Tygrys trafił do szkoły, a raczej do klasy bardzo ambitnej.
Tak się złożyło, że w klasie jest 21 dzieci o predyspozycjach przywódczych, na
27 dzieci. Wszystkie pociechy są aktywne, wszystkie zadają pytania, wszystkie
pragną się wypowiedzieć na dowolny temat. W klasie jest 5-7 „samców alfa”, a
dziewczęta… Te - to są gaduły. Niemniej dzieci są pracowite i naprawdę
wspaniałe… Ale… Są bardzo rozbrykane, a ostatnio wręcz niegrzeczne i zaczynają
być nonszalanckie.
Współczuję nauczycielom… Mądre dzieci, ale broje i
indywidualności niesamowite. Klasa, mimo tarć, raczej jest zgrana, potrafi
zespołowo pracować i dzieci się lubią.
Tygrys, bardzo ciężko pracuje. Szkoła muzyczna i jego parcie
do sukcesu wymuszają ogromną pracę. Trochę dziwi mnie jego chęć brania udziału
w konkursach matematycznych. W polonistycznych jest rewelacyjny! Czyta pięknie,
recytuje wspaniale, pisze… Ale matematyka??? Ta - to jest wyuczona przeze mnie.
Czasami kosztuje mnie to sporo cierpliwości! Ale po cichu korzystam z tego, że
Tygrysek zgłasza się „za tłumem” do konkursów i przemycam mu wiedzę. Czasami,
aby załapał problem muszę przećwiczyć z nim kilka przykładów. Konkurs
matematyczny „Alfik” poszedł dziecku całkiem przyzwoicie. Teraz niedawno był
„Kangurek” i moja „Gwiazda” zamiast przyłożyć się, to przeczytała byle jak
zadania, strzeliła odpowiedzi i jak większość koleżanek i kolegów pokpiła sobie
sprawę! Co to dla nich taki „Kangurek”!
Wychowawczyni potwierdziła moje przypuszczenia! „Mówiłam im,
tłumaczyłam… Ale nonszalancko podeszły do problemu…” I trzeba dodać, że przy
ogłoszeniu wyników będą buźki smutne! Ale to dzieciakom jest potrzebne, bo nie
mogą zawsze być najlepsi. Trochę zaczynają sobie lekceważyć prace kontrolne i
zadania domowe… Kolega Kuba, ambitny i mądry chłopak nie może się nauczyć wiersza,
bo ma treningi… A gdy pani chce sprawdzić zadanie domowe w zeszytach, to połowa
klasy właśnie w tym dniu zapomniała zeszytu! Tygrysek na znak zapytania
postawiony przez nauczycielkę, który sugeruje brak zadania domowego, dopisuje
sobie komentarz obok znaku – „jakim cudem?”
W szkole muzycznej na ostatniej klasówce Madzia zamiast
pisać nuty to namalowała jabłuszko, piękny klucz wiolinowy, piękne ozdobne nuty,
tylko nie napisała, co potrzeba… I była trója minus, i Tygrys beczał, i
najgorsze, nic się nie nauczył! Może „Kangurek” otworzy mu oczy?? Porażka
będzie bolała! Mocno!
Gdy zobaczyłam pracę i odpowiedzi i brak obliczeń i
skończoną książkę Harry Pottera, to wszystko było dla mnie jasne! Nagadałam
dziecku, tłumaczyłam, a to się skuliło na łóżku i wyciągnęło najgorsze
działo:
- To ja nie zasłużyłam, aby mnie przygarnąć??
Takie argumenty, powalają mnie na kolana! Ja pragnę dziecku
przekazać jakąś wiedzę, a ono nie znosząc krytyki atakuje mnie najmocniejszą
swoją bronią. W takich chwilach żałuję, że Tygrysek wie o swojej adopcji.
Wkurza mnie, że potrafi to wykorzystywać w sytuacjach, w których nie ma mowy o
przysposobieniu. Niemniej muszę poruszać z dzieckiem tematy dotyczące jego
zachowania, bo to nie sztuka słuchać tylko pochwał na swój temat. Trzeba
zmierzyć się z krytyką, zwłaszcza, że ostatnio uwagi na temat zachowania się
mnożą i moja pyskata córcia powinna na nie zareagować, i to reakcja powinna być
właściwa…
Rozmawiam z innymi mamami w klasie… Inne dziewczęta też
pyskują. Tygrys niebawem osiągnie 10 lat, czyżby wchodził w okres dojrzewania??
Tak szybko?
Szkoda takiej klasy. Dzieci stracą przez swoje zachowanie!
