wtorek, 25 września 2012

Szóste urodziny….

2012.09.25.

Szóste urodziny….

Sześć lat temu rano przyszedł na świat Tygrysek… Mały, przepisowy niemowlak pokonał pierwszą przeszkodę na drodze, aby w życiu być ”sławną, bogatą i szczęśliwą”. Nie przeraziło Go odrzucenie przez mamę. Dzielnie przeszedł przez zakażenia, wytrzymał brak czułych dłoni, które gotowe były Go przytulić na każde najmniejsze zakwilenie. Nie miał swojego łóżeczka, nie miał ubranek, nie miał nawet buteleczki… Nie był oczekiwanym Cudem… Tato nie przybiegł do mamy i nie wręczył jej bukietu róż z wdzięczności za tak cudownego potomka… Rodzina nie dopytywała się o maleństwo… W rodzinie nie było wielkiego święta… Pozostał sam…
Ale chęć życia instynktownie kazała przetrwać Tygryskowi wszystkie niedogodności, dziecko czuło, że za jakiś czas, dzień jego narodzin będzie największym świętem dla jego bliskich. I tak się stało! Dziś świętujemy! Rano przytulona do Tygryska w łóżku składałam mu życzenia. Tygrysek się rozbudził, przytulił i poprosił:
- Mamo… A tato pamięta???
- Sprawdzimy???
- Zawołajmy go!
I przyszedł tato do sypialni i już w drzwiach składał życzenia Tygryskowi. Nim doszedł do córci, płynęły najpiękniejsze życzenia dla naszego Skarba. Tygrys kipiał radością…. Wszyscy się dowiedzą, że jest Jego święto. Torba cukierków do przedszkola zabrana, a potem jeszcze po południu są zajęcia dodatkowe. Przygotowałam cukierki i słodycze. Jak znam Tygryska, każdemu napotkanemu dzisiaj człowiekowi oznajmi, że dziś kończy sześć lat i każdy dostanie dziś cukierka! I niech tak będzie! Niech każdy wie, że Tygrys kończy dziś sześć lat!
A co mama życzy Tygryskowi???
Kiedyś Tygrys na pytanie „kim chce być w życiu?” – odpowiedział:
- CHCĘ BYĆ SŁAWNA, BOGATA  I SZCZĘŚLIWA!
Więc bądź Tygrysku – sławny, bogaty i szczęśliwy! I życzę Ci jeszcze dużo, dużo zdrowia abyś to zamierzenie zrealizował!

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Trzy i pół tony zabawek...

2012.06.05

Trzy i pół tony zabawek...

Kiedyś, wieczorem, po imprezie imieninowej Tygryska mąż do mnie tak zagadał:
- Matka! Dzieci miały trzy i pół tony zabawek! Dwa pokoje do zabawy. Miały wszystko! A one „młóciły” telewizor!!! To horror! Nawet tą ciastoliną, nawet tymi laleczkami się nie bawiły! Koniec z kupowaniem zabawek! Słyszysz! Żadnej lalki, żadnej gry, nic!!!! Rozumiesz???...NIC!!!

No właśnie, temat zabawek… Odwieczny problem… Kupować, czy nie kupować??? Ale tak naprawdę większość tych zabawek kupiliśmy sami, sami kierowani przez swoją ciekawość! Kupiliśmy, bo sami nie mieliśmy zbyt dużej ilości zabawek! Tak, tak naprawdę, to Tygrys kupił sobie sam kiedyś na imieniny wózeczek za niecałe 30 PLN a my chcieliśmy mu coś kupić, jakąś wypasioną tablicę do rysowania czy coś w tym rodzaju.
Co więcej, Tygrys do nas trafił późno, nasi znajomi mają przeważnie dzieci starsze a w sklepach jest tyle wspaniałych opakowań, że nie żal im kasy, aby razem z Tygryskiem zobaczyć, co tam jest w tym pięknym pudełku! Obrośliśmy w całe hałdy chińszczyzny. Ale te zabawki są piękne! Uwielbiam razem z Madzią otwierać kolejne pudełko i wyjmować kolejną nie potrzebną zabawkę!
Muszę przyznać, że Madzia dba o zabawki. Ma je uporządkowane. Każda miała swoje 5 minut i wylądowała w kontenerze czy na półce. Tygrysek najczęściej bawi się łukiem i książkami. Ma ich sporo… Dużo. Razem czytamy. Jedne tylko raz, inne, szczególnie opowiadania o Martynce, czytamy wiele razy. Książki są najczęściej brane z półki i przeglądane. Nie ma mowy, aby Tygrysek sam pobawił się zabawkami! Zdarza się to niezwykle rzadko! Często całymi dniami wspaniały pokój Tygryska stoi pusty… Nawet ostatnio śpimy razem w sypialni. Madzia najczęściej nam towarzyszy i nie ma mowy, aby poszła do siebie do pokoju i się sama pobawiła. Znajomi mnie pocieszają, że przyjdzie czas na zabawki i dziecko się jeszcze nimi wybawi, ale chyba nie mają racji. Tygrysek woli z nami godzinami dyskutować w kuchni przy stole, grać z nami w gry planszowe (oczywiście musi wygrywać), pomagać nam, brykać z nami… Owszem bawimy się z Tygryskiem jego zabawkami, ale… Szkoda mówić, wygląda to przeważnie tak: Madzia chce abyśmy pobawiły się domkami elfów i wróżek i figurkami. Dobrze. Rozkładamy piękne domki i otwieramy kontener z figurkami. I tu zaczynają się schody. Co wyjmę jakąś postać, to Tygrysek mi wydziera ją z ręki i woła, że to miała być jego… I tak mija nam czas, wyjmuję kolejną zabawkę i Madzia ją przejmuje… Albo, np. bawimy się laleczkami Barbie. Każda z nas ma swoje pudełko a w nim jednego „samca” i sporo „samic”. Zabawa polega na tym, że moje lalki mają rywalizować o mojego księcia, który i tak ma się zakochać w preferowanej lalce Madzi… Zabawa musi koniecznie skończyć się ślubem i rozpaczą pokonanych!
Czasami tato rozkłada z Madzią kolejkę LEGO. Lokomotywa jest super! Wizytator – dinozaur – dowozi z pokoju Madzi do dużego pokoju wszystkie potrzebne im klocki. Zabawa jest przednia do momentu, gdy Madzi wszystko wychodzi. Jeżeli zbuduje coś, co jej się nie podoba, wówczas jest naburmuszona i „Godzilla” niszczy nasze osiągnięcia… Nasze budowle muszą być gorsze od budowli Madzi, bo inaczej – koniec zabawy!
Bywają momenty, rzadko, że wspaniale się bawimy, ale to jest rzadko. Madzia wciąż reżyseruje konflikty i koniecznie musi wygrywać. Nie ma zmiłuj się! Jeżeli mój książe nie pokocha bez pamięci jej Arielki lub innej księżniczki, to jest foch, naburmuszenie i wielkie niezadowolenie. Próbuję uczyć w zabawie dziecko, że czasami się przegrywa, często nie jest tak, jak się zaplanuje, że możliwe są różne scenariusze. Mała dziewczynka nie dopuszcza jednak takiego rozwiązania.
Tygrysek ma kolekcję pięknych lalek! Naprawdę są przepiękne! I porcelanowe w pięknych sukniach, i szmaciane, i z akcesoriami, i z ubrankami… Przeważnie ciocie przywożą lalki… Ostatnio ciocia ze Stanów przytaszczyła piękną lalę. Cudowną. Oczy zaświeciły mi się na jej widok! Nie widziałam w sklepach w Polsce tak pięknej lali… I co?? Tygrysek ją rozpakował w święta, zobaczył i… I odłożył do pudełka. Chciałam po świętach w domu, aby Madzia, chociaż tą lalą się bawiła! Nic z tego! Ostatecznie kilka dni poniewierała się lala po pokoju i wylądowała w pudle w szafie. We wózku zamiast wspaniałej lali jeździ kot Sierściuch.
Trochę szkoda tych zabawek! Zamiast być używane stanowią one dekorację pokoju. Pokój wygląda wspaniale! Ale zabawki… Zabawki muszą być smutne.
Postanowiliśmy, że skończymy z zabawkami! Ileż można??? Ale były kolejne imieniny Madzi, kolejny Dzień Dziecka… Tym razem na dzień dziecka wyszykowaliśmy walizeczkę na wyjazdy Tygryska w postaci krokodylka, film DVD Terra, zestaw do malowania i rysowania, piłkę nożną, baletki białe i czerwone, worek na buty, przedstawienie w operze i wieczorem film Mupety. Sporo tego… Przedstawienie w operze bardzo się Tygrysowi spodobało! Cały czas stał i obserwował tancerzy, żywo reagował na akcję przedstawienia. Mupety też go wciągnęły. My się nudziliśmy, ale to był dzień Tygryska, więc twardo patrzyliśmy w ekran.
Jednym słowem 1 czerwca, to był dzień pełen przygód i atrakcji. Ale… Wieczorem, nim Tygrys wylądował w łóżku, stanął na środku pokoju i rozpłakał się ta żałośnie, że przerażona zapytałam:
- Magdula!? Co się stało?? Spadłaś z ławy?? Co jest??
Tygrys wtulony we mnie wyjąkał:
- Mamo! Bo dzisiaj był Dzień Dziecka! I ja nic nie dostałam! NIC! Rozumiesz?? NAWET NIE DOSTAŁAM LAURKI!!!....

poniedziałek, 14 maja 2012

Silniak i inne…

2012.05.14.

Silniak i inne…

Wychodzimy do przedszkola. Obok mnie biegnie Tygrysek, nagle woła:
- SILNIAK! SILNIAK mamo!
- Gdzie??
- No tam nie widzisz??
Szukam tego „silniaka”… Aaa… Znalazłam! Znalazłam plakat z atletą!

***
Bawię się laleczkami z Madziulką. W końcu ta daje mi takie instrukcje wobec lalki samca:
- … I ON NIE BĘDZIE WIEDZIAŁ, ŻE BĘDZIE NIE ŻYŁ…

***
Odbieramy Tygryska z przedszkola. Ledwo zobaczył tatę zawołał:
- Tato! Pójdziemy dzisiaj na ŁYŻWIARNIĘ?

***
Bawimy się laleczkami… Pada taka instrukcja wobec samca:
- I on będzie TANCERNIKIEM!

***
Przed wyjściem na lodowisko Madzia trzyma pupę przy grzejniku i tak do nas woła:
- Kotek CIEPLI sobie pupcię przed łyżwami!

***
Tygrysek po posiedzeniu na „tronie” tak przywołuje do siebie „ofiarę”:
- Mamo! Chodź! WYTURNIJ mi pupcię!

***
Coś tłumaczę Tygryskowi… Dziecko słucha w końcu zadaje pytanie:
- I co?? Będziesz WSCIEKNIONA??

***
Przeglądamy jakąś książkę o grzybach. Pada takie pytanie:
- I to jest grzyb TRUTY??

***
Od gazeciarza na rogu ulicy Madzia dostała gazetkę, Tinę z akcesoriami do makijażu… Szczęśliwy Tygrysek dobrał się do prezentu i tak zapytał:
- Mamuniu, a to są takie PODCIENIE do oczu i się to tak maluje??

***
Rano spieszymy się do przedszkola. Mamy konkurs, kto pierwszy się ubierze…
- Mamo! Ja z tobą ZAWODUJĘ.

***
Jesteśmy na zakupach w Decatlonie. Tato szuka dla siebie łyżew na wyprzedaży, Tygrysek przymierza się do różowej hulajnogi. Po pewnym czasie do nas podjechał i radośnie zapytał:
- Czy to jest dla mnie ODPOWIEDZIALNE???
(To znaczy chciał zapytać, czy ta hulajnoga jest dla niego odpowiednia.)

***
Zbliżały się taty urodziny. Tato był w delegacji, niemniej Tygrys pamiętał, aby na przyjazd tatusia wszystko było przygotowane. Zrobiłyśmy i obrazek, i laurki… Zadowolony z dzieł Tygrys ułożył je na stole, po czym zaordynował:
- Mamuniu! Teraz musimy pójść jeszcze do RÓŻARNI!
- Gdzie??
- No mamo! No jeszcze kwiaty dla Taty musimy kupić! Rozumiesz? Ale ja wybieram! Dobrze??

***
Zimą przygotowałam donice z cebulkami wiosennych roślin i mieliśmy cały czas kolorowe kwiaty w kuchni na stole. Mają one jednak ogromną wadę – szybko przekwitają. Gdy są już brzydkie wynoszę je na balkon. Tygrys jednak zauważył, że po pewnym czasie dekoracje kwiatowe się skończyły. Wnerwiony podczas śniadania tak zapytał:
- Mamo! A gdzie są te WAZOWNICE? No gdzie??

***
Po powrocie taty z delegacji Tygrysek miał nowy pomysł na biznes. Ledwo tato się rozpakował, Tygrys mu oznajmił:
- Tato! Ja teraz OTWIERAM SKLEPIARNIĘ z lekami!

***
W święta wybraliśmy się z dziadkami na wycieczkę do Spały. Bawiliśmy się z Madzią w różne zabawy. Oczywiście słuchaliśmy naszej dziewczyny. Po zabawie w chowanego przyszła kolej na zabawę w muchy.
- Będziecie tak biegać i machać skrzydełkami. Jak powiem stop to macie się zatrzymać. Rozumiecie??
Pokiwaliśmy głowami, że tak.
- No to BZYCYJCIE!!!

***
Jak każdy rodzic popełniamy błędy, najgorszy to błąd dojadania po dziecku. Tygrys rozgrzebie na talerzu, pokaprysi i nie zje a to potem dojada tatuś. I po kilku latach mamy efekty. Waga wciąż pokazuje więcej i więcej. Po pojawieniu się brzucha u taty postanowiliśmy coś z tym zrobić. Ważymy się i pilnujemy, aby kolejny kilogram nie przybył. Towarzyszy w tym Tygrysek. Uważnie obserwuje wskazania wagi. Kiedyś po rodzinnym ważeniu tak wypalił:
- Tato! Ty musisz SCHUDZIĆ ten brzuch!

***
Rano idziemy z Madzią do przedszkola. Tygrys zobaczył grupę jednakowo ubranych robotników budowlanych idących w kierunku dworca…
- OOO… Mamuniu! Panowie do pracy idą?
- Tak Madziu!
- Chyba do jakiejś ŻOŁNIERNII!

***
I jeszcze łapię Tygryska na słowotwórstwie. Jest to przecudowny etap w rozwoju dziecka. Szkoda, że nie jestem w stanie zanotować wszystkich słówek córci. Nie ma już ich dużo, niemniej jak się pojawią, to banan na buzi się pojawia. W końcu to pięknie tak usłyszeć- silniak, podcienie, ciepli czy sklepiarnia…

środa, 9 maja 2012

Kolczasta miłość…

2012.05.08.

Kolczasta miłość…

Niedawno Madzia tak wypaliła:
- Nigdy nie będziecie już we dwójkę!
- Jak to nie?? Urośniesz, ruszysz w świat a my będziemy czekać na każdy twój telefon i będziemy chłonąć każdą informację o tobie. Takie jest życie…
- NIE! JUŻ NIGDY NIE BĘDZIECIE WE DWÓJKĘ! Jak ja urosnę urodzę wam dzidziolka i jak wyjadę to on będzie z wami!

Wracamy wieczorem od przyjaciół… Późno… Dziś mieliśmy aktywny dzień, były łyżwy, Madzia nie spała, była zabawa z Zosią, były odwiedziny, kolacja z bliskimi… Jedziemy i martwimy się, aby Tygrysek nie zasnął, bo to wróży kłopoty… Słuchamy „Władcy Pierścieni”…. W samochodzie z tyłu zapanowała cisza… Dla pobudzenia Tygryska tato zagadał:
- Madziu powiedz coś…
Po chwili milczenia padło:
- KOCHAM WAS! Bardzo…
Nie pytaliśmy o więcej… Bezpiecznie dotarliśmy do domu. Tygrysek spokojnie się rozebrał, tato go umył i nim skończyła się jedna „słuchanka” padnięte dziecko spało… Była już prawie jedenasta…

Przy śniadaniu nasza córcia tak wypaliła:
- ZAWSZE BĘDĘ Z WAMI!
- Nawet jak będziesz duża??
- Tak! Będę mieszkać z wami.
- I nie wyruszysz na podbój świata?
- Nie! Nie będę chciała! Będę mieszkać z wami! Nawet razem z mężem będę mieszkać z wami!
- Jak będziesz miała męża du…ę, to rzeczywiście będziecie z nami mieszkać! (Zaśmiał się tato.)
- Tak! I mój mąż z tatą będzie chodził do pracy a ja urodzę mamusi syneczka i sobie córeczkę! I będziemy razem…

W nocy czuję jak Tygrysek się rzuca przez sen po czym usiadł na łóżku i zaczął cichutko kwilić…
- Madziulku co ci jest?? Co się stało???
- Mamuniu… Mamuniu bo ja miałam straszny sen! Mamo! Ktoś mnie od was zabrał i was nie widziałam! Mamuniu! Ja za wami tak tęskniłam! Bardzo…. Bo… Bo ja mamuniu bardzo kocham mamę i tatę! Najmocniej was kocham….
I Tygrysek zatopiony we łzach szlochał w mój mankiet.
- Madziulku! Nikt ciebie od nas nie zabierze! Nie bój się!
- Mamo, ale tak mi się śniło….
- Przytul się do mamy… Ciii…
Głaskałam główkę, która po pewnym czasie zaczęła łagodnie posapywać. Tygrysek zasnął ponownie….

Jakoś ostatnio kupiłam sobie piękny pierścionek. Oczywiście Tygrysek od razu zapragnął mieć taki pierścionek…
- Mamo, to będzie mój pierścionek?? Tak mamo??
- Madziu, wiesz… Teraz to jest mój pierścionek, ale jak mama umrze to wszystkie będą twoje.
- Jak umrzesz to wszystkie będą moje??
- Tak! Do grobu ich nie zabiorę. Wszystkie będą twoje…
Przeszłyśmy parę kroków. Tygrysek milczał. Po czym stanął i wypalił:
- Ale mamo! Ja chcę być z tobą! Nie chcę tych pierścionków! Chcę być z tobą! Nawet jak będę duża to ty też masz być!
Tym razem ja stanęłam. Byłam zaskoczona, że moja kochana „sroczka”, która uwielbia świecidełka, ta „sroczka” przedkłada bycie z mamą od świecidełek. Przytuliłam mojego Tygrysa i ucałowałam. A u ramion rosły mi skrzydła….
Od jakiegoś czasu mamy taki mamino pierścionkowy rytuał. Wieczorem zdejmuję pierścioneczek i zakładam go Tygryskowi, Tygrysek w nim śpi a rano go oddaje. Mimo takiej ogromnej różnicy wieku mamy takie same palce… I wspólne pierścioneczki!

W niedzielę ustalamy co robimy… Wiosna tego roku nas nie rozpieszcza. Tygrysek z nudów skacze po meblach. Złapałam go na ławie. Madzia się do mnie przytuliła. W lustrze spojrzałam na nasz wizerunek. Madzia miała głowę wyżej ode mnie…
- Zobacz Madziu, taka w przyszłości możesz być duża!
Dołączył do nas tato.
- Tato! Mama mówi, że taka urosnę!
- Tak!
Tygrys wtulił się w nas i zawołał:
- KOCHAM WAS!
- To świetnie! A możesz powiedzieć dlaczego??
- Kocham was, bo mnie przyjęliście! Kocham was, bo jestem waszą córeczką! Kocham was, bo jesteśmy rodziną…
Gule stanęły nam w gardle… Tygrys na nas wisiał i pogoda za oknem nie miała już znaczenia…

I takich wyznań mamy teraz wysyp… Nasza „Kolczasta Miłość” traci kolejne kolce. Coś, co jeszcze 3 miesiące czy rok temu było nie do pomyślenia, dziś już powoli staje się rzeczywistością. Jeszcze nie tak dawno przerażona mama Maksia patrząc na kolejną „akcję” Tygryska zadała w przestrzeń pytanie retoryczne:
- Czy ja bym sobie dała radę z Madzią???
Teraz jak pomyślę i o rzucającym się dziecku na chodniku, pamiętam jeszcze pełne wyrzutu spojrzenia przechodniów – „jak ta matka wychowuje dziecko?” – zaczynam się uśmiechać! Przecież dałam Tygryskowi możliwość wyrażenia jego emocji w taki sposób jaki potrafił, tak jak mówiła pani Małgosia, psycholog, - to tylko ubrania się niszczą, ale jaki charakter się kształtuje. Nie wolno go złamać! Cierpliwie czekałam na koniec przedstawienia. Medal za cierpliwość należy mi się olbrzymi! Teraz go dostaję! Rośnie powoli wspaniała dziewczyna, pełna miłości i przywiązania. Coraz spokojniej reaguje, coraz cierpliwiej potrafi słuchać. Choć nadal jest głośna, wrzaskliwa, humorzasta i woła „bo nie będę ciebie kochała!”, jest wspaniała! Moja „Kolczasta Miłość” woła do mnie „MAMUNIU”…
I wciąż się zastanawiam… Ile w Tygrysku jest nas a ile jej biologicznych rodziców??? Czy kiedyś znajdę na to odpowiedź??
Niemniej teraz nacieszam się z „MAMUNIU”… Mamuniu… Jak to pięknie brzmi! 

piątek, 9 marca 2012

Powolna zmiana…

2012.03.09.

Powolna zmiana…

Leżę w łóżku… Trochę niedomagam, upadłam na łyżwach i teraz boli mnie noga… Tato i Tygrys są na zajęciach teatralnych. Jest już po wpół do ósmej. Przerwałam czytanie i czekam… Czekam na mojego Tygrysa… Domofon milczy… Nagle jest! Zwlekam się z łóżka, pędzę do drzwi i słyszę w słuchawce:
- To my mamuniu! A tato wlazł w psią kupę! (Radosny chichot Tygryska.)
- To niech wyczyści buty w kałuży!
- Już czyścił i w kałuży i w piasku!
- To wchodźcie!
Otworzyłam im i powróciłam do lektury. Nim zaczęłam czytać dobiegło do mnie:
- MAMO!
Po chwili :
- MAMO!
Na piątym piętrze, w najbardziej ustronnym pokoju słyszałam moje dziecko w windzie, które mnie wołało!
Zdziwiona, że tak doskonale słyszę, przerażona zarazem, że może im się coś stało wybiegłam na korytarz:
- MAMO!
Winda stanęła na naszym piętrze, w jej drzwiach ukazał się uśmiechnięty od ucha to ucha Tygrys i powtórzył:
- MAMO!
Dał buziaka i zaczął radośnie szczebiotać!
- Dlaczego Madzia tak krzyczała w windzie? (Zapytałam taty.)
- Jak to dlaczego?? Madzia ćwiczyła tylko głos!....

Razem z tatą odbieramy Madzię z przedszkola:
- Madziu jak było w przedszkolu???
(Za zwyczaj jest odpowiedź – Fajnie! Bardzo fajnie! Fajnie! I na tym koniec zeznań.)
Tym razem a tylniego siedzenia dobiegł nas płacz.
- Co się słało Madziu???
- Mamo, bo znowu byliśmy nie grzeczni i nie będzie nagrody!
- Niegrzeczni… Jak??
- Bo mamo, pani puściła nam słuchowisko „Opowieści z Narnii” a my gadaliśmy… I potem była kara??
- Kto gadał??
- Kacper, Oskar…
- A ty Madziu??
- Ja?? Ja byłam w toalecie z Nikolą! Tam sobie rozmawiałyśmy. I przyszła pani i posadziła nas w kącie! I siedziałyśmy w kącie!
- I nic nie robiłyście, tylko rozmawiałyście i za to pani wymierzyła wam karę???
- Tak mamuniu!
- Wiesz co, porozmawiam z panią! To nie jest możliwe, aby za samo gadanie w toalecie była taka surowa kara!
- Nie mamo!!!!
I wzmogło się „buczenie” na tylnim siedzeniu….

Innym razem ubieram Madzię do przedszkola:
- Mamo! Dziś ja wybieram sukienkę! Musi być taka kręcąca się! Musi być wspaniała aby Nikola się ze mną bawiła!
- Przesadzasz trochę! Nikola się z tobą będzie bawiła a na dzisiaj mam przewidzianą taką sukienkę….
- Mamo, ale ona się nie kręci i nie będzie się podobać Nikoli!
- Trudno! Ta będzie na dzisiaj!
Tygrys naburmuszony stanął i zaczął cedzić przez zęby:
- Dupa mama! Dupa Mama! Dupa mama!
- Co proszę, bo niedosłyszałam??? „Dupa mama”? Czy ja na ciebie tak brzydko mówię??? Skąd masz takie pomysły??
- Dupa mama! Dupa Mama! Dupa mama!
- Madziu przestań! Nie można tak mówić!
Tygrysek uparcie robił swoje. Ja go czesałam… Po zapięciu spinek, Tygrysek się odwrócił do mnie i poprosił:
- Mamo! Przytulić!
- Wybacz kotku, do „dupy” nie można się przytulić! Idę porozmawiam z tatą jak ty do mnie mówisz…
- Nie mamo! Nie mów! Już nie będę tego robić!

