piątek, 13 czerwca 2014

Ponownie szkoła muzyczna…

W połowie maja mijał termin na złożenie podania o przyjęcie do szkoły muzycznej. Zapytałam Tygryska, czy chce zdawać ponownie egzamin…
- Madziu, zdajesz do szkoły muzycznej??
- A mogę??
- Możesz. Zastanów się i daj mi odpowiedź, najpóźniej za tydzień.
- Dobrze!
Kilka dni po tej rozmowie, gdy wracałyśmy ze szkoły Madzia zapytała:
- Mamo, czy mogę naprawdę zdawać do szkoły muzycznej??
- Możesz, ale musisz się zastanowić szybciej, za dwa dni mija termin złożenia dokumentów…
- Mamo, a nie będziesz zła jak powiem, że chcę??
- Nie, nie będę!
- A co będzie jak nie zdam???
- Nic! Zdobędziesz tylko doświadczenie! Każdy egzamin to zdobywanie jakiegoś doświadczenia!
- A mogę zdawać jeszcze raz?
- Możesz!
- A co będzie jak zdam???
- Uuuuu… Wtedy będziemy mieli problem! Ale chyba nie chcesz zdać, co???
- Chcę! Bardzo chcę! Tylko…
- Jak chcesz to zdawaj. Jak nie zdasz, to sprawa załatwiona a jak zdasz to ty podejmiesz decyzję! W końcu nie musisz chodzić do szkoły muzycznej! To kierat! Ale pamiętaj, że do jutra masz czas, abyśmy zdążyli wszystko załatwić!
- Mamo… To ja chcę! Chcę zdawać ten egzamin!...
Wieczorem rozmawiałam z tatą…
- Madzia zdaje do szkoły muzycznej!
- To ty ją do tego namówiłaś! Wpychasz ją w tą szkołę! Po co???
Wkurzyłam się!
- Ja??? Ja jestem daleka o biegania z Madzią po kolejnych zajęciach! Ledwo mi czasu starcza na to, co teraz ma! Nie mam sił na więcej! A zresztą i tak nie zda… O czym my mówimy! Chce podejść, to niech podchodzi do egzaminu, potem zobaczymy, co dalej?
I tak dyskutując między sobą złożyliśmy z tatą na ostatni dzwonek dokumenty Madzi do szkoły muzycznej. W zasadzie, tak dla sportu! Skoro dziewczyna chce, to niech ma! W końcu to tylko 50 PLN, kilka godzin w szkole i po bólu! Lista chętnych jest ogromna! Zerówka już miała egzamin, więc ilość wolnych miejsc jest mizerna!
Od 2 czerwca zaczęły się egzaminy! Uuuu… Znowu te tłumy dzieci i rodziców! Znowu to pędzenie! Tym razem dotarłyśmy na ostatnią chwilę na test psychologiczny! Tygrysek usiadł w ławce! Na szczęście miałam jakiś długopis w plecaczku, podałam go dziecku i drzwi się zamknęły! Zmęczona usiadłam. Wokoło mnie zestresowani rodzicie mocno trzymający kciuki za swoje pociechy! Ja wyluzowałam! Co 10 dziecko się dostanie, więc czym się tu przejmować?? Ale po 15 minutach drzwi gabinetu się otworzyły i zadowolony Tygrys wyszedł, zostawiając za sobą 22 piszące dzieciaczki. Wkurzyłam się! Skoro Tygrys przyszedł tu dla zabawy, to by chociaż się przyłożył do egzaminu!
- Madziu! Co ty tu robisz??
- Mamo, już skończyłam!
- Wszystko??
- Tak! Było 50 pytań! Cztery strony A4!
- I zdążyłaś to wszystko przeczytać??
- Tak!
Naszą potyczkę obserwowali zdziwieni rodzice, których pociechy pisały test dalej! Próbowałam nakłonić Tygryska, aby wrócił do sali i pomyślał nad testem i go poprawił, może przeczytał i lepiej zrozumiał… Nic to nie dało! W końcu pojawiły się łzy w oczach Tygryska… Padło „mamo przytulić” i Tygrys wtulił się we mnie a ja dałam za wygraną. W końcu jest tutaj dla sportu. To dla niego ma być frajda. Kasa na egzamin poszła, skoro Tygrys olewa egzamin, to trudno… Potem dzieci miały lekcję przygotowawczą…
Kolejnego dnia zadzwoniono do mnie ze szkoły… Tygrys chory! Tym razem angina! Jak zwykle! Ostatnio na egzaminie też był chory! Jednak we wtorek mimo choroby poszłyśmy na lekcję przygotowawczą. We środę odpuściłam Madzi szkołę muzyczną, bo w klasie miał imprezę z okazji dnia mamy i taty…
We czwartek uczyłyśmy się pioseneczki, a po południu Tygrysek zdawał egzamin z przydatności muzycznej. Na końcu… Ostatni był na liście! Poszliśmy się zameldować u pana w klasie z fletu… U pani od skrzypiec… Wszyscy bardzo mili, chwalili Tygryska… Ale ja znam to chwalenie sprzed roku! Dziecko jest chwalone a potem na liście go nie ma! Czekając na egzamin Tygrysek z dziewczynkami oglądał bajkę na telefonie taty. Innie dzieci były strofowane przez rodziców. Pouczane co i jak mają śpiewać, co mają mówić… Tygrys wyluzowany! Co go mieliśmy pouczać??? Skoro olał test psychologiczny, to nie ma już nic znaczenia! Szkoda mi tych dzieciaczków wtłaczanych przez rodziców w kieracik szkoły muzycznej. Tak widać było, że na siłę! Dzieci wolały oglądać z Tygryskiem bajkę niż stać cichutko i czekać na swoją kolej powtarzając w głowie wszystkie wskazówki! Nawet podeszła do Tygryska jedna pani, taka starsza, chyba pracownica tej szkoły i zwróciła uwagę na zachowanie dziecka. Skarciła go! Nie było mnie przy tej rozmowie… Szkoda… Nagadałabym tej kobiecie, że w tym wielu dla dzieci takie ciche czekanie w kolejce nie powinno mieć racji bytu! Dzieci mają naturalną potrzebę w tym wieku się czymś zajmować! Mają „robaki w pupie” i dzięki tym robakom rozwijają się lepiej! Jak zabijemy szybko te „robaki” to te kolorowe dzieciaczki przeistoczą się w szarych, czasami przeźroczystych, niezauważalnych ludzi…
Tygrysek po potyczce z obcą panią miał łzy w oczach… Ale wszedł wyluzowany na egzamin, potem zaliczyliśmy jeszcze, jako ostatni „fortepian”… W gorący wieczór wracaliśmy do domu… Tygrys zadowolony, że „poszło mu wyśmienicie”. Ja zadowolona, że na najbliższy rok mam tą szkołę z głowy! Te tłumy na korytarzach mnie męczą… To żadna atrakcja!
Przyjęliśmy za pewnik, że Tygrysek ulał test psychologiczny. Na wyniki czekaliśmy, choć prawie byliśmy pewni, że egzamin mamy ulany! 12 czerwca podczas zajęć plastycznych w MDK sprawdziłam w telefonie listę kandydatów przyjętych do szkoły muzycznej. Ku mojemu zaskoczeniu w klasie skrzypiec drugi na liście był Tygrysek! Przekazałam wiadomość Madzi!
Ta wzruszyła ramionami i prychnęła tylko:
- Przecież wiedziałam, że zdałam! I co teraz?? Mogę zadzwonić do taty???
 
I co teraz??? Nie wiemy! Zaskoczeni zastanawiamy się, co dalej??? Już teraz ledwo wyrabiamy się na zakrętach… Wciąż myślę, że Tygrys sam nie wie, w co się pakuje!

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Święto Mamy i Taty


*** 

Tygrys wyjeżdża na klasową wycieczkę. Biegam po mieszkaniu, patrzę za okno, pogoda tej wiosny jest nieprzewidywalna. Plecaczek spakowany, ale jeszcze do reklamówki, która będzie w autobusie wkładam na zmianę spodenki i bluzeczkę, tak na wszelki wypadek, gdyby tamte się zmoczyły. Tato patrzy na to z przerażeniem…
- I co jeszcze????
- No wiesz, jakby zmokła albo coś…
Na to Tygrys:
- Tato jest dobrze! MAMA O MNIE DBA!

***

Tato często wyjeżdża w delegację. Gro czasu spędzamy same. Czasami się droczę z Tygryskiem:
- Madziu! Sprzedamy tatę! Zobacz ciągle go nie ma!
- Mamo! Nie!
- Dlaczego nie???
- Bo ja go kocham!
- Ale zobacz… Ciągle jeździ i jeździ…
- MAMO! NAWET GDYBY TATA BYŁ DO NICZEGO I TAK BYM GO KOCHAŁA!

***

Tygrysek przemyślał to nasze droczenie. Nigdy nie przystał na pozbycie się taty z domu. Kiedyś, tak na poważnie tak do mnie wypalił:
- Mamo! Ty wiesz, ja bym tak chciała, abyście nigdy z tatą się nie rozstali!
- Madziu! Nie ma takiej opcji!
- To tylko się tak droczysz ze mną???
- No pewnie!
- Bo wiesz, jakbyś chciała tatę sprzedać, to ja go kupię! Oddam ci wszystkie moje pieniążki!
- Takiej opcji też nie ma!
- Dlaczego!
- Bo tato jest i mój i twój! 

***

Oczywiście na przedstawienie dla rodziców Tygrys się rozchorował…. Ale lekarz na akademię pozwolił pójść. Ubrałam, więc Tygryska ładnie. Moje dziecko ma to do siebie, że jak choruje to jest piękniejsze! Wyglądało naprawdę uroczo! Nim weszliśmy do windy, Tygrysek jeszcze raz w lustrze sprawdził czy wszystko wygląda idealnie i tak do mnie odpalił:
- Mamo??? Czy nie czujesz się brzydka, gdy jestem obok ciebie???...  

W tym roku na święto mamy i taty klasa przygotowała akademię. Z przerażeniem spostrzegliśmy jak te dzieciaczki w ciągu tych paru miesięcy podrosły! I Tygrys, i chłopcy i dziewczęta! Były wierszyki, piosenki, tańce. Portrety mam – Tygrysek oczywiście zrobił portret mamy i taty! Konkursy… Oczywiście ustawione!!! Było wesoło, radośnie, spontanicznie… Mamy upiekły fantastyczne ciasta, udekorowały salę, nakryły… Oczywiście honorowi goście stali pod ścianami a na środku dzieci zasiadły do uczty! Zrobiły swoje, teraz muszą wypocząć… No masz… Chciałeś mieć dzieci rodzicu??? To stój pod ścianą i patrz, jak twoja pociecha pałaszuje i rośnie duża! Skończy, pójdzie się bawić na szkolny korytarz to będziesz miał czas na posprzątanie sali… Ot takie jest życie!

piątek, 25 kwietnia 2014

Kwietniowe, zapisane wypowiedzi Tygryska



Jesteśmy w ZOO… Przyglądamy się jak dziewczynka w wieku Tygryska wiezie swojego dziadka na wózku inwalidzkim. Dziecko ochoczo chce pokazać dziadkowi wszelkie dostępne okazy zwierząt. Nawet próbuje wprowadzić wózek do pawilonu ze zwierzętami z Madagaskaru… Babcia krzyczy, że „nie”, dziewusia się upiera, że „tak”, dziadeczek biernie zgadza się na wszystko. My stoimy obok…
- Szkoda, że dziadkowi nie chciało się żyć… - Powiedziałam ze smutkiem…
- NO WŁAŚNIE! (PRZERWAŁ TYGRYSEK!) BABCIA ODDAŁA DZIADKA DO SZPITALA A SAMA ŻYŁA DALEJ! NAWET MU JEDZENIA DO SZPITALA NIE PRZYNOSIŁA! I WIDZISZ, CO SIĘ STAŁO??? UMARŁ!


Zwykły dzień… Odbieram Tygryska ze szkoły… Dziecko ziewa przy odrabianiu lekcji… Po ceramice mam mocne postanowienie, że dziś pójdziemy wcześniej spać. Około dziewiątej jestem już w łóżku… Madzia wpada na pomysł zagrania w karty z tatą! Na szczęście rozdawała karty, więc szybko wygrała. Ale na spanie ma się nijak… Nie mniej udało mi się zgasić światło. Leżymy chwilę w ciszy. W końcu Tygrysek powolutku wyślizgnął się spod kołdry, chwycił książkę i pobiegł do taty, do pokoju, w którym świeciło się światło…
- NO! W KOŃCU MOGĘ SOBIE POCZYTAĆ!
Usłyszałam… I zasnęłam!


Kolejnego dnia znowu próbujemy uśpić Tygryska przed dziesiątą. Udało się! Kilka minut po dziesiątej Tygrysek leży nieruchomo, miarowo posapuje w łóżku. Odwróciłam się, przyłożyłam głowę do poduszki i zasypiam… W pewnej chwili za moimi plecami dziecko się poruszyło. Delikatnie wysunęło spod kołdry. Cichutko ześlizgnęło się z łóżka i na czworaka z książką w zębach udało się do pokoju, w którym tato jeszcze sobie wieczorem czytał…
- MAMA ŚPI! TERAZ W KOŃCU MOŻEMY SOBIE RAZEM POCZYTAĆ!
Radośnie zaszczebiotał do taty i przyłączył się do czytania…
Ja poległam! Usnęłam!


Uczę Tygryska. Poprawiam jego błędy. W końcu wkurzony Tygrysek zawołał:
- O NIE! TO NIE SPRAWIEDLIWE! TY WSZYSTKO UMIESZ??? A JA???
- Ale Madziu, ty dopiero jesteś na początku edukacji! Dopiero się uczysz! Mam ma skończone nie jedne studia podyplomowe… Spokojnie!
- To znaczy, że ja też będę umiała??
- Taaak! Tylko musisz chcieć się nauczyć!


Tłumaczę Tygryskowi zasady pisania samego „h”:
- Samo „h” lubi hałaśliwe słowa…
- Jak hałas… Huk? – pyta dziecko.
- Tak o właśnie!
- A „kuchnia” jest cicha, to przez „ch”??
- O widzisz Madziu! Brawo!
- ALE MAMO! WIESZ… JAK TY KRZYCZYSZ W KUCHNI TO WCALE NIE JEST CICHO!


Tygrysek, kolejnego dnia po lodowisku ubiera się z ociąganiem do szkoły… Siedząc na stołeczku sięga jak staruszka po buty…
- Normalnie bolą mnie te kości!
- Co proszę??
- NORMALNIE BOLĄ MNIE TE KOŚCI, BO MUSIAŁAM SIĘ WCZORAJ NA TYM HOKEJU NACHYLAĆ!


Wieczorem przeglądam książkę od muzyki. Nie mogę wydusić od dziecka jak korzystają z tego podręcznika. NA jednej ze stron zauważyłam, że dzieci powinny się uczyć tańca – krakowiaka.
- Madziu, a pani puszcza wam muzykę??
- Eheeee…. – Padłą niewyraźna odpowiedź.
- I tańczycie???
- Noooo, niee…. – Znowu niezbyt oględnie odpowiada Tygrys.
- Ale Madziu! Ty krakowiaka potrafisz już tańczyć!
- JA UMIEM LEPIEJ OD WSZYSTKICH KRAKOWIAKA W KLASIE! TYLKO TROCHĘ ZAPOMNIAŁAM, JAK SIĘ GO TAŃCZY!


Rano budzę Tygrysa do szkoły! Jak zwykle, drapię go, gilgam, masuję. Dziecko jednak nie chce otworzyć oczu!
- Wstawaj Madziu! Pójdziesz do szkoły!
- Nie!
- Ale w szkole jest fajnie! Będziecie się bawić!
- Nie!
- A potem gdzieś pójdziemy! Poznamy nowych ludzi!
- Nie! Nie chcę!
- Ale Madziu…
- NIE! NIE CHCĘ! NIE LUBIĘ LUDZI! TYLKO MOICH RODZICÓW LUBIĘ!


 


 





 

środa, 16 kwietnia 2014

Nie utoczycie mi ani jednej kropli krwi…


 Tak… Mamy ogromny problem z badaniami Tygryska. Zwłaszcza z pobieraniem krwi! Dziecko nam często choruje. Faszerujemy je antybiotykami, a to nie tędy droga. Równolegle robimy badania. Największy problem mamy z pobieraniem krwi! Wstyd jak …

Ostatnio robiliśmy test na nietolerancje pokarmowe. Test polega na pobraniu kilku kropelek krwi z paluszka. Już w nocy dziecko przeżywało! Mówiło przez sen: „boję się!” Niestety, nie ma innej opcji. Weszłyśmy do gabinetu. Miła pani doktor posmarowała Madzi paluszek pastą ze znieczuleniem. W tym czasie mama poddała się zabiegowi. Tygrysek musiał zobaczyć, na czym to polega! OK.! Mała panna zgodziła się, ale… Pani doktor odwróciła się, aby wziąć wacik i odkazić paluszek i w tym czasie Tygrys skokiem zwinnej pantery znalazł się kilka metrów od nas… Trzy kobiety - stanęłyśmy zaskoczone. Rozpoczął się proces namawiania, aby dziecko zechciało nam podać rączkę. Uuuu… Nic z tego… Tygrys wycofywał nam się do pracowni endoskopowej…

