piątek, 24 lutego 2012

Wesołe dialogi

24.02.2012

Wesołe dialogi

Ostatnio mnie naszło na stare filmy. Lubię filmy z cyklu „W Starym Kinie”. Tygrysek wzruszał się jak stary siennik oglądając Znachora, Trędowatą, śmiał się na filmie „Sportowiec mimo woli”. W końcu, pewnego popołudnia Madzia chce oglądać jakiś film…
- Dobrze Madziu, ale ja dziś wybieram! 
- Dobrze mamuniu! Oglądamy film, ty wybierasz… Tylko nie taki SZARY!

Wracając do czasu mojego dzieciństwa, zgromadziłam sobie chyba wszystkie filmy o Vinnetou. Tygrysek polubił dzielnego Wodza Apaczów, zwłaszcza, że poznał terytoria, w których kręcone były sceny do tego filmu. Razem oglądałyśmy poszczególne odcinki. W końcu kiedyś Tygrys tak do mnie wypalił:
- Mamo! Ty się zakochałaś w tym Vinnetou???
- Tak! Dlaczego nie??? Jest ładny, przystojny, odważny…
- Ale mamo! Ty nie możesz! TY MASZ TATĘ!

W końcu przyszła zima jak należy. Mrozy osiągają poziom minus piętnaście stopni. Pędzimy rano do przedszkola. Tygrysek w samochodzie zauważył:
- Mamo! Popatrz, dym mi z noska leci! Tato! Tato! Widzisz! Dym mi z noska leci!
Tato skrobał szyby…
- Mamo! No popatrz! Nosek mi się PALI! Dym mi leci! I tacie też!

W sobotę sprzątamy chałupę. Tygrysek pomaga tacie. W końcu tak wypalił:
- Jak dorosnę, to chcę zostać waszą SŁUŻĄCĄ!
- Nie Madziu nie możesz! (Zawołał zaskoczony tatuś.)
Jak ochłonęłam zapytałam:
- Dlaczego Madziu chcesz zostać naszą służącą???
- Jak to, dlaczego??? Mamo! Przecież ja najlepiej potrafię sprzątać!

Jestem na spacerze z Madziulką. Mrozy trzymają. Poszłyśmy do Parku Staromiejskiego, aby Tygrysek pobrykał chwilę na placu zabaw. Ledwo weszłyśmy do parku, Madzia zapytała:
- Mamo! A tam są dalej te „PAPUGANY”??
Rozbawiło mnie to pytanie, ale skojarzyłam, o co tym razem chodzi.
- Masz na myśli te ptaszki w wolierze?
- No tak, te kolorowe, te kolorowe jak papugi, no wiesz, te PAPUGANY!
- Madziu! To nie „papugany” To bażanty, a te kolorowe, to bażant złoty!

W przedszkolu eksplodowała afera z papierem toaletowym w tle. Monitoring wykazał winnego – Tygrysek. Pani poprosiła nas o rozmowę z Madzią. My, znając zużycie papieru toaletowego w domu przeprowadziliśmy taką rozmowę, której konkluzja była następująca:
- Więc Madziu, ty nie wrzucasz całych garści papieru do toalety???
- Nie mamo! Ja tylko zauważam pierwsza, że ktoś tak zrobił! Ale to nie ja mamo!

Wracamy z teatru, Madzia i Maksymilian jak zwykle się droczą. W końcu Madzia wypaliła o konkurencie:
- Ja wyjdę za mąż za Kajetana! On mi oświadczył, że będziemy jeździli na smoku i będziemy mieszkać w zamku…
Na to Maksiu:
- Madziu, ale ja ciebie kocham!
- TO BĘDZIECIE O MNIE WALCZYĆ!

Wracamy z przedszkola. „wymuszamy” na Tygrysku zeznania na temat „jak było w przedszkolu”…
- I byłam na basenie. I było fajnie…
- I jaka była woda Madziu??? Mokra czy sucha??
- Ciepła mamo!
- Madziu, ale to jest pytanie podchwytliwe! Odpowiedz, jaka była woda??
- Ciepła mamuniu!
- Ale Madziulka, powiedz nam, czy była mokra czy sucha??
- To niech będzie mamo SUCHA!
I rechot całej rodziny zagłuszał warkot silnika!

piątek, 17 lutego 2012

Dlaczego Madziu jesteś taka niegrzeczna??

2012.02.12.

Dlaczego Madziu jesteś taka niegrzeczna??

Ostatnio Tygrysek jest bardzo, bardzo niegrzeczny…. W przedszkolu też muszą dzieci łobuzować, bo Madzia opowiada o samych karach… Skarży się, że znowu pani nie pozwoliła się im bawić, tylko miały dzieci karę, bo były niegrzeczne. Nawet określiła to tak:
- Wiesz mamo! Ktoś nam nasypał magicznego proszku do pizzy i zmieniliśmy się w niegrzeczne dzieci! Wszystkie dzieci miały karę, ale mnie pani pozwoliła sobie wybrać karę! I wybrałam! Wybrałam siedzenie w kącie! I siedziałam! A inni mieli inne kary…
Nie zdążyłam się zapytać pani, czy tylko Madzia tak łobuzuje i ma karę, czy cała gromada??? Ale Madzia ostatnio jest niegrzeczna nie tylko w przedszkolu! Tak się złożyło, że miałam we czwartek wizytę u lekarza w sprawie dalszej rehabilitacji. Pędem po pracy pojechałam na umówioną wizytę, w poczekalni Tygrysek wiercił się i wymuszał zabawę z nim, natomiast w gabinecie dał popis dziecka nie dość, że głuchego, to jeszcze tak niesfornego, że o mały figiel pani doktor nie wyprosiła Tygryska z gabinetu. Najadłam się wstydu! Sporoo… W drzwiach pani doktor spojrzała na nas z politowaniem i odetchnęła z ulgą, że brojącego Tygrysa ma już z głowy. Ale to nie był brojący Tygrys! To było niesforne i niegrzeczne dziecko! Nawet muszę przyznać bardzo! Zawstydzona wyszłam z gabinetu. Tygrys dalej był nieposłuszny. W końcu posprzątał zabawki, którymi się bawił w poczekalni przed wizytą i zeszłyśmy do przedszkola.
Z wielkimi oporami się ubrał, dyskutując i nic sobie nie robiąc z moich próśb:
- Madziu ubieraj się.
W końcu nie wytrzymałam. Ileż można mówić do ściany??? Włączyłam salę wykładową:
- Madziu, nie może tak być, abym ja mówiła do ciebie po kilka razy a ty nic z tego sobie nie robisz! Nie może tak być, abyś była tak niegrzeczna, że nawet tak cierpliwa pani doktor ma ciebie ochotę wypędzić z gabinetu! Nieładnie się zachowujesz! Jesteś dużą dziewczynką, potrafisz ładnie się zachować a ty, co?? Co ty wyprawiasz?? … Tak dalej być nie może!
Tygrys szedł w milczeniu. W końcu mnie słuchał a w mojej głowie tliła się iskierka nadziei, że tym razem dotrze, że w końcu nie wypluwam płuc na marne. Po chwili milczenia dziecko stanęło na chodniku, podniosło głowę i zapytało:
- I co?? Jak będę dalej taka niegrzeczna to, co?? Wymienisz mnie mamo??
Zamurowało mnie! „Wymienisz mnie mamo” powaliło mnie. Przytuliłam Tygrysa i mu powiedziałam:
- Madziu! Nie ma takiej opcji! Nie ma mowy o wymianie! Rozumiesz ?! Jest tylko taka opcja, że musisz się zmienić! Musisz zacząć być grzeczna, bo tak dalej być nie może!
Tygrysowi zaszkliły się oczy, przytulił mnie i obiecywał:
- Mamo! Mamuniu! Już będę grzeczna! Na pewno! Obiecuję! Pójdę do domu i będę grzeczna!
Odetchnęłam z ulgą! Może w końcu dotarło????
Pobiegłyśmy do domu, zrobiłam Madzi jej ulubione naleśniki na drugi obiadek i wyruszyłyśmy na próbę generalną do teatru. Po drodze umówiłyśmy się, że wracając pobawimy się śniegiem w parku. Właśnie dziś spadło kilka centymetrów śniegu… No może ze dwa…
Na próbie też Tygrysek niezbyt dobrze się zachowywał. Przez drzwi słyszałam:
- Magda! Co ty robisz?? Skup się! To nie twoje miejsce!
Znowu to samo – pomyślałam.
Gdy panie przekazywały mi Madzię okazało się, że plecaczek Madzi gdzieś się zawieruszył i szukałyśmy go na widowni w tym czasie jedna z pań mnie poinformowała:
- Madzia nie miała nic do jedzenia i była głodna i prosiła inne dzieci o ciasteczka i słodycze. Dzieci jej dawały…
„Co?!!!!!” – Pomyślałam.
- Ona miała wyszykowanego banana na przerwę – przerwałam pani. – Madzia ma dysplazję szkliwa, nie wolno jej jeść słodyczy! Ona może jeść tylko niewielkie ilości, ale to ja muszę wiedzieć…
W końcu zrozumiałam, że moja dzisiejsza sala wykładowa spełzła na niczym….
- Madziu, dlaczego nie zjadłaś banana??
- Mamuniu, bo był zimny a ja miałam ochotę na ciepłe ciasteczka…
Jak zimny – pomyślałam- Ale Tygrys kuty na cztery łapy jak zwykle wybrnął z potrzasku. Zjadł po zajęciach banana i radośnie wyruszył do domu korzystając z niewielkich ilości śniegu zalegających na ławkach i murkach… Po drodze spotkałyśmy tatę, który wyszedł nam naprzeciw.
Zmęczona wybrykami Tygrysa nawet nie miała siły przedyskutować problemu z tatą.

Następnego dnia było chyba trochę gorzej… W piątek wróciliśmy wszyscy razem do domu. Szybko naszykowałam obiad dla rodziny. Nie miałam ochoty po wczorajszym dniu na żadne eskapady, ale Madzia pragnęła iść na łyżwy. Prosiła, wręcz ubrała się i czekała dobre piętnaście minut na wyjście. Tym razem tak się złożyło, że skusiłam się, aby i trochę popatrzyć na to jak Madzia jeździ i trochę porobić jej zdjęć i trochę pojeździć.
Sprawnie się ubraliśmy i ruszyliśmy na parking do auta. Tato szedł przodem pierwszy, za nim Tygrys, potem ja. Mamy taki fragment drogi, gdzie jest chodnik tylko na jedną osobę… Kończy się on na rogu budynku. Tato jak zwykle pędził, Tygrys jak zwykle mnie nie słuchał i biegł za tatą, tata widział jadący za rogiem rower, nie zatrzymał się, ponoć do nas zawołał… Ja widziałam wjeżdżający do bramy samochód, chciałam ostrzec Madzię, aby była blisko muru… W tym czasie Tygrys wyskoczył zza rogu prosto pod jadący rower… Upadł… Głowa leżała na linii jazdy samochodem. Samochód na szczęście się zatrzymał… Uuuu… Mąż był dosłownie 3 metry przed Tygryskiem, ja trzy metry za nim i na chodniku, obok naszego domu taki zgrzyt… Na szczęście nic się nie stało. Ja wkurzyłam się na tatę, że się nie cofnął, tato na Madzię, że jak zwykle zamiast iść za rękę, to szaleje, Madzia płakała, że ją boli głowa, rowerzysta płakał, że nie chciał… Tylko, dlaczego jeździ po chodniku??? 
Jakoś przeżyliśmy ten wypadek, Tygrysowi na szczęście nic się nie stało! Upadł, ale ciepła kurtka zamortyzowała upadek, wszyscy się zatrzymali i nic go nie przejechało.
Już po kilku minutach strawił nasze „marudzenie” na temat uważania i trzymania się za rękę i radośnie wyskoczył przed halą lodowiska z samochodu. Tafla była czyszczona, lodowisko zamknięte. Ledwo zbliżyliśmy się do wejścia, Madzi znowu wyrwała się i przedarła przez tłum młodzieży i ustawiła pierwsza przy drzwiach. I całe nasze gadanie, że ma się trzymać rodziców to znowu były słowa puszczone na wiatr…
Oczywiście na lodowisku była bardzo nieusłuchana…  Nie chciała jeździć… Ledwo wyszła na taflę upadła… Widziałam ten upadek… Naprawdę nic groźnego. Ale Tygrys zagrał taką komedię, że zdruzgotany tatuś wyniósł na rękach pacjenta z tafli. Madzia leżała na ławce i jęczała… Nic z tego. Nie zobaczę jak Tygrys jeździ. Ubrałam sobie łyżwy na nogi. Tato ciągnął Tygrysa po tafli, ten nawet nie raczył przebierać nogami… W końcu zaczął nam uciekać poza taflę… Raz, drugi, trzeci… W ogóle nie słuchał, co do niego mówimy. W końcu wyszłam za nim i pytam:
- Madziu, albo jeździmy albo wracamy do domu!
Na te słowa Tygrys dał dyla obok lodowiska…
- Tato! Wracamy do domu!
Tato rzucił się pędem za Madzią. Nim dobiegł ta zdążyła otworzyć drugie wejście i już była na tafli i zwiewała… Niemniej kazałam im zjechać i iść do przebieralni. Nie można z takim szaleńcem jeździć! W końcu obok nas jest sporo młodzieży, która się uczy jeździć i nie mamy możliwości takiemu nieusłuchanemu dziecku zagwarantować bezpieczeństwa wśród rosłych chłopaków wywijających orły na tafli…
Wsiedliśmy do auta i znowu zaczęliśmy wykład. Wykład trwał nadal, gdy Tygrysek się mył…
Oto niektóre z jego wypowiedzi:
- A ja widziałam taką mamę, która puszczała dziecku telewizor całymi dniami i spała a w nocy pracowała i nie przejmowała się, że dziecko broi…
- I co, chcesz taką mamę??
- Nie!
- To wytłumacz, dlaczego jesteś taka niegrzeczna? Dlaczego nie słuchasz jak się do ciebie coś mówi??
- Mamo! Bo w przedszkolu dzieci mnie tak namawiają: Madziu, bądź niegrzeczna…. I mamo jestem!
- Co??? To ja porozmawiam z panią…
- Ale mamo! Ale my się naradzamy jak krasnoludki, tak po cichutku i pani tego nie słyszy…
I na każdy mój argument Tygrys miał gotowe trzy odpowiedzi…
Przybici zachowaniem Madzi z tatą kolejny wieczór poświęciliśmy na szukanie rozwiązań dotarcia do naszego dziecka. Nie wiem, czy jeszcze sto razy, czy tysiąc razy będziemy to wałkować???
Nawet wobec Maksia, swojego najlepszego kumpla, z którym potrafi się wspaniale bawić ostatnio była bardzo niegrzeczna. Rówieśnik wciąż przeżywa, że Madzia była wobec niego taka niegrzeczna i pyta:
- Madziu, dlaczego jak byłem u ciebie to byłaś taka niegrzeczna???
No właśnie, wszyscy wokoło się pytamy: dlaczego Madziu jesteś taka niegrzeczna??

czwartek, 9 lutego 2012

Jestem mamy i taty!

2012.02.08.

Jestem mamy i taty!


Jestem mamy i taty!
Wszyscy mnie kochają
I mnie przytulają!
I mnie „kompają”! (myją)
I mnie karmią, i mnie karmią, i mnie karmią!

Jestem mamy i taty!
Wszyscy mnie kochają!
I mnie rozpieszczają!
I mnie usypiają!
I mi dają mleczko z buteleczki ze soczkiem!

Jestem mamy i taty!
Wszyscy mnie kochają
I tak dalej! I tak dalej! I tak dalej!

To jest piosenka, której tekst sam ułożył Tygrysek i którą nam śpiewa. Tygrys jest zawsze MAMY i TATY!

Rano budzimy się obie ze słodkiego snu. Tygrysek się przeciąga, ja go przytulam, głaszczę po brzuszku i pytam:
- Madziuniu, co najbardziej uwielbiasz???
- Zgadnij mamo!
- Najbardziej uwielbiasz jak… Jak ja z tobą śpię?
- Nie mamo! Zgaduj!
- Uwielbiasz jak miziam ciebie po brzuszku???
- Nie!
- Uwielbiasz jak ciebie przytulam??
- Nie!
Po kilku nieudanych próbach poddałam się!
- No dobrze, nie zgadłam, poddaję się! Powiedz, co najbardziej uwielbiasz???
- Uwielbiam być z mamą i z tatą!
- Tak??? A dlaczego???
- Bo najmocniej kocham mamę i tatę!

czwartek, 26 stycznia 2012

Mała „Pyskula”

Cwany Tygrys jest wygadany na wszystkie cztery kopytka, może lepiej łapy??. Zawsze ma odpowiedź. Nie ma siły aby zapędzić go w kozi róg.

W niedzielny poranek dałam Madzi ubranka do ubrania. My z tatą jedliśmy już śniadanie, a naszego Tygryska nie było wciąż przy stole.
- Madziu ubieraj się!
- Dobrze mamo!
Po chwili:
- Madziu, już jesteś gotowa?
- Zaraz mamo!
Przy stole jednak nikt się nie pojawiał. W końcu wstałam i zajrzałam do pokoju Tygryska. Ten nagutki przeglądał książkę i trzymał w rękach majteczki.
- Madziu! Co ty wyprawiasz??
- Ja nic! Ja szukam gdzie tył a gdzie przód jest w majtkach a kartki się SAME PRZRKŁADAJĄ!

Wróciliśmy do domu. Tygrys coś rozsypał, chyba wszedł w kosz na śmieci. Zebrał z grubsza śmieci i zadowolony.
- Madziu, teraz weź szczotkę i pozamiataj!
- Co???? Ja tu nie jestem żadnym KOPCIUSZKIEM! Nie będę sprzątała!

Rano budzę Tygryska do przedszkola. Tygrys odporny jest na wszelkiego rodzaju gilgotki, głaskania, zachęcania, aby zobaczył słoneczko. Wciąż naciąga kołdrę na głowę. Ja nie rezygnuję z postawienia córci na nogach. W końcu ta się wkurzyła, wyskoczyła spod kołdry i palnęła:
- Co Ty sobie myślisz??? Myślisz, że jesteś gwiazdą??? Ty jesteś tylko zwykłą mamą! Rozumiesz! I nie możesz mi rozkazywać, to ja wiem, kiedy mam wstawać!

Spieszymy się do przedszkola. Zostały nam jeszcze buty i kurtka.
- Madziu, szybciej! Zakładaj buciki!
Tygrys siedzi na stołeczku i nie reaguje…
- Madziu! Zakładaj buciki! (Ponaglam!)
W końcu zamiast wykonania polecenia, Tygrys stanął i wrzasnął:
- Co??? Ty tu nie jesteś żadną królową! Nie masz korony i nie możesz rozkazywać! Nigdy! Przenigdy nie będę Ciebie słuchała!...

Znowu rano spieszymy się do przedszkola. Tygrys jak zwykle negocjuje warunki. W końcu po kilku naszych małych „zwycięstwach” stanął na środku przedpokoju:
- Dlaczego wy mi zawsze przeszkadzacie??? Dlaczego nie jest tak jak ja mówię??? Czy mogę wam coś powiedzieć???
- Cały czas mówisz! Buzia ci się nie zamyka!
- Tak! Ale wy wcale nie robicie tego co ja chcę! Ma być tak, ja chcę!
- Dobrze Madziu, skończysz 18 lat, będziesz pracowała, będziesz decydowała o sobie! Na razie spieszymy się do przedszkola i póki co jesteś pod naszą opieką i my decydujemy co i jak! Idziemy do przedszkola!
- Ale ja nie chcę!
- Trudno, my jednak musimy iść do pracy i nie możesz sama być w domu!
- Nie pójdę nigdy, przenigdy!
- Ale dzisiaj jest basen w przedszkolu! (Zachęcamy.)
- No tak! Ale ja chcę mieć SWÓJ BASEN!
- Ooooo…. Taki basen jest bardzo drogi i nie stać nas na niego!
- Ale ja chcę mieć własny basen! Rozumiecie???
- Chcieć to ty wszystko możesz! Wiesz ile ja rzeczy chcę? Jednak nie wszystko mam! Ale chcieć mogę! Ty też możesz chcieć! Może uda ci się te twoje „chcenia” zrealizować. Póki co idziemy do przedszkola…

I takie dialogi serwuje nam Tygrysek. Początkowo mnie to irytowało. Teraz przywykłam. Tygrys gada swoje, ja robię swoje. Na szczęście Tygryskowe próby pomieszania nam w szykach często spełzają na niczym. Waleczne dziecko godzi się z porażką, aby ponownie zaatakować. Nie wyprowadza mnie to z równowagi. Czasami nawet śmieszy! Czasami się zastanawiam, ile razy można wałkować to samo??? Często podziwiam argumenty i pomysłowość Madzi. Często ją podziwiam, przecież wiadomo, że skoro idziemy do przedszkola, to nawet godzinny wywód Pyskuli nie zmieni jej chwilowego przeznaczenia, a mimo to dziecko z uporem maniaka, często dzień w dzień, próbuje wpłynąć na nasze decyzje.
Najciekawsze jest to, że po przekroczeniu progu pojawia się nowe, lepsze dziecko, wrota przedszkola przekracza szczęśliwy Tygrys, żegna nas słowami „Kocham cię bardzo mamusiu! Baw się dobrze w pracy!”. Z przedszkola wraca zadowolony, wieczorem z oporami kładzie się spać by kolejnego dnia rano przeobrazić się znowu w Pyskulę aby ponownie ćwiczyć wymuszanie na nas. I tak na okrągło!

czwartek, 15 grudnia 2011

Baletki różowe, baletki czarne, palcówki…

2011.12.14.

Baletki różowe, baletki czarne, palcówki…

Rok temu zapisałam Tygryska na warsztaty teatralne. Obowiązywał biały strój. Wówczas kupiłam Tygryskowi różowe baletki, bo białych nie spotkałam. Na zakończenie „sezonu” Tygrysek wystąpił w przedstawieniu…
W tym roku obowiązuje czarny strój, ponieważ czerń w teatrze jest jak najbardziej pożądana. Na czarnej scenie ćwiczą wesołe krasnoludki w czarnych strojach. Buźki mają roześmiane. Czasami siedzę pod drzwiami i słucham prób. Rozpoznaję głos Tygryska. Słucham jak pani woła:
- Magda skup się! Jeszcze chwila i zaraz kończymy!
Czasami idę do „loży szyderców” i patrzę na zabawy taneczne. Ostatnio dzieci ćwiczyły jakąś piosenkę i taniec. Jeden „samiec” siedział poza kręgiem dzieci, ale jak tylko pani dała komendę, aby dzieci ustawiły się w parach, to Tygrys pierwszy wyrwał do samotnego samca, złapał go za ręce i dowodził nim w tańcu. Uśmiałam się… Wracając do domu zapytałam o piosenkę. Cwany Tygrys zaśpiewał:
- Raz, dwa, trzy cztery, pięć….
Nic nie jestem w stanie z niego wydusić.
Czasami patrzę przez szybę w drzwiach na zajęcia plastyczne. Dzieci wspaniale pracują. Prace Tygryska są jednak inne! Oszczędne! Proste! I mają niesamowitą teorię. Na pytanie, co to jest, Madzia tłumaczy – To jest takie drzewo, tu ziemia, to wiatr… Dobrze, że mam „tłumacza, co autor chciał wyrazić”. Niemniej tak jak są prace Tygryska czyste i oszczędne w wyrazie, tak wszystkie materiały malarskie i kleje dziwnym trafem oblepiają ubranie małej artystki. Jego czarna bluzka zrobiła się już kolorowa i nie znam patentu, aby ją doprać.

W tym roku dodatkowo zapisałam Tygryska na zajęcia z gimnastyki estetycznej w MDK. W grupie jest sześć dziewczynek, wszystkie ambitnie ćwiczą. Wczoraj pani pokazała dziewczynkom stroje, w jakich będą występowały w sobotę na scenie. Niechętna tym zajęciom Madzia po otrzymaniu stroju i palcówek od pani z ogromną radością ruszyła do dalszej pracy. Muszę przyznać, że Madzia ma piękne ruchy. Tańczy pięknie, robi różne „sztuczki” przed lustrami. Z niepokojem czekam do soboty, ciekawa jestem jak wypadnie występ najmłodszych artystek??

Kolejnym dodatkowym zajęciem, na jakie chodzimy są zajęcia z ceramiki. Siedzę na nich z Tygryskiem i wspólnie lepimy różne przedmioty. Mamy odmienne zdanie na temat dzieła, jakie tworzymy, często dochodzi do dyskusji. Niemniej Madzia pracuje wytrwale, w miarę, a pracownicy MDK podziwiają jej asertywność. Madzia jest najmłodsza w grupie.

Na wszystkie te zajęcia Madzia wychodzi z domu niezbyt chętnie. Czasami mam wyrzuty sumienia, że ją tam wyciągam! Ale… Ale jak już się pojawi na tych zajęciach to nie ma mowy o powrocie do domu! Wychodzimy przeważnie ostatnie, a sala z lustrami jest szczególnie wykorzystywana przez małą tancerkę!

Patrząc na poczynania mojej córci na scenie i parkiecie, czy dywanie miałam cichą nadzieję, że może taniec będzie tym, co Tygrys lubi najbardziej! Niemniej myliłam się. W niedzielę u dziadków Tygrys zażyczył sobie rybkę na obiad. Pojechaliśmy do gospodarstwa rybackiego. Tygrys osobiście wyłowił z tatą dwa karpie i o mały figiel nie towarzyszył panu w zabijaniu ich. Chcieliśmy oszczędzić małej dziewusi drastycznych widoków. Ale dziewusia nie odpuściła. Jest ryba, jest jedzenie i wpakowała się dziadkowi do sprawiania ryb i pokroiła je po swojemu. Żadnego żalu nad zabitym do jedzenia stworzeniem nie było!

Dziś rano, nim wyszliśmy z domu Tygrys złożył swój łuk (jest to zabawka, którą Madzia się bawi najwięcej!) i tak do mnie wypalił:
- Mamo! Zgadnij, kim ja będę!
- Ty Madziu??? Może tancerką?? Może…
- Mamo! Ja będę „żołnierką”! I to będę kapitanem!
- Tak????
- I będę polowała! Rozumiesz??? Teraz ty będziesz sarenką a ja ciebie upoluję! Uciekaj i chowaj się!...
Na szczęście wyszliśmy do przedszkola...

wtorek, 25 października 2011

I znowu ryknęliśmy śmiechem!



2011.10.19.


I znowu ryknęliśmy śmiechem!


Rozmawiam Tygryskiem o starości i śmierci. Tak jakoś się złożyło…

- Mamo, a ty jesteś stara??

- Nie, nie jestem stara, ale młoda też nie.

- I ty umrzesz???

- Madziu, jak będziesz duża wówczas mamusia będzie musiała umrzeć, taka jest kolej rzeczy. Tego się nie da przeskoczyć. Takie jest właśnie życie.

- Ale mamo! Ty nie możesz umrzeć!

- Będę musiała!

- Ale mamo, ty nie!

- Dlaczego nie?

- BO JESZCZE NIE DALIŚCIE MI WSZYSTKICH „PIENIONDZÓW”!




Idziemy na warsztaty teatralne. Obok Rynku jest rozkopana ulica i głębokie wykopy. Tygrysek z zaciekawieniem się im przygląda. W końcu wypalił:

- Mamo! A co oni tu budują?

- Kanalizację.

- Pod ziemią?! PRZECIEŻ TU MIESZKAJĄ SZKIELETY!


Po warsztatach teatralnych ubieramy Tygryska obok sceny.

- Jak było na zajęciach Madziu? Bawiłaś się dobrze??

- O MATKO! ZNOWU MAM NA GŁOWIE KOLEJNE PRZEDSTAWIENIE! (Powiedział Tygrysek tak, jakby był przygnieciony mnogością ról na scenie!)

- Naprawdę? O czym?

- O wiewiórkach! Będą wiewiórki, drzewa, wiatr… A ja mamo będę wróżką!

- Pięknie!...


Jest już zimno. Rano ubieram Tygryska po raz pierwszy w tym sezonie w golfik.

- Mamo! Ty już mi taki GORSECIK ubierasz???


Po pewnym czasie wyjmuję z szuflady rękawiczki, najpierw jedne, potem drugie i próbuję dopasować długość sznurka do rękawków. Tygrys obserwuje moje zmagania. W końcu nie wytrzymał i tak wypalił:

- Mamo! Co ty robisz?? CHCESZ MI ZESZYĆ TE RĘKAWICZKI Z KURTKĄ???


14.10.2011 - Dzień Nauczyciela. Na ceramice Tygrys wykonał kwiaty dla pan w przedszkolu. Dziś je zabrał i miał złożyć paniom życzenia. Przed wyjściem z domu „szkoliłam” go ja, w przedszkolu tato próbował przekazać Madzi jak ma się zachować. Na to Tygrys przerwał tacie:

- DORZE! ALE JA I TAK POWIEM PO SWOJEMU!


Bawimy się z Tygryskiem. Szaleńczo. Na początek bawimy się lalkami i pluszakami. Madzia reżyseruje zabawę. Pada komenda dotycząca dalszego losu lalek:

- I będą „POŻRONE” przez krokodyle.

I krokodyle zjadły lalki i trzeba było je ratować. W stercie zabawek zniknęło wszystko. Patrzę zdziwiona na poczynania Madzi, a ta wydaje mi kolejną komendę:

- Teraz mamo przebierz się i bądź „NURKOWNIKIEM”…

(To znaczy mam się przebrać, najlepiej w strój kąpielowy i zanurkować w stertę zabawek i wydobyć z paszcz krokodyli lalki.)

Po czym w pewnej chwili Tygrysek wyjął z pałacu księcia i oświadczył:

- Teraz książę mieszka na „ZIMNOŚCI”…


Często wieczorem szykuję Madzi ubrania na zajęcia dodatkowe. Na gimnastykę baletki jasne, białe getry i białą podkoszulkę. Na warsztaty teatralne – wszystko czarne, na basen cały worek… Z pokoju Madzi dobiega mnie pytanie:

- Mamo! A „SERDUT” mi wyszykowałaś??

- A co to jest „serdut”?

- Nie wiesz??? To takie ubranie!

- A… Surdut! Chyba surdut!...


Mam przeważnie białe ręczniki. Madzia na basen też ma wyszykowany biały ręcznik. Patrzy na swoje rzeczy na basen i tak powiada:

- Mamo, a czy nie mogłabym mieć ręcznika kolorowego na basen?

- Możesz mieć, jaki chcesz, pójdziemy do szafy i poszukamy.

- Świetnie! TO ZNAJDŹ MI KOLOROWY, W KOLORACH TĘCZY I MA MIEĆ UŚMIECHY LUDZI! Taki, właśnie, taki chcę mieć!

-Uuuuu…


Karmię Tygryska i snujemy marzenia o domku:

- A z tym domkiem, co zrobimy??

- Z tym… To mieszkanie zostawimy tobie!

- Całe?

- Tak!

- Ale ja nie chcę! Ja chcę z wami mieszkać!

- Dlaczego? Nawet jak będziesz duża?

- Tak mamo! BO JA WAS KOCHAM!

- No dobrze! Jak wybudujemy domek to tam wszystko przeniesiemy.

- Wszystko??

- Tak!

- Wiesz mamo ile aut będziemy musieli kupić???

- Auta?? A po co??

- No jak, po co??? JAK TY CHCESZ TEN DYWAN PRZEWOZIĆ?


Szykuję obiad. Wszystko na stole przygotowane, więc wołam Tygryska do stołu. Ten wpada do kuchni i woła:

- O Matko! Chyba już tego wszystkiego nie ZEŻARNĘ!


Przed zajęciami z gimnastyki ubieram Tygryska, tłumaczę mu o zimie… Madzia przejęła pałeczkę i snuje dalej marzenia o zimie:

- I będziemy bawiły się śnieżkami i rzucę w ciebie mamo kulką, i… I ubierzemy sobie maski OCHRONNICZE przed zimnem…

Znowu banan pojawił się na mej buzi.

- I pójdziesz to zanotować mamo?

- No pewnie! Podobają mi się te „maski ochronnicze”!

- To mamo zapisz, że to są maski, które chronią przed zimnem….


A ja mam pod ręką notesik i notuję. Uwielbiam jak Tygrysek coś palnie! Uwielbiam jak przeinaczy. Kocham te jego: wsypywaj (wsypuj), wymieszywaj (wymieszaj) makulator (kalkulator) i inne. Padam ze śmiechu jak palnie coś wesołego i robię wielkie oczy jak palnie coś szokującego. Martwi mnie jego mieszanie czasu. Często myli „jutro” z „wczoraj”. Na razie nie robię z tego problemu, ale niepokoi mnie to.


Wczoraj wieczorem, po zajęciach z gimnastyki estetycznej dziewczynki chciały pokazać rodzicom, co się nauczyły. Te odważne pokazały jak skaczą na skakankach. Pani jest doskonała! Każdą dziewusię pochwaliła, mimo, iż dzieci tak naprawdę nie skakały przez te skakanki. Do nas pani powiedziała tak:

- Proszę państwa, one zdały najważniejszy egzamin! Nie wstydziły się państwu pokazać, co już się nauczyły!

Wszyscy biliśmy brawo naszym małym gimnastyczkom. A dziewczęta nie mogły się rozstać z ich ulubioną salą z lustrami! Nawet dopadły pianino i „grały” sobie do swoich popisów. W końcu udało się nam rozbrykane stworzenia rozdzielić i zaczęliśmy ubierać nasze Szczęścia. Tygrysek na cały regulator tak oświadczył:

- Na Mikołaja chcę dostać flet i trąbkę!

- Uuuu… Madziu, nie możesz chcieć cichszych zabawek??

- Nie mamo! Chcę trąbkę, flet, fortepian….

- To może od razu poproś rodziców o całą orkiestrę! (Podpowiedział rozbawiony tato koleżanki.)

- Dobrze, że nie chce od razu całej filharmonii razem z budynkiem! (Odparłam.)


Rozbawieni wieczorem wracaliśmy we trójkę do domu. Tygrysek opowiadał o zajęciach, które chyba uwielbia, w końcu wypalił:

- Tato i jak ci się podobało jak grałam na FORTEPIANINIE?!


I znowu ryknęliśmy śmiechem!


czwartek, 13 października 2011

Ja nie chcę głodować w aucie!

Dziś rano jedziemy do przedszkola. W pewnej chwili zauważyłam, że Tygrysek coś je…

- Madziu, co jesz???

- Serek!

- Serek??? Skąd go masz???

- Mamo, ja go tu ukryłam w samochodzie na wypadek… Na wypadek abym nie głodowała w samochodzie!

- Ale Madziu nie można tak robić! Nie wolno gromadzić i zostawiać jedzenia w samochodzie!

- Tak mamo! ALE JA NIE CHCĘ GŁODOWAĆ W AUCIE!



Pod przedszkolem wydobyliśmy z auta zapasy żywności, na szczęście nadawały się jeszcze dla ptaków. Gdyby poleżały tam kilka dni auto nabrałoby swoistego zapaszku… A my z tatą zachodzilibyśmy w głowę, dlaczego z naszego auta tak „capi”…