Skoro 30% czasu nauczyciel poświęca na uciszanie i reagowanie na konflikty, to
ich wiedza spadnie. Nie dziwi mnie, że mają sporo zadane. Skoro nauczyciel nie
jest w stanie na lekcji przerobić materiału, to materiał musi być zadany do
domu…
Szukam argumentów, aby dotrzeć do dziecka. Muszę odkryć
jakiś działający patent, żeby dziecko swoim gwiazdorstwem i nonszalancją nie
straciło możliwości rozwoju… Jak to powiedziała jedna z nauczycielek o Tygrysku
– „gwiazdy świecą krótko”.
A tego nie chcę dla mojego dziecka.
niedziela, 20 marca 2016
czwartek, 10 marca 2016
Lista skarg…
Zacznijmy od chyba największej… W ubiegły czwartek Tygrysek
pobił kolegę z klasy, sportowca. Kopnął go w piszczel i ten symulował ból
prawie trzy godziny lekcyjne. Z uwagi, na kuśtykającego chłopca po szkole, jego
jęczenie i całą aferę wszyscy w szkole o tym trąbili. Madziulek bardzo był
spłoszony. Nie chciał tak mocno uderzyć kolegę, ale ten zaczepiał i prowokował
inne dzieci to w ramach sportu mu się oberwało…
Wyprowadziłam chlipiącego Tygryska ze szkoły. Tygrysek smucił się, że pani Ela krzyczała na nią (Nie ma się, co dziwić pani nauczycielce – jedno leży jęczy i płacze na środku na dywanie w klasie, drugie siedzi w ławce i buczy, a reszta wykorzystuje sytuację i zaczyna broić! Normalnie i jak tu nie zwariować!), beczał i bał się bury od mamy! No, ale jaka bura… Wiadomo, że nie wolno się bić, ale podskórnie podziwiałam moje dziecko, że się odważyło zaatakować kolegę, naprawdę wyćwiczonego! No cóż, spytałam się czy ma jakieś, ale do Wojtka, okazało się, że dzieci się lubią i chyba w ten sposób wyładowały swoją energię!
- Jak to na nich?
- Jutro oddaje klasówki z polskiego.
- Iii??
- I ja będę miała Maksa, a oni nie!
Uuuu… Potrafi dziecko ocenić swoją wartość.
Ale jeszcze w tym dniu Madzi się oberwało… Pani w teatrze zauważyła, że Madzia niewyraźnie mówi… No pewnie, bo dziewczynie w chwili obecnej brakuje pięciu czy sześciu zębów i jęzor miele niedbale. A na gimnastyce dziewczynki miały ułożyć wspólnie w grupkach niwy układ i układ grupki Tygryska nie wyszedł… I znowu zawód dziecka i wielki smutek, bo ćwiczenie nie wyszło i na następny raz pani będzie musiała im pomagać coś wymyślić a tu ambicja żąda, że to nie tak ma być!
Wieczorem padło wiekopomnie zdanie: „to mój najgorszy dzień w życiu”.
Kolejnego dnia czarna seria trwała dalej… Madzia wpadła na pomysł schowania się pod ławką i pałaszowania śniadania… Uu… Znowu była bura. W poniedziałek była bura za gadanie. We wtorek Tygrys nie wziął zadania domowego do ME School. W szkole muzycznej kiepsko zagrał „bemole” Pani Halina jak zwykle „warczała”. A we środę… Ledwo ujrzałam panią nauczycielkę to się wydało, że tym razem Tygrys po basenie, zamiast się ubierać i suszyć, to zaszył się w szatni i w mokrym stroju kąpielowym czytał książkę! Znowu moja panna nabroiła… A właściwie, to często zamiast uważać to ma książkę pod ławką i czyta…I jeszcze wieczorem odkryłam brak zadania domowego… W ćwiczeniach Tygrys sobie napisał notatkę „jakim cudem?” Obok znaku zapytania wymalowanym przez wychowawczynię.
Po takim pękatym w uwagi tygodniu sprawdziłam, czy dziecko ma wszystkie zeszyty i dodatkowo w szkole dokonałam rewizji tornistra, czy przypadkiem jakaś książka się tam nie przedostała… Ale jak to powiedziała jedna z koleżanek Madzi – Madzia może iść na przerwie do biblioteki i sobie wypożyczyć i będzie miała książkę!
Siedzę teraz i myślę… Co dzisiaj?? Pobicie, brak zadania? Gadanie? A może coś, czego nie jestem sobie w stanie wyobrazić!
Zaraz popędzę po Tygrysa! Przyjmę na klatę kolejne wyzwanie i tak dalej będę Go kochać! I to najmocniej!
Wyprowadziłam chlipiącego Tygryska ze szkoły. Tygrysek smucił się, że pani Ela krzyczała na nią (Nie ma się, co dziwić pani nauczycielce – jedno leży jęczy i płacze na środku na dywanie w klasie, drugie siedzi w ławce i buczy, a reszta wykorzystuje sytuację i zaczyna broić! Normalnie i jak tu nie zwariować!), beczał i bał się bury od mamy! No, ale jaka bura… Wiadomo, że nie wolno się bić, ale podskórnie podziwiałam moje dziecko, że się odważyło zaatakować kolegę, naprawdę wyćwiczonego! No cóż, spytałam się czy ma jakieś, ale do Wojtka, okazało się, że dzieci się lubią i chyba w ten sposób wyładowały swoją energię!
Zaskoczyło mnie też podejście mojej córci – wytykany palcami
Tygrysek mniej więcej w połowie drogi do domu się uspokoił, w oczach jego
zabłysły i skry radości i tak odpalił:
- Mamo! Ale jutro pani Ela będzie krzyczała na nich!- Jak to na nich?
- Jutro oddaje klasówki z polskiego.
- Iii??
- I ja będę miała Maksa, a oni nie!
Uuuu… Potrafi dziecko ocenić swoją wartość.
Ale jeszcze w tym dniu Madzi się oberwało… Pani w teatrze zauważyła, że Madzia niewyraźnie mówi… No pewnie, bo dziewczynie w chwili obecnej brakuje pięciu czy sześciu zębów i jęzor miele niedbale. A na gimnastyce dziewczynki miały ułożyć wspólnie w grupkach niwy układ i układ grupki Tygryska nie wyszedł… I znowu zawód dziecka i wielki smutek, bo ćwiczenie nie wyszło i na następny raz pani będzie musiała im pomagać coś wymyślić a tu ambicja żąda, że to nie tak ma być!
Wieczorem padło wiekopomnie zdanie: „to mój najgorszy dzień w życiu”.
Kolejnego dnia czarna seria trwała dalej… Madzia wpadła na pomysł schowania się pod ławką i pałaszowania śniadania… Uu… Znowu była bura. W poniedziałek była bura za gadanie. We wtorek Tygrys nie wziął zadania domowego do ME School. W szkole muzycznej kiepsko zagrał „bemole” Pani Halina jak zwykle „warczała”. A we środę… Ledwo ujrzałam panią nauczycielkę to się wydało, że tym razem Tygrys po basenie, zamiast się ubierać i suszyć, to zaszył się w szatni i w mokrym stroju kąpielowym czytał książkę! Znowu moja panna nabroiła… A właściwie, to często zamiast uważać to ma książkę pod ławką i czyta…I jeszcze wieczorem odkryłam brak zadania domowego… W ćwiczeniach Tygrys sobie napisał notatkę „jakim cudem?” Obok znaku zapytania wymalowanym przez wychowawczynię.
Po takim pękatym w uwagi tygodniu sprawdziłam, czy dziecko ma wszystkie zeszyty i dodatkowo w szkole dokonałam rewizji tornistra, czy przypadkiem jakaś książka się tam nie przedostała… Ale jak to powiedziała jedna z koleżanek Madzi – Madzia może iść na przerwie do biblioteki i sobie wypożyczyć i będzie miała książkę!
Siedzę teraz i myślę… Co dzisiaj?? Pobicie, brak zadania? Gadanie? A może coś, czego nie jestem sobie w stanie wyobrazić!
Zaraz popędzę po Tygrysa! Przyjmę na klatę kolejne wyzwanie i tak dalej będę Go kochać! I to najmocniej!
czwartek, 28 stycznia 2016
Nos potwora…
Tygrysek na język angielski maluje potwora, potem ma go
opisać… Maluje, ja siedzę obok i maluję swojego… Nagle wpadłam na pomysł i
domalowałam potworowi Tygryska długi nochal i rozbawiona moim pomysłem,
domalowałam kolejną linię…
- I będzie taki czerwony na końcu…
Tygrysek zaskoczony moimi działaniami przyjrzał się rysunkowi i oświadczył:
- Może być! Fajnie!
W tym momencie zauważyłam, z czym tak naprawdę może się kojarzyć domalowany przeze mnie nos… Zaczęłam się śmiać!
- Madziu, nie może być taki nos! To się źle kojarzy!
- Mamo! Będzie dobry! Podoba mi się! A tu będzie taki czerwony! Jak nosek renifera Rudolfa!
- Madziu nie! Nie może mieć potwór takiego nosa! Zawołaj tatę i zobacz co on zrobi!
Tato przyszedł zobaczyć naszkicowane dzieło Tygryska. Zaczął się śmiać, po czym orzekł:
- Ten nos musicie zmazać! To się będzie źle kojarzyć!
- Ale z czym??
- Dzieci tego nie zrozumieją, ale pani… Nos nie może być taki!
Tato wyszedł, ale Tygrysek obstawał przy swoim!
- Ma być taki nos i koniec!
- Nie Madziu! Zmazujemy go!
- Mamo! – Zapytał konspiracyjnie Tygrysek. – Z czym się on pokojarzy?
Uuu… To sobie nagrabiłam… Teraz się zacznie! Ale cóż, przyjęłam „na klatę wyzwanie” i odpowiedziałam spokojnie:
- Z penisem!
- Z penisem???…
Tygrysek zaczął wpatrywać się w rysunek…
- Mamo, a czy ty widziałaś takiego penisa?
Uuu…
- Tak…
- A czyjego?
- No… Taty… (Wyjąkałam.)
- No właśnie! A ja nie widziałam!
- To chyba dobrze!...
- I będzie taki czerwony na końcu…
Tygrysek zaskoczony moimi działaniami przyjrzał się rysunkowi i oświadczył:
- Może być! Fajnie!
W tym momencie zauważyłam, z czym tak naprawdę może się kojarzyć domalowany przeze mnie nos… Zaczęłam się śmiać!
- Madziu, nie może być taki nos! To się źle kojarzy!
- Mamo! Będzie dobry! Podoba mi się! A tu będzie taki czerwony! Jak nosek renifera Rudolfa!
- Madziu nie! Nie może mieć potwór takiego nosa! Zawołaj tatę i zobacz co on zrobi!
Tato przyszedł zobaczyć naszkicowane dzieło Tygryska. Zaczął się śmiać, po czym orzekł:
- Ten nos musicie zmazać! To się będzie źle kojarzyć!
- Ale z czym??
- Dzieci tego nie zrozumieją, ale pani… Nos nie może być taki!
Tato wyszedł, ale Tygrysek obstawał przy swoim!
- Ma być taki nos i koniec!
- Nie Madziu! Zmazujemy go!
- Mamo! – Zapytał konspiracyjnie Tygrysek. – Z czym się on pokojarzy?
Uuu… To sobie nagrabiłam… Teraz się zacznie! Ale cóż, przyjęłam „na klatę wyzwanie” i odpowiedziałam spokojnie:
- Z penisem!
- Z penisem???…
Tygrysek zaczął wpatrywać się w rysunek…
- Mamo, a czy ty widziałaś takiego penisa?
Uuu…
- Tak…
- A czyjego?
- No… Taty… (Wyjąkałam.)
- No właśnie! A ja nie widziałam!
- To chyba dobrze!...
poniedziałek, 11 stycznia 2016
Koncert kolęd i WOŚP

I tańce dla WOŚP...
Mam nadzieję, że zgromadzone pieniążki wspomogą cel tegorocznej zbiórki!
wtorek, 5 stycznia 2016
Sylwester 2015
Nad naszym polskim morzem zawsze jest wesoło... W hotelach i lokalach "skubanie leszcza" ile się da. Ale na plaży piasku takie mnóstwo, i tak można pobrykać, że warto przymknąć oczy na odgrzewane jedzenie, podwójną sprzedaż alkoholu z zabawy sylwestrowej, nie posprzątane pokoje, brak wody, brak mydła czy inne oszustwa.
W sumie, to najważniejsze jest towarzystwo, a takie nam dopisało!
wtorek, 29 grudnia 2015
Dialogi na koniec 2015 roku...
Późny wieczór. Skończyliśmy oglądać film- którąś część
Gwiezdnych Wojen. Po filmie Tygrys skończył składanie statku kosmicznego z
klocków LEGO. Po 11 leżałam umyta w łóżku a Tygrys ani myślał, o spaniu. Biegał
ze statkiem kosmicznym w dłoni i prowadził walkę. Obserwowałam z łóżka dziecko
biegające między pokojami i pogrążone we własnym świecie. Jednym okiem czytałam
a drugim patrzyłam na zgrabną pupkę wciąż brykającą po mieszkaniu. W końcu
wypaliłam:
- Tygrys do spania!
Na to Madzia odpowiedziała:
- Mamo! Czy ty nie widzisz, że tu się toczy kosmiczna bitwa
na śmierć i życie???
Tygrys myje się w wannie. Wchodzę do łazienki i patrzę jak
Madzia siedzi w wannie, robi głęboki skłon do przodu, buzię zanurza w wodzie…
- Madziu, co robisz? – Zapytałam przestraszona.
- Robię takie skłony. Tak cycuszkami dotykam do dna… O tak…
Tak wytracam energię!
- Dobrze – powiedziałam zrezygnowana. Chwilę popatrzyłam na
gimnastykę Tygrysa, po czym poprosiłam:
- Dobrze Madziu! Myj się i pospiesz się! – I wyszłam z
łazienki. Nim zamknęłam drzwi za sobą dobiegł mnie krzyk.
- Nie mogę! Bo stracę za dużo energii!
Jemy posiłek! Tygrys wciąż gada! Normalnie buzia mu się nie
zamyka. Żywo komentuje, pyskuje… W końcu zapytałam:
- Co ty tak dyskutujesz Madziu?
- Bo teraz jest taka moda na takie pyskate dzieci!
Siedzę na kibelku. Wysilam i sprężam się jak mogę. Po pewnej
chwili drzwi się otwierają i staje w nich Tygrysek. Chwilę popatrzył i zapytał:
- Mamo! Ty kupę robisz czy walczysz o życie?
Ograniczając ilość mięsa w naszym menu zrobiłam pastę z
ciecierzycy do chleba. Tygrysek niezbyt przychylnie zaaprobował takie jedzenie.
Zachwalając mój wyrób dodałam:
- I z kupą będą mniejsze problemy!
- No, co ty mamo? Po tym kupa będzie taka MAJESTATYCZNA???
Podczas wieczornej toalety Tygrys zagaił:
- Mamo! Co to jest seks??
- Uuuu… Zapytaj tatę!
Tygrysek pobiegł do taty i dalej drążył temat:
- Tato, co to jest seks?
- To taki wyraz z literkami S E K S…
- A Sex Shop?
- To taki sklep…
- I co tam jest??
-Yyyyy – myślał tato nad odpowiedzią.
- Czy są tam takie seksowne majteczki?
- Tak!
- Takie seksowne staniczki?
- Tak!
- I to wszysko?
- Tak!....
Rano jemy śniadanie… W radio znów pada słowo „gej”. Tygrys
się pyta:
- Tato, a co to jest „gej”?
- Hmmm... To taki pan, który lubi panów.
- A „GEJKI” to są panie, które lubią panie??
Na to pytanie parsknęliśmy śmiechem!
- Nie! Te panie nazywa się „lesbijki”, bo wiesz w dawnych
czasach na greckiej wyspie Lesbos…
I tato zaczął wykład… Ale „gejki” nam się podobają!
Pewnego razu Tygrys zauważył, że tato korzysta z toalety
wtedy, gdy Tygrys jest daleko… Nie wytrzymał i zaczął drążyć temat:
- Tato! Dlaczego chłopaki ukrywają przed dziewczynami
siusiaki?? Dlaczego nie możemy popatrzeć…
Ach… Spocony tatuś rozpoczął wyjaśnienia, które nie bardzo
przypadły panience do gustu, ale skoro tak jest, to Tygrysek też będzie się
chował przed chłopakami!
Wracając do domu z niedzielnego obiadu od znajomych
utknęliśmy w korku. W tym czasie zadzwonił działeczek i zaczęliśmy ustalać plany
na święta korzystając z zestawu głośnomówiącego. W pewnej chwili z drugiego
rzędu do dyskusji przyłączył się głos:
- I dziadku powiedz babci, aby kupiła sobie nową pomadkę na
święta.
Starszy człowiek nie usłyszał dokładnie i zapytał:
- Co Magdusiu?
- No dziadku! Powiedz babci, aby na święta kupiła sobie nową
pomadkę, taką czerwoną, bo ta, którą ma mi nie pasuje!
- Nie pasuje ci?? – Spytał zaskoczony staruszek.
- Taaak! Muszę mieć czerwoną!
Ja parsknęłam śmiechem. Przewiduję, co się święci. Kiedyś
Madzik się wymalował na święta kosmetykami babci… Wyglądał tak rewelacyjne, że
nie byłam mu w stanie zrobić zdjęcia, ponieważ ze śmiechu miałam oczy pełne
łez… Znowu szykuje się nam powtórka z rozrywki! I to, jaka!
I była powtórka… W święta Tygrysek przed wigilią dobrał się
do malowideł babci… Tym razem skorzystał z nich oszczędnie…
Wszystkiego dobrego na Nowy Rok 2016 dla czytelników mojego
bloga… Niech i u Was zagości taki Tygrysek i miejcie z nim same wspaniałe
przygody!
wtorek, 15 grudnia 2015
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


