wtorek, 23 lipca 2013

Korzenie...


Na krótko przed wyjazdem do sanatorium z czystej ciekawości i dla zabicia nudy wklepałam parę liter w telefonie i… I po kilku chwilach spojrzały na mnie oczy Tygryska… Identyczne oczy, których widokiem każdego dnia się nacieszam… Ciekawość wzięła górę, poszperałam, spojrzały na mnie podobne oczy, niemniej oczy mojego Tygryska są identyczne! Nawet identyczne jest spojrzenie mojego Broja…
Sprawiło mi to ogromną radość, widziałam kobietę ładną, zadbaną, czytałam jej poprawne relacje z dziećmi, poznałam jej zainteresowania…
Gdy ochłonęłam, na spokojnie podzieliłam się tą wiedzą z Tygryskiem. Tygrysek ochoczo patrzył w telefon, dosyć spokojnie kontemplował spojrzenie mamy biologicznej…
- Podoba ci się??
- Taak…
-To dobrze!
- A kiedy ją poznam???
- Jak dorośniesz, to pójdziesz do OA lub sądu i poznasz adres mamy, możesz ją wówczas odwiedzić….
To na razie Tygryskowi wystarczyło. W zasadzie, przyjmując do adopcji Tygryska, zdawaliśmy sobie sprawę, że nasze dziecko mając prawo do swoich korzeni, wcześniej czy później odnajdzie swoją rodzinę biologiczną. Nie przypuszczałam, że tak szybko spojrzę w oczy kobiety, która urodziła Tygryska.
Minął miesiąc, może półtora, Tygrysek nie wracał do tematu, ja też nie, aż pewnego razu poprosił:
- Mogę jeszcze raz zobaczyć tamtą mamę??
- Możesz…
Wzięłam telefon, poszukałam, podałam dziecku zdjęcie. Tym razem Tygrys patrzył dłużej, po czym westchnął i zapytał:
- Kiedy ja wreszcie zobaczę swój prawdziwy dom?
Ręce mi opadły…
- Madziu, a tu, co masz???
Tygrys się pokapował i powