale pa! Zadzwoń jutro!
- Madziu nie chcesz porozmawiać z tatą!
- Tata! (Słyszę radosny ton, po czym „cmok, cmok, cmok”.)
- Tato kocham cię! Powiedz mamie niech zadzwoni jutro! Pa!
„Cmok, cmok, cmok”
- Madziu…
Ale Madzi przy telefonie już nie było! Cmokanie się skończyło! I tyle pogadaliśmy z naszym dzieckiem!
 
Sierpień 2014
 
Po kilku dniach znowu zadzwoniłam do dziecka… Stęskniona pytam:
- Madziu… Kochanie, powiedz jak ci tam jest!
- Super mamo! Mamy fajny domek i ogromny BAJZEL…
- Ale Madziu co robicie??
- Mamo oglądamy…
Słyszę, że Tygrysek jest nieobecny…
- Madziu…
- Mamo! Kocham ciebie! (Cmok, cmok, cmok…) Zadzwoń jutro! Pa!
- Madziu…
- Pa!
 
Siedzimy sobie w domu… Tygrysek kończy obiad. Krzątam się po kuchni. Przyglądam się mojemu dziecku. Jest takie cudowne…
- Szkoda, że jesteś sama…
- Co?? Co mówisz mamo???
- Szkoda, że jesteś tylko jedna!
Tygrysek od razu zaczął szlochać. Łzy jak grochy spływały po policzku. Przerażona zapytałam:
- Madziu! Co się stało??
- Mamo ty do mnie tak nie mów!
- ?
- Ja nie jestem jedna! Nie jestem! Rozumiesz?!
- ?
- Przecież jak ja broję to jest tak jakby było mnie 200 tysięcy! I jak się cieszę to cieszę się tak jak 200 tysięcy dzieci! Ja nie jestem jedna!
 
Jesteśmy u dziadków. Właśnie kończą się wakacje… Pojawiły się pierwsze grzyby. Kupiłyśmy z Tygryskiem całe wiaderko na miejscowym targu… Na obiad babcia przygotowała sos grzybowy… Trochę posuszyliśmy, trochę zamarynowaliśmy… To jednak Tygryskowi nie wystarczyło… Byliśmy w lesie, ale nie nazbieraliśmy zbyt dużo. Kolejnego dnia Madzia znowu wymusza wyprawę na grzyby… W końcu na nasze opory dziecko tak zareagowało:
- Ale ja chcę mieć prawdziwe grzyby! Nie takie kupione!
 
Wrzesień 2014
 
Wróciłyśmy ze szkoły. Właśnie podawałam obiad. Tygrysek nakrywał do stołu… W pewnym momencie Madzia tak wypaliła:
- Mamo! Po co ja żyję? Po co ja się w ogóle urodziłam?
Przerwałam pracę. Osłupiała usiadłam przy Madzi. Tygrys był poważny i skupiony…
- Coooo? Madziu! Skąd takie pytania?
- Bo wiesz, jak idziemy do szkoły, to… To mnie nęka! Ja myślę o tym…
Zapadła cisza… Co miałam powiedzieć? Sytuacja wymagała mądrych zdań. Tygrys czekał na odpowiedź. Ja patrzyłam na moje dziecko z szeroko otwartymi oczami. Ono zrozumiało moje zaskoczenie i zakończyło:
- Ale wiesz…Cieszę się mamo, że mogę żyć z wami!
 
Szkoła niesie ze sobą godziny spędzone nad książkami, zeszytami, kolorowankami… Uczę Tygryska zasad pisowni wyrazów z „ó”:
- Madziu, wiesz jak się pisze góry? Przez jakie „ó”?
- Przez „ó” zamknięte!
- Brawo!
- A potrafisz wyjaśnić dlaczego??
- Tak! – Odpowiedział zadowolony z siebie Tygrysek – Ó zamknięte bo jest Golgota!
Śmialiśmy się z tego kilka dni…
 
W szkole Madzia chodzi na zajęcia z religii i etyki.
Po pierwszych zajęciach z religii, pełen smutku Tygrysek z ogromnym rozżaleniem tak wypalił:
- Mamo! Ten pan, co każe do siebie mówić „proszę księdza”...
Z etyki wrócił niemalże na skrzydłach:
- Mamo! – Szczebiotał wesoło – Ten pan z tej… Estetyki…
- Z czego??
- No wiesz! Z tego co mnie zapisałaś! Estetyki!
- Etyki!
- No tak! To wiesz, ten pan z tej etyki, pan Karol powiedział, że będziemy robić taki kuferek i będziemy tam wkładać same ciekawe rzeczy!
Spojrzałam na roziskrzone oczy Madzi… Całą swoją fizjonomią mówiła, jak ciekawie jest na nowym przedmiocie…
 
Rozpoczęłyśmy zajęcia w „Studium tańca i baletu” przy operze. Tygrysek wciąż nie potrafi sobie poradzić z emocjami. Tym razem poszło o kostiumy… Dziewczynki zapragnęły zmienić kostiumy na nowe… Tym razem na turkusowe. Tylko Madzia się opierała. Gdy już nie miała argumentów popadła w rozpacz! Wśród rodziców i koleżanek, płaczem i szlochami, próbowała córcia obronić stroje bordowe. Próbowałyśmy z innymi mamami ukoić ból płaczącej dziewuli. Koleżanki patrzyły z pogardą i zaskoczeniem…
Uuuuu… No cóż! Takie występy Madzi wciąż nie należą do rzadkości!
Po kilku dniach dziewczynki dostały nowe, stroje w kolorze bladego turkusu. Do tego ubrały turkusowe tuniczki. Wyglądały przepięknie! Nowe stroje są również tak piękne jak bordowe. Madzia wygląda w nim cudownie… Po skończonych zajęciach Tygrysek kombinował:
- Mamo! Mogę w tym stroju iść do domu! Mamo proszę! Pleasse!
- Nie Madziu! To strój do tańca!
Kolejnego dnia rano Tygrysek błagał:
- Mamo! Pozwól mi iść w tym stroju do szkoły! Proszę!
- Madziu! Co ty?? Na cały dzień! To nie strój do szkoły! Jak ty to sobie wyobrażasz?
- Nooo… Będzie widać tylko górę…
- Ale Madziu, jak będziesz korzystać z toalety??
- Nie będę sikała!
- Cały dzień??
- Tak!
 
Październik 2014
 
Tygrysek szykuje się do Pierwszej Komunii… Wypełniając obligatoryjne zajęcia spędzamy wieczory w kościele… Pewnego razu podczas modlitwy Tygrysek odsunął wszystkie klamoty, które towarzyszyły nam w ciągu całego dnia… Odwrócił swoją buzię pogrążoną w modlitwie i wyszeptał:
- Mamo! Jak ja się cieszę, że wy wzięliście mnie do tej adopcji! Jak ja was kocham! Jak to dobrze, że wy jesteście moimi rodzicami…
 
Rano przy śniadaniu Tygrysek rozpoczął tak:
- Tato, czy masz na komputerze „google”?
- Tak! A po co ci??
- Bo wiesz, jak tam się coś zapisze to, to się dostaje!
- Naprawdę?!
- Taaak… I ja bym napisała „Monster High” i dostałabym bym!
 
Trochę się przeziębiłam. Rozbolało mnie gardło. Aby nie zarazić wirusem Tygryska na pożegnanie w szkole pocałowałam dziecko głowę. Ta ujęła moją dłoń i na oczach wszystkich z szacunkiem ją ucałowała… Osłupiała spojrzałam na twarze dzieci, które były zaskoczone takim widokiem. Tygrysek radośnie się do mnie uśmiechnął i zawołał już ze schodów:
- Do widzenia mamo!
I pobiegł na górę do klasy…
 
- I jak jest????
- CUDOWNIE!

środa, 30 lipca 2014

Połowa wakacji

Wakacje prawie na półmetku… Czas płynie leniwie… Na początku uczestniczyliśmy w Brave Kids, potem wywieźliśmy Tygryska do dziadków na tydzień, gdy wrócił miał półkolonie w Aquaparku, potem chcieliśmy pojechać do Kliczkowa i do Drezna na wycieczkę, ale auto zepsuło się i ostatecznie spędziliśmy tydzień w domu… Teraz Tygrysek wyjechał na obóz taneczny. Ot takie zwykłe wakacje. Żadnych przygód, żadnych fajerwerków.
Niemniej dwa dni z pierwszego miesiąca zasługują na uwagę. Dwa różne. Dwie krańcowo różne dawki emocji…
 
Pierwszy:
 
Na chwilę, dosłownie na pięć dni zostawiliśmy Tygryska u dziadków. Pierwszego dnia nawet nie dopuszczał do siebie informacji, że w sobotę czy w niedzielę wraca do domu. W piątek już tęsknił a w sobotę już czekał…
Wyjechaliśmy w sobotę po obiedzie. Pech chciał, że nasza „czarna perła” po serwisie wyglądała wspaniale, była wymyta, wyczyszczona, ale po przejechaniu dwóch trzecich trasy silnik znowu zdechł… Zaczęliśmy się toczyć w wakacyjnym tempie. W pewnym momencie zadzwonił telefon…
- Mamo! Gdzie jesteście???
- Niedaleko, ale auto znowu się zepsuło i musimy wolno jechać!
- Mamo! A ile jeszcze??
- Jakieś 40 minut…
- Mamo… A… Czy…
Tak przez kilka minut Tygrysek pytał, pytał… Nie było mowy o zakończeniu połączenia. Zestaw głośno mówiący dawał nam do zrozumienia, że dziecko tęskni, i to mocno…
W końcu dojechaliśmy! Tygrysek stał w drzwiach. Rozczochrany, ubrany w amarantowe getry i białą bluzeczkę z pstrokatym nadrukiem z przodu. Stęsknione dziecko z radości otworzyło szeroko oczy i buzię przyozdobił rozkoszny uśmiech! Ciemno granatowe zęby szczerzyły się do mnie! Poplamiona jagodami buzia wnet wcierała się we mnie. Zarzucone ręce na szyję ściskały mocno. Usta pracowały – całusek w usta, policzek, oko, włosy… Bez przerwy… Do gradu całusków dołączyły łezki radości…
- Mamo! Mamuniu! Mamo… Jak ja ciebie kocham!
Uwieszone na mnie dziecko zapomniało o ochronie mojego kręgosłupa. Nie ma zmiłuj się! Na szczęście niebawem pojawił się tata i zastąpił mnie w przyjmowaniu oznak miłości naszego dziecka….
Ale to nie był koniec powitania! Ledwo weszliśmy do domu i już nagle pojawił się koszyczek udekorowany dziadkowymi storczykami i wstążeczkami, a w nim prezenciki dla mamy i taty… To nie wszystko! W ganku czekały przygotowane bukiety! Kwiaty w ogrodzie babci i storczyki dziadka zostały solidnie przetrzebione…
Tygrysek radośnie to szczebiotał do mnie to do taty. Nie było nas przy nim raptem pięć dni. W tym dniu skąpaliśmy się po uszy w miłości naszego dziecka. Kąpiel była ze wszystkimi możliwymi dodatkami. Bogata… Niczym kąpiel Kleopatry w mleku…

Drugi:
 
Zapisałam Tygryska na półkolonie… Czekam pierwszego dnia na dzieci wychodzące z Aquaparku… Wszystkie prawie są… Tygrysa jednak wśród nich nie ma. Nie popadam w panikę. Lekko się martwię, ale wiem, że Tygrys ma problemy ze skupieniem uwagi na czynnościach prozaicznych… Na pewno gada zamiast się ubierać!
W końcu wyszedł! Zadowolony, uśmiechnięty, szczęśliwy!
Wyszłyśmy poza obręb budynku, siadłyśmy na tarasie. Słońce pieściło rozczochrane włosy Tygrysa…
- Jak było Madziu? (Padło pierwsze standardowe pytanie.)
- Fajnie! (Padła, jak zwykle, standardowa odpowiedź.)
- I…
I w tym momencie zauważyłam lekko wyciekającego gila z nosa… Uuuuu…. Ledwo jeden dzień w Aquaparku i Tygrys chory???
- Madziu… Co jadłaś?
- Nie pamiętam! (Padła wymijająca odpowiedź.) No wiesz mamo! Ja tak nie wszystko pamiętam! No wiesz, ja mam taką trochę złą pamięć!
- Madziu, co jadłaś???
W tym momencie wyskoczyły dawno nie widziane gile z nosa! Tygrys zastygł, ale zapierał się, że nie pamięta. Na szczęście przypominało mu się z moją pomocą, że spaghetti, a potem były gofry, a potem kupił sobie lody…
- Ale mamo! Innego jedzenia nie było!
Czerwona lampka pulsowała już w mojej głowie! Syrena wyła!
- Jak to nie było?! Przecież kilka razy się upewniałam, że dostaniesz jedzenie bez glutenu, bez jajek, bez mleka! Madziu!
- Nooo… Zupę dostałam inną, bo była zabielana!
- A kto ci pozwolił jeść lody?! Lody możesz jeść tylko pod opieką mamy lub taty w Borówce! Madziu!
- Mamo! Ale nie było innego jedzenia dla mnie! Naprawdę!
Następnego dnia rano jeszcze raz dostałam po łapach! Tygrys nie dość, że próbował mnie oszukać, to nakłamał opiekunki. Pani skwitowała to tak:
- Madzia powiedziała, że mama pozwoliła jeść jej wszystko!
W tej sytuacji Tygrys dostał burę! Miał nagadane. Do końca kolonii nie ma żadnego kieszonkowego – skoro kupuje sobie rzeczy, których nie wolno mu spożywać. Panie mają go szczególnie pilnować, aby sobie nie nakładał rzeczy do jedzenia, których nie może jeść i w ogóle mają zwrócić uwagę, aby Madzia zjadała to, co ma w wyszykowane każdego dnia w śniadaniówce.
Z tej całej przygody najbardziej bolał mnie fakt, że Tygrys kłamał! Jakoś poradziłabym sobie z wybrykiem, że najadł się tego, co nie wolno, ale to kłamanie… Wiem, że moja „bestia” inteligenta jest. Kombinuje jak może. Ale i ja nie dam sobie w kaszę dmuchać! Szybko kapuję, że Tygrys coś mataczy! To mnie boli. Ale cóż. Raz są łzy radości a raz łzy złości i bezsilności. Oby takich wpadek Tygryska było jak najmniej…
 

piątek, 13 czerwca 2014

Ponownie szkoła muzyczna…

W połowie maja mijał termin na złożenie podania o przyjęcie do szkoły muzycznej. Zapytałam Tygryska, czy chce zdawać ponownie egzamin…
- Madziu, zdajesz do szkoły muzycznej??
- A mogę??
- Możesz. Zastanów się i daj mi odpowiedź, najpóźniej za tydzień.
- Dobrze!
Kilka dni po tej rozmowie, gdy wracałyśmy ze szkoły Madzia zapytała:
- Mamo, czy mogę naprawdę zdawać do szkoły muzycznej??
- Możesz, ale musisz się zastanowić szybciej, za dwa dni mija termin złożenia dokumentów…
- Mamo, a nie będziesz zła jak powiem, że chcę??
- Nie, nie będę!
- A co będzie jak nie zdam???
- Nic! Zdobędziesz tylko doświadczenie! Każdy egzamin to zdobywanie jakiegoś doświadczenia!
- A mogę zdawać jeszcze raz?
- Możesz!
- A co będzie jak zdam???
- Uuuuu… Wtedy będziemy mieli problem! Ale chyba nie chcesz zdać, co???
- Chcę! Bardzo chcę! Tylko…
- Jak chcesz to zdawaj. Jak nie zdasz, to sprawa załatwiona a jak zdasz to ty podejmiesz decyzję! W końcu nie musisz chodzić do szkoły muzycznej! To kierat! Ale pamiętaj, że do jutra masz czas, abyśmy zdążyli wszystko załatwić!
- Mamo… To ja chcę! Chcę zdawać ten egzamin!...
Wieczorem rozmawiałam z tatą…
- Madzia zdaje do szkoły muzycznej!
- To ty ją do tego namówiłaś! Wpychasz ją w tą szkołę! Po co???
Wkurzyłam się!
- Ja??? Ja jestem daleka o biegania z Madzią po kolejnych zajęciach! Ledwo mi czasu starcza na to, co teraz ma! Nie mam sił na więcej! A zresztą i tak nie zda… O czym my mówimy! Chce podejść, to niech podchodzi do egzaminu, potem zobaczymy, co dalej?
I tak dyskutując między sobą złożyliśmy z tatą na ostatni dzwonek dokumenty Madzi do szkoły muzycznej. W zasadzie, tak dla sportu! Skoro dziewczyna chce, to niech ma! W końcu to tylko 50 PLN, kilka godzin w szkole i po bólu! Lista chętnych jest ogromna! Zerówka już miała egzamin, więc ilość wolnych miejsc jest mizerna!
Od 2 czerwca zaczęły się egzaminy! Uuuu… Znowu te tłumy dzieci i rodziców! Znowu to pędzenie! Tym razem dotarłyśmy na ostatnią chwilę na test psychologiczny! Tygrysek usiadł w ławce! Na szczęście miałam jakiś długopis w plecaczku, podałam go dziecku i drzwi się zamknęły! Zmęczona usiadłam. Wokoło mnie zestresowani rodzicie mocno trzymający kciuki za swoje pociechy! Ja wyluzowałam! Co 10 dziecko się dostanie, więc czym się tu przejmować?? Ale po 15 minutach drzwi gabinetu się otworzyły i zadowolony Tygrys wyszedł, zostawiając za sobą 22 piszące dzieciaczki. Wkurzyłam się! Skoro Tygrys przyszedł tu dla zabawy, to by chociaż się przyłożył do egzaminu!
- Madziu! Co ty tu robisz??
- Mamo, już skończyłam!
- Wszystko??
- Tak! Było 50 pytań! Cztery strony A4!
- I zdążyłaś to wszystko przeczytać??
- Tak!
Naszą potyczkę obserwowali zdziwieni rodzice, których pociechy pisały test dalej! Próbowałam nakłonić Tygryska, aby wrócił do sali i pomyślał nad testem i go poprawił, może przeczytał i lepiej zrozumiał… Nic to nie dało! W końcu pojawiły się łzy w oczach Tygryska… Padło „mamo przytulić” i Tygrys wtulił się we mnie a ja dałam za wygraną. W końcu jest tutaj dla sportu. To dla niego ma być frajda. Kasa na egzamin poszła, skoro Tygrys olewa egzamin, to trudno… Potem dzieci miały lekcję przygotowawczą…
Kolejnego dnia zadzwoniono do mnie ze szkoły… Tygrys chory! Tym razem angina! Jak zwykle! Ostatnio na egzaminie też był chory! Jednak we wtorek mimo choroby poszłyśmy na lekcję przygotowawczą. We środę odpuściłam Madzi szkołę muzyczną, bo w klasie miał imprezę z okazji dnia mamy i taty…
We czwartek uczyłyśmy się pioseneczki, a po południu Tygrysek zdawał egzamin z przydatności muzycznej. Na końcu… Ostatni był na liście! Poszliśmy się zameldować u pana w klasie z fletu… U pani od skrzypiec… Wszyscy bardzo mili, chwalili Tygryska… Ale ja znam to chwalenie sprzed roku! Dziecko jest chwalone a potem na liście go nie ma! Czekając na egzamin Tygrysek z dziewczynkami oglądał bajkę na telefonie taty. Innie dzieci były strofowane przez rodziców. Pouczane co i jak mają śpiewać, co mają mówić… Tygrys wyluzowany! Co go mieliśmy pouczać??? Skoro olał test psychologiczny, to nie ma już nic znaczenia! Szkoda mi tych dzieciaczków wtłaczanych przez rodziców w kieracik szkoły muzycznej. Tak widać było, że na siłę! Dzieci wolały oglądać z Tygryskiem bajkę niż stać cichutko i czekać na swoją kolej powtarzając w głowie wszystkie wskazówki! Nawet podeszła do Tygryska jedna pani, taka starsza, chyba pracownica tej szkoły i zwróciła uwagę na zachowanie dziecka. Skarciła go! Nie było mnie przy tej rozmowie… Szkoda… Nagadałabym tej kobiecie, że w tym wielu dla dzieci takie ciche czekanie w kolejce nie powinno mieć racji bytu! Dzieci mają naturalną potrzebę w tym wieku się czymś zajmować! Mają „robaki w pupie” i dzięki tym robakom rozwijają się lepiej! Jak zabijemy szybko te „robaki” to te kolorowe dzieciaczki przeistoczą się w szarych, czasami przeźroczystych, niezauważalnych ludzi…
Tygrysek po potyczce z obcą panią miał łzy w oczach… Ale wszedł wyluzowany na egzamin, potem zaliczyliśmy jeszcze, jako ostatni „fortepian”… W gorący wieczór wracaliśmy do domu… Tygrys zadowolony, że „poszło mu wyśmienicie”. Ja zadowolona, że na najbliższy rok mam tą szkołę z głowy! Te tłumy na korytarzach mnie męczą… To żadna atrakcja!
Przyjęliśmy za pewnik, że Tygrysek ulał test psychologiczny. Na wyniki czekaliśmy, choć prawie byliśmy pewni, że egzamin mamy ulany! 12 czerwca podczas zajęć plastycznych w MDK sprawdziłam w telefonie listę kandydatów przyjętych do szkoły muzycznej. Ku mojemu zaskoczeniu w klasie skrzypiec drugi na liście był Tygrysek! Przekazałam wiadomość Madzi!
Ta wzruszyła ramionami i prychnęła tylko:
- Przecież wiedziałam, że zdałam! I co teraz?? Mogę zadzwonić do taty???
 