I co teraz??? W głowie szukałam pomysłu, jak zmobilizować Madzię, aby podała nam rączkę. Kiedyś zmobilizowana została cała przychodnia! I przez godzinę trwały negocjacje! Innym razem nastąpiło rozwiązanie siłowe – dwie osoby trzymały Tygrysa, dwie pobierały krew… Rozwiązanie siłowe nie wchodziło w grę. Trzy kobiety nie utrzymają Tygrysa. Negocjacje też nie szły nam prosto! Tygrys poznał gabinet endoskopowy, nawet wyraził chęć zamiany pobrania kilku kropel krwi z paluszka na badanie endoskopowe…

W końcu się udało! Tygrys usiadł mamie na kolanach, wyciągnął rączkę, pani ponownie oczyściła paluszek, ciach – przekłuła… Tygrys wtulił się we mnie, wcierał gile w moją bluzkę… Ale z palca nie chciała się utoczyć ani jedna kropla krwi…
- Madziu, czy piłaś coś dzisiaj??
- Taaak – Zaszlochało dziecko.
Przez dłuższą chwilę masowałyśmy dłoń dziecka, ja masowałam plecki, aby Tygrys się rozluźnił i aby pociekło, choć troszeczkę krwi… W końcu Tygrys zaczął z nami współpracować. Rozluźnił się nieco. Do rureczki wpłynęła długo wyczekiwana kropelka. Ale to było za mało! Tygrysek się tulił, płakał coraz ciszej, uspokajał. W końcu pobieranie krwi zakończyło się sukcesem! Pani przykleiła plasterek, dała kolejny, i już!

Martwi mnie to, że Tygrys nie pozwala personelowi medycznemu zbliżyć się do niego! Każde pobieranie krwi to panika, strach szlochanie, wyrywanie się… Kiedyś tak wrzeszczał, że w uszach dzwoniło! Stosowaliśmy już chyba wszystkie taktyki, oprócz usypiania! Tygrys tak się spina, że rzeczywiście trudno jest mu z otwartej żyły utoczyć, choć probóweczkę! Tłumaczenie, proszenie, zachęcanie nagrodą – nie działa!

Po świętach dalsze badanie… Znowu potrzeba nam kilka kropel krwi… Honorowym krwiodawcą nasz Tygrysek to chyba nigdy nie będzie! Jego hasło – nie utoczycie mi ani jednej kropli krwi – często gości po przekroczeniu progu gabinetu zabiegowego. Jak na razie, z większymi lub mniejszymi problemami udało się nam już jej trochę utoczyć!

Mamy nietolerancję glutenu. Jest podejrzenie o celiakię. Na święta jeszcze mamy potruć dziecko ciastami, potem mamy zrobić test na celiakię, a potem restrykcyjna dieta – bez glutenu, mleka, jajek…

„Zdrowych” i wesołych świąt! Dla wszystkich! Z jajkami, babami drożdżowymi, chlebem!

środa, 19 marca 2014

Zajęcia dodatkowe


Szkoła Tygryska nie zapewniała z początku żadnych zajęć dodatkowych. Wraz z zakończeniem edukacji w przedszkolu skończyła nam się rehabilitacja. W Promyku Słońca mieliśmy komfort. Rehabilitant brał dziecko na ćwiczenia i po zajęciach odprowadzał je do grupy. Zależało nam na zajęciach ruchowych dla dziecka, aby nie zmarnować tego, co wyćwiczyliśmy w przedszkolu. Dodatkowo zmieniła się sytuacja w MDK. W przedszkolach nie było przyzwolenia na dodatkowe zajęcia, więc rodzice masowo zapisywali dzieci na zajęcia w naszym MDK. Wiele prowadzących podzieliło swoje grupy na pół i każda z grup ćwiczy tylko połowę czasu zajęć… To nie odpowiadało żywiołowi naszego dziecka. Bezwzględnie Tygrys musi się wybiegać, wyskakać, jednym słowem wyszaleć.

I tak szaleje…

W poniedziałek zaraz po lekcjach ma język maszyn. Jest to taki program edukacyjny, którym objęte są niektóre klasy w mieście. Teoretycznie po rocznych takich zajęciach dziecko ma poznać ideę programowania maszyn. Patrzę na to sceptycznie. Dla mnie programowanie jest niezmiernie nudne. Co dopiero dla dzieci, a dla temperamentu mojego dziecka to chyba jakieś nieporozumienie. Niemniej są to dodatkowe zajęcia obowiązkowe i nie ma zmiłuj się!

Gdy dzieci się zmęczą „programowaniem” mają kolejne szkolne zajęcia dodatkowe - muzykę. Niby dodatkowe, ale pani na zebraniu powiedziała rodzicom, że traktuje je, jako obowiązkowe. Potem jest dodatkowy angielski…
Po południu prowadzamy Tygryska do Kalamburu na zajęcia teatralne. Tam dziecko uczy się pantomimy, ma zajęcia plastyczne i rytmiczne. O dziwo, te zajęcia Tygrysek uwielbia. W drugim semestrze przepisałam Madzię do starszej grupy. Nie mam pojęcia, co dzieci uczą się z pantomimy?? Zobaczę dopiero na zakończenie roku. Z plastyki przynosi różne dzieła. Gromadzę je, ale powoli nasze mieszkanie robi się okrągłe! Przyjdzie niebawem czas, gdy część z nich będzie musiała zakończyć swój żywot w koszu. Wieczorem z teatru wracamy późno…




We wtorek, jak zawsze Tygrysek musi się zameldować w szkole o ósmej i kończy swoje zajęcia około czternastej trzydzieści… Tym razem dodatkowo szkoła nęci dziecko kółkiem matematycznym i dodatkowym angielskim. W tym samym czasie przewidziana jest dla klasy Tygryska gimnastyka korekcyjna. Szkoda, że żadna z pań nie chce przełożyć swoich zajęć. Madzia uczęszcza raz na kółko matematyczne raz na gimnastykę korekcyjną.
Po południu biegniemy do opery do studium tańca i baletu. Szkołę tę prowadzi dawna solistka baletowa i to widać. Tygrysek i inne dziewczęta dostają tam swoistą szkołę utrzymywania prawidłowej postawy ciała - dosłownie w każdej pozycji. Ponadto mają wyjątkową możliwość nauczenia się elegancji i szyku. Dla rodziców to dodatkowe utrapienie. Szczególnie włosy stanowią problem. Jak którejś panience wysunie się z koczka choćby malutki kosmyk, to panienka wylatuje, dosłownie, wylatuje z zajęć. Jedne dziewczęta się załamują, siadają w szatni i płaczą, innym poprawia się włosy i wracają na salę. Kiedyś Tygrysek wyleciał z zajęć trzy razy. Poprawiłyśmy włosy i wracał do szeregu. Innym razem wezwano mnie po zajęciach na trening z upinania koka Madzi. Pani Maria złapała warkocz Madzi, potrząsnęła nim i wypaliła:
- Dziecko! Po co ci tyle tych włosów! Zetnij je!
Balet klasyczny, to trochę taka musztra dla dziewczynek, niemniej po tych z pozoru monotonnych ćwiczeniach wychodzą panienki, na które miło popatrzyć, zresztą, często zaglądam do sali i nacieszam moje oczy dygającymi dziewusiami ubranymi w piękne kostiumy. W szkole baletowej Madzia jest w grupie ze starszymi koleżankami, jeszcze trochę od nich odstaje, niepoprawnie wykonuje ćwiczenia, ale nabywa ogłady, ćwiczy mięśnie brzuszka, prostuje kręgosłup, próbuje nadążyć za koleżankami i powoli uczy się współistnienia w zespole.




Środa  Znowu o ósmej zaczyna się szkolny kieracik. W tym dniu mamy basen. Ponieważ Madzia obdarzona jest najładniejszymi włosami w klasie i nie ma patentu, aby namówić Tygryska do obcięcia ich, muszę uczestniczyć w zajęciach na basenie i suszyć mojemu dziecku włosy. Mimo mojego wsparcia i tak zawsze na końcu Tygrysek jest gotowy do opuszczenia budynku kąpieliska. Moje obowiązki dają możliwość obserwacji postępów dzieci w nauce pływania. Muszę przyznać, że nauczyciele niezwykle sprawnie uczą dzieci. Niezaprzeczalnie Tygrysek najlepiej pływa w grupie dziewczynek, najwięcej broi i wyczynia najwięcej „cudów” w wodzie. Jest też niezaprzeczalnie „królową” pontonu. Jak już się wdrapie na gumowe koło, to siądzie na nim okrakiem i doskonale się trzyma nogami – to efekt nauki jazdy na koniach. Stanie na rękach na dnie basenu i wykonywanie szpagatu na powierzchni, to chyba efekt ćwiczeń na balecie… Ale nie słuchanie do końca poleceń nauczyciela, pływanie lewa stroną toru, gdy nauczyciel wypluwa sobie gardło, że pływamy prawą lub pływanie „po swojemu” to chyba wynik Tygryskowego widzi mi się!
Teraz mamy przerwę w basenie… Tygrys ma chyba chore zatoki… Jeden basen i zapalenie ucha na następny dzień!
W tym dniu po basenie Tygrysek w szkole po obiedzie biegnie na szachy. No właśnie - szachy – pierwsze dostępne zajęcie dodatkowe w szkole. Dziecko poszło na nie i od razu polubiło… Ja nie gram w szachy, Tygrysek podobno się uczy. Jakie ma na tym polu postępy, to nie wiem. Po południu Tygrysek biegnie na ceramikę do MDK. Jest już na tyle samodzielny, że nie muszę siedzieć przy nim, zresztą Madzia ma tam swoisty klub dyskusyjny i dzieci wspólnie lepiąc doskonale się bawią. Zawsze odbieram dziecko po zajęciach tryskające radością. Co więcej, wracamy z koleżanką Martynką i dziewczynki mają dużo radości z wzajemnego obcowania ze sobą a ja mam możliwość z mamą Martynki wymienić się doświadczeniami odnośnie edukacji naszych dzieci.

Czwartek… We czwartek w szkole Tygrysek ma koło szachowe i gry i zabawy. Ale najważniejszy jest uwielbiany przez Madzię W-F! Po południu rękodzieło artystyczne – papierowe poszukiwania - oraz gimnastykę artystyczną. Kiedyś miałam do załatwienia coś w dyrekcji MDK i na moment zostawiłam Madzię na korytarzu. Ta trafiła do sali naprzeciwko na zajęcia z plastyki i nie było zmiłuj się: „Mamo, ja muszę na to chodzić! Proszę mamo! Zgódź się!”. W ten sposób wpakowałam się jeszcze w papierowe poszukiwania… Pani z pracowni plastycznej jest na tyle dobra, że w środku zajęć wypuszcza Tygryska na gimnastykę, po czym dziecko wraca do pracowni i kończy swoje dzieło. Wieczorem wracamy do domu…

W piątek… W piątek spieszę po dziecko, aby na godzinę drugą Tygrysek był gotów do lekcji gry na skrzypcach. Madzia nie dostała się do szkoły muzycznej, ale nie odpuściła sobie nauki gry na instrumencie! W ten sposób, co piątek między godziną 14 a 15 moje uszy zwijają się w trąbkę a ja uwijam się przy garach, bo po lekcji muszę dać Tygryskowi obiad i na 16 musimy się zameldować w operze na balecie. W piątki przeważnie jest pan Jarek, ulubieniec dziewczynek i uczy małe panny tańca disco. Facet jest niesamowity i bardzo fajne układy poznają młode panny. Czasami daje taki wycisk, że dziewczynki nie mają siły już więcej dokazywać, zmęczone, po zajęciach spieszą do domu. Tygrys jednak nie spieszy. Wracając do domu biega po parku… Co więcej pobija rekordy ile razy biegusiem okrąży fontannę…

W sobotę w południe Madzia biegnie do MDK na tańce ludowe i co niedzielę do południa tato zabiera Tygrysa na lodowisko…

W piątek wieczorem ja padam. Dosłownie padam! Ale Tygrysowi ciągle mało! Niedawno obudził mnie jakiś hałas. Obok mnie nie spał Tygrysek! W dużym pokoju w środku nocy Tygrysek siedzi na fotelu i popija wodę, na stole poniewierają się pistacje… Na drugim fotelu tato łupie orzeszki Madzi … Na ekranie króluje „Różowa Pantera”...
- Co to jest? (Spytałam zaskoczona.)
- Mamo! Bo my z tatą mamy taki tajny nocny klub filmowy! Ty śpij, a my pooglądamy…

Nie mam pojęcia jak często Tygrysek i tato spiskują i w nocy oglądają filmy. Dla mnie to wydawało się niemożliwe, aby dziecko po takim zapakowanym tygodniu miało jeszcze ochotę na dodatkowe atrakcje. Jednak myliłam się. Energia Tygrysa jest niespożyta. Moje dziecko do życia potrzebuje niesamowitej ilości bodźców. Kiedyś jak pędziłyśmy na balet Tygrysek do mnie tak wypalił:

- Mamo, a kiedy będzie karate??? Co z moją szermierką! Obiecałaś! Nawet koni nie ma!

Przystanęłam na ulicy… Ledwo wyrabiam na zakrętach, tydzień przeładowany, ja padam w piątek a dziecku jeszcze mało! Wkurzona wypaliłam:

- I co Madziu! Może jeszcze mamie do du…y wsadzisz miotłę! Ja nie mam już siły tak z tobą biegać! Z końmi to dogadaj się z tatą! A reszta… Reszta będzie jak zrezygnujesz z czegoś. Nie da rady mieć wszystkiego!

- Da radę mamo! Da! Tylko musisz sobie dopalacze wziąć! Nie jeden, tylko cztery!  

Mając tak zapełniony tydzień musimy jeszcze znaleźć czas na naukę. Znajdujemy go wieczorem. Na razie nie mamy większych kłopotów z nauką. Tygrysek, jako jeden z czworga dzieci w klasie napisał wszystkie prace kontrolne powyżej oczekiwań. Sporo chorował, sporo zajęć mu przepadło. Niemniej na semestralnych pokazach teatrze wypadł bez zarzutu. Na tańcach odstaje od grupy, bo jest najmłodszy i go sporo nie było, zresztą trudno jest dotrzymać kroku koleżankom, które są już w czwartej klasie i ćwiczą od kilku lat??

Podziwiam mojego Tygryska, za zaangażowanie, za to, że mu się chce… Bestia jest niesamowicie ambitna. Chce i zdobywać medale na turniejach szachowych, chce błyszczeć na scenie, chce mieć same piątki i tarczę wzorowego ucznia, marzy mu się puchar w zawodach jeździeckich i powoli pracuje, aby zagrać w jakimś konkursie skrzypcowym…

Jednym słowem wszystko chce. Na razie jakoś wszystko ogarniamy, ale powoli ja mam dość i czekam cierpliwie aż moje dziecko zacznie powoli ograniczać swoje zainteresowania. Zastanawiam się, co będzie pierwsze?? Mam nadzieję, że nie nauka, choć Madzia pisze strasznie powoli! Bez błędów, ale powoli!
A tu tym razem ostatnio do tego całego napiętego planu dołączyły jakieś dzwoneczki czy cymbałki… Nie mam pojęcia. Tygrysek wyczaił jakieś dodatkowe zajęcia z muzyki w szkole i się na nie wpakował. One są w piątek. Dla Tygrysa tak nieistotne jest przekazanie mamie informacji, że nie mam możliwości zorientowania się, co to dokładnie jest. Jedynym śladem są karteczki z pięciolinią, na których są popisane dźwięki „sol, do…”, które wklejam do zeszytu nutowego…

Nie wspomnę już o ćwiczeniu nut na skrzypcach, na które mamy mało czasu… I o tym, jak muszę śpiewać „Mam chusteczkę haftowaną” i inne a Tygrysek gra (nie wspomnę jak grają skrzypce, gdy ktoś się na nich uczy!)… O kilku workach, w których mam tu sprzęt na teatr, tu na balet, tu na tańce, tu na gimnastykę… Tu ciasteczka przygotować dla koleżanek, tam pamiętać o termosiku z piciem, tam w ciągu godziny upichcić obiad… I jeszcze czytanie (Tygrys kocha czytanie, jak zacznie to muszę wyrywać książkę – bo nie potrafi przerwać!)… I jeszcze pisanie (z tym mamy problem – bo wolno!)… I jeszcze przygotować wierszyk z dzieckiem, bo chce wystąpić na dniu poezji… I poprzyklejać piórka do wachlarza, bo chce być w szkole na imprezie i zagrać Hankę Ordonównę! I ma być wyszykowany kapelusz i długa sukienka z trenem…Uuuu… I biegam wokół dziecka… I padam wieczorem…
I tyle…