I… I Tygrysek przestał! Właściwie to mocno się zmienił. Spokorniał, jest bardziej cierpliwy. Wrzeszczy jak zwykle, ale coraz częściej słucha co się do niego mówi. Zrozumiał, że wielu rzeczy nie wolno, że trzeba czasami iść na kompromis. Że każdy z nas ma swoje problemy i trzeba je szanować. Już pojął, że nie tylko jej sprawy są ważne. W końcu nabiera mój „Żywioł” ogłady. Jeszcze wciąż biega, zbiera kamienie i patyki, wozi samochody w wózku i wciąż wyrywa się na ulicy, ale powoli potrafimy iść obok siebie i prowadzić spokojną rozmowę. Powoli mój „chłopak z pipcią” przeistacza się w dziewczynkę. W końcu czuję, że mam córcię!

piątek, 24 lutego 2012

Wesołe dialogi

24.02.2012

Wesołe dialogi

Ostatnio mnie naszło na stare filmy. Lubię filmy z cyklu „W Starym Kinie”. Tygrysek wzruszał się jak stary siennik oglądając Znachora, Trędowatą, śmiał się na filmie „Sportowiec mimo woli”. W końcu, pewnego popołudnia Madzia chce oglądać jakiś film…
- Dobrze Madziu, ale ja dziś wybieram! 
- Dobrze mamuniu! Oglądamy film, ty wybierasz… Tylko nie taki SZARY!

Wracając do czasu mojego dzieciństwa, zgromadziłam sobie chyba wszystkie filmy o Vinnetou. Tygrysek polubił dzielnego Wodza Apaczów, zwłaszcza, że poznał terytoria, w których kręcone były sceny do tego filmu. Razem oglądałyśmy poszczególne odcinki. W końcu kiedyś Tygrys tak do mnie wypalił:
- Mamo! Ty się zakochałaś w tym Vinnetou???
- Tak! Dlaczego nie??? Jest ładny, przystojny, odważny…
- Ale mamo! Ty nie możesz! TY MASZ TATĘ!

W końcu przyszła zima jak należy. Mrozy osiągają poziom minus piętnaście stopni. Pędzimy rano do przedszkola. Tygrysek w samochodzie zauważył:
- Mamo! Popatrz, dym mi z noska leci! Tato! Tato! Widzisz! Dym mi z noska leci!
Tato skrobał szyby…
- Mamo! No popatrz! Nosek mi się PALI! Dym mi leci! I tacie też!

W sobotę sprzątamy chałupę. Tygrysek pomaga tacie. W końcu tak wypalił:
- Jak dorosnę, to chcę zostać waszą SŁUŻĄCĄ!
- Nie Madziu nie możesz! (Zawołał zaskoczony tatuś.)
Jak ochłonęłam zapytałam:
- Dlaczego Madziu chcesz zostać naszą służącą???
- Jak to, dlaczego??? Mamo! Przecież ja najlepiej potrafię sprzątać!

Jestem na spacerze z Madziulką. Mrozy trzymają. Poszłyśmy do Parku Staromiejskiego, aby Tygrysek pobrykał chwilę na placu zabaw. Ledwo weszłyśmy do parku, Madzia zapytała:
- Mamo! A tam są dalej te „PAPUGANY”??
Rozbawiło mnie to pytanie, ale skojarzyłam, o co tym razem chodzi.
- Masz na myśli te ptaszki w wolierze?
- No tak, te kolorowe, te kolorowe jak papugi, no wiesz, te PAPUGANY!
- Madziu! To nie „papugany” To bażanty, a te kolorowe, to bażant złoty!

W przedszkolu eksplodowała afera z papierem toaletowym w tle. Monitoring wykazał winnego – Tygrysek. Pani poprosiła nas o rozmowę z Madzią. My, znając zużycie papieru toaletowego w domu przeprowadziliśmy taką rozmowę, której konkluzja była następująca:
- Więc Madziu, ty nie wrzucasz całych garści papieru do toalety???
- Nie mamo! Ja tylko zauważam pierwsza, że ktoś tak zrobił! Ale to nie ja mamo!

Wracamy z teatru, Madzia i Maksymilian jak zwykle się droczą. W końcu Madzia wypaliła o konkurencie:
- Ja wyjdę za mąż za Kajetana! On mi oświadczył, że będziemy jeździli na smoku i będziemy mieszkać w zamku…
Na to Maksiu:
- Madziu, ale ja ciebie kocham!
- TO BĘDZIECIE O MNIE WALCZYĆ!

Wracamy z przedszkola. „wymuszamy” na Tygrysku zeznania na temat „jak było w przedszkolu”…
- I byłam na basenie. I było fajnie…
- I jaka była woda Madziu??? Mokra czy sucha??
- Ciepła mamo!
- Madziu, ale to jest pytanie podchwytliwe! Odpowiedz, jaka była woda??
- Ciepła mamuniu!
- Ale Madziulka, powiedz nam, czy była mokra czy sucha??
- To niech będzie mamo SUCHA!
I rechot całej rodziny zagłuszał warkot silnika!

piątek, 17 lutego 2012

Dlaczego Madziu jesteś taka niegrzeczna??

2012.02.12.

Dlaczego Madziu jesteś taka niegrzeczna??

Ostatnio Tygrysek jest bardzo, bardzo niegrzeczny…. W przedszkolu też muszą dzieci łobuzować, bo Madzia opowiada o samych karach… Skarży się, że znowu pani nie pozwoliła się im bawić, tylko miały dzieci karę, bo były niegrzeczne. Nawet określiła to tak:
- Wiesz mamo! Ktoś nam nasypał magicznego proszku do pizzy i zmieniliśmy się w niegrzeczne dzieci! Wszystkie dzieci miały karę, ale mnie pani pozwoliła sobie wybrać karę! I wybrałam! Wybrałam siedzenie w kącie! I siedziałam! A inni mieli inne kary…
Nie zdążyłam się zapytać pani, czy tylko Madzia tak łobuzuje i ma karę, czy cała gromada??? Ale Madzia ostatnio jest niegrzeczna nie tylko w przedszkolu! Tak się złożyło, że miałam we czwartek wizytę u lekarza w sprawie dalszej rehabilitacji. Pędem po pracy pojechałam na umówioną wizytę, w poczekalni Tygrysek wiercił się i wymuszał zabawę z nim, natomiast w gabinecie dał popis dziecka nie dość, że głuchego, to jeszcze tak niesfornego, że o mały figiel pani doktor nie wyprosiła Tygryska z gabinetu. Najadłam się wstydu! Sporoo… W drzwiach pani doktor spojrzała na nas z politowaniem i odetchnęła z ulgą, że brojącego Tygrysa ma już z głowy. Ale to nie był brojący Tygrys! To było niesforne i niegrzeczne dziecko! Nawet muszę przyznać bardzo! Zawstydzona wyszłam z gabinetu. Tygrys dalej był nieposłuszny. W końcu posprzątał zabawki, którymi się bawił w poczekalni przed wizytą i zeszłyśmy do przedszkola.
Z wielkimi oporami się ubrał, dyskutując i nic sobie nie robiąc z moich próśb:
- Madziu ubieraj się.
W końcu nie wytrzymałam. Ileż można mówić do ściany??? Włączyłam salę wykładową:
- Madziu, nie może tak być, abym ja mówiła do ciebie po kilka razy a ty nic z tego sobie nie robisz! Nie może tak być, abyś była tak niegrzeczna, że nawet tak cierpliwa pani doktor ma ciebie ochotę wypędzić z gabinetu! Nieładnie się zachowujesz! Jesteś dużą dziewczynką, potrafisz ładnie się zachować a ty, co?? Co ty wyprawiasz?? … Tak dalej być nie może!
Tygrys szedł w milczeniu. W końcu mnie słuchał a w mojej głowie tliła się iskierka nadziei, że tym razem dotrze, że w końcu nie wypluwam płuc na marne. Po chwili milczenia dziecko stanęło na chodniku, podniosło głowę i zapytało:
- I co?? Jak będę dalej taka niegrzeczna to, co?? Wymienisz mnie mamo??
Zamurowało mnie! „Wymienisz mnie mamo” powaliło mnie. Przytuliłam Tygrysa i mu powiedziałam:
- Madziu! Nie ma takiej opcji! Nie ma mowy o wymianie! Rozumiesz ?! Jest tylko taka opcja, że musisz się zmienić! Musisz zacząć być grzeczna, bo tak dalej być nie może!
Tygrysowi zaszkliły się oczy, przytulił mnie i obiecywał:
- Mamo! Mamuniu! Już będę grzeczna! Na pewno! Obiecuję! Pójdę do domu i będę grzeczna!
Odetchnęłam z ulgą! Może w końcu dotarło????
Pobiegłyśmy do domu, zrobiłam Madzi jej ulubione naleśniki na drugi obiadek i wyruszyłyśmy na próbę generalną do teatru. Po drodze umówiłyśmy się, że wracając pobawimy się śniegiem w parku. Właśnie dziś spadło kilka centymetrów śniegu… No może ze dwa…
Na próbie też Tygrysek niezbyt dobrze się zachowywał. Przez drzwi słyszałam:
- Magda! Co ty robisz?? Skup się! To nie twoje miejsce!
Znowu to samo – pomyślałam.
Gdy panie przekazywały mi Madzię okazało się, że plecaczek Madzi gdzieś się zawieruszył i szukałyśmy go na widowni w tym czasie jedna z pań mnie poinformowała:
- Madzia nie miała nic do jedzenia i była głodna i prosiła inne dzieci o ciasteczka i słodycze. Dzieci jej dawały…
„Co?!!!!!” – Pomyślałam.
- Ona miała wyszykowanego banana na przerwę – przerwałam pani. – Madzia ma dysplazję szkliwa, nie wolno jej jeść słodyczy! Ona może jeść tylko niewielkie ilości, ale to ja muszę wiedzieć…
W końcu zrozumiałam, że moja dzisiejsza sala wykładowa spełzła na niczym….
- Madziu, dlaczego nie zjadłaś banana??
- Mamuniu, bo był zimny a ja miałam ochotę na ciepłe ciasteczka…
Jak zimny – pomyślałam- Ale Tygrys kuty na cztery łapy jak zwykle wybrnął z potrzasku. Zjadł po zajęciach banana i radośnie wyruszył do domu korzystając z niewielkich ilości śniegu zalegających na ławkach i murkach… Po drodze spotkałyśmy tatę, który wyszedł nam naprzeciw.
Zmęczona wybrykami Tygrysa nawet nie miała siły przedyskutować problemu z tatą.

Następnego dnia było chyba trochę gorzej… W piątek wróciliśmy wszyscy razem do domu. Szybko naszykowałam obiad dla rodziny. Nie miałam ochoty po wczorajszym dniu na żadne eskapady, ale Madzia pragnęła iść na łyżwy. Prosiła, wręcz ubrała się i czekała dobre piętnaście minut na wyjście. Tym razem tak się złożyło, że skusiłam się, aby i trochę popatrzyć na to jak Madzia jeździ i trochę porobić jej zdjęć i trochę pojeździć.
Sprawnie się ubraliśmy i ruszyliśmy na parking do auta. Tato szedł przodem pierwszy, za nim Tygrys, potem ja. Mamy taki fragment drogi, gdzie jest chodnik tylko na jedną osobę… Kończy się on na rogu budynku. Tato jak zwykle pędził, Tygrys jak zwykle mnie nie słuchał i biegł za tatą, tata widział jadący za rogiem rower, nie zatrzymał się, ponoć do nas zawołał… Ja widziałam wjeżdżający do bramy samochód, chciałam ostrzec Madzię, aby była blisko muru… W tym czasie Tygrys wyskoczył zza rogu prosto pod jadący rower… Upadł… Głowa leżała na linii jazdy samochodem. Samochód na szczęście się zatrzymał… Uuuu… Mąż był dosłownie 3 metry przed Tygryskiem, ja trzy metry za nim i na chodniku, obok naszego domu taki zgrzyt… Na szczęście nic się nie stało. Ja wkurzyłam się na tatę, że się nie cofnął, tato na Madzię, że jak zwykle zamiast iść za rękę, to szaleje, Madzia płakała, że ją boli głowa, rowerzysta płakał, że nie chciał… Tylko, dlaczego jeździ po chodniku??? 
Jakoś przeżyliśmy ten wypadek, Tygrysowi na szczęście nic się nie stało! Upadł, ale ciepła kurtka zamortyzowała upadek, wszyscy się zatrzymali i nic go nie przejechało.
Już po kilku minutach strawił nasze „marudzenie” na temat uważania i trzymania się za rękę i radośnie wyskoczył przed halą lodowiska z samochodu. Tafla była czyszczona, lodowisko zamknięte. Ledwo zbliżyliśmy się do wejścia, Madzi znowu wyrwała się i przedarła przez tłum młodzieży i ustawiła pierwsza przy drzwiach. I całe nasze gadanie, że ma się trzymać rodziców to znowu były słowa puszczone na wiatr…
Oczywiście na lodowisku była bardzo nieusłuchana…  Nie chciała jeździć… Ledwo wyszła na taflę upadła… Widziałam ten upadek… Naprawdę nic groźnego. Ale Tygrys zagrał taką komedię, że zdruzgotany tatuś wyniósł na rękach pacjenta z tafli. Madzia leżała na ławce i jęczała… Nic z tego. Nie zobaczę jak Tygrys jeździ. Ubrałam sobie łyżwy na nogi. Tato ciągnął Tygrysa po tafli, ten nawet nie raczył przebierać nogami… W końcu zaczął nam uciekać poza taflę… Raz, drugi, trzeci… W ogóle nie słuchał, co do niego mówimy. W końcu wyszłam za nim i pytam:
- Madziu, albo jeździmy albo wracamy do domu!
Na te słowa Tygrys dał dyla obok lodowiska…
- Tato! Wracamy do domu!
Tato rzucił się pędem za Madzią. Nim dobiegł ta zdążyła otworzyć drugie wejście i już była na tafli i zwiewała… Niemniej kazałam im zjechać i iść do przebieralni. Nie można z takim szaleńcem jeździć! W końcu obok nas jest sporo młodzieży, która się uczy jeździć i nie mamy możliwości takiemu nieusłuchanemu dziecku zagwarantować bezpieczeństwa wśród rosłych chłopaków wywijających orły na tafli…
Wsiedliśmy do auta i znowu zaczęliśmy wykład. Wykład trwał nadal, gdy Tygrysek się mył…
Oto niektóre z jego wypowiedzi:
- A ja widziałam taką mamę, która puszczała dziecku telewizor całymi dniami i spała a w nocy pracowała i nie przejmowała się, że dziecko broi…
- I co, chcesz taką mamę??
- Nie!
- To wytłumacz, dlaczego jesteś taka niegrzeczna? Dlaczego nie słuchasz jak się do ciebie coś mówi??
- Mamo! Bo w przedszkolu dzieci mnie tak namawiają: Madziu, bądź niegrzeczna…. I mamo jestem!
- Co??? To ja porozmawiam z panią…
- Ale mamo! Ale my się naradzamy jak krasnoludki, tak po cichutku i pani tego nie słyszy…
I na każdy mój argument Tygrys miał gotowe trzy odpowiedzi…
Przybici zachowaniem Madzi z tatą kolejny wieczór poświęciliśmy na szukanie rozwiązań dotarcia do naszego dziecka. Nie wiem, czy jeszcze sto razy, czy tysiąc razy będziemy to wałkować???
Nawet wobec Maksia, swojego najlepszego kumpla, z którym potrafi się wspaniale bawić ostatnio była bardzo niegrzeczna. Rówieśnik wciąż przeżywa, że Madzia była wobec niego taka niegrzeczna i pyta:
- Madziu, dlaczego jak byłem u ciebie to byłaś taka niegrzeczna???
No właśnie, wszyscy wokoło się pytamy: dlaczego Madziu jesteś taka niegrzeczna??