I co teraz??? Nie wiemy! Zaskoczeni zastanawiamy się, co dalej??? Już teraz ledwo wyrabiamy się na zakrętach… Wciąż myślę, że Tygrys sam nie wie, w co się pakuje!

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Święto Mamy i Taty


*** 

Tygrys wyjeżdża na klasową wycieczkę. Biegam po mieszkaniu, patrzę za okno, pogoda tej wiosny jest nieprzewidywalna. Plecaczek spakowany, ale jeszcze do reklamówki, która będzie w autobusie wkładam na zmianę spodenki i bluzeczkę, tak na wszelki wypadek, gdyby tamte się zmoczyły. Tato patrzy na to z przerażeniem…
- I co jeszcze????
- No wiesz, jakby zmokła albo coś…
Na to Tygrys:
- Tato jest dobrze! MAMA O MNIE DBA!

***

Tato często wyjeżdża w delegację. Gro czasu spędzamy same. Czasami się droczę z Tygryskiem:
- Madziu! Sprzedamy tatę! Zobacz ciągle go nie ma!
- Mamo! Nie!
- Dlaczego nie???
- Bo ja go kocham!
- Ale zobacz… Ciągle jeździ i jeździ…
- MAMO! NAWET GDYBY TATA BYŁ DO NICZEGO I TAK BYM GO KOCHAŁA!

***

Tygrysek przemyślał to nasze droczenie. Nigdy nie przystał na pozbycie się taty z domu. Kiedyś, tak na poważnie tak do mnie wypalił:
- Mamo! Ty wiesz, ja bym tak chciała, abyście nigdy z tatą się nie rozstali!
- Madziu! Nie ma takiej opcji!
- To tylko się tak droczysz ze mną???
- No pewnie!
- Bo wiesz, jakbyś chciała tatę sprzedać, to ja go kupię! Oddam ci wszystkie moje pieniążki!
- Takiej opcji też nie ma!
- Dlaczego!
- Bo tato jest i mój i twój! 

***

Oczywiście na przedstawienie dla rodziców Tygrys się rozchorował…. Ale lekarz na akademię pozwolił pójść. Ubrałam, więc Tygryska ładnie. Moje dziecko ma to do siebie, że jak choruje to jest piękniejsze! Wyglądało naprawdę uroczo! Nim weszliśmy do windy, Tygrysek jeszcze raz w lustrze sprawdził czy wszystko wygląda idealnie i tak do mnie odpalił:
- Mamo??? Czy nie czujesz się brzydka, gdy jestem obok ciebie???...  

W tym roku na święto mamy i taty klasa przygotowała akademię. Z przerażeniem spostrzegliśmy jak te dzieciaczki w ciągu tych paru miesięcy podrosły! I Tygrys, i chłopcy i dziewczęta! Były wierszyki, piosenki, tańce. Portrety mam – Tygrysek oczywiście zrobił portret mamy i taty! Konkursy… Oczywiście ustawione!!! Było wesoło, radośnie, spontanicznie… Mamy upiekły fantastyczne ciasta, udekorowały salę, nakryły… Oczywiście honorowi goście stali pod ścianami a na środku dzieci zasiadły do uczty! Zrobiły swoje, teraz muszą wypocząć… No masz… Chciałeś mieć dzieci rodzicu??? To stój pod ścianą i patrz, jak twoja pociecha pałaszuje i rośnie duża! Skończy, pójdzie się bawić na szkolny korytarz to będziesz miał czas na posprzątanie sali… Ot takie jest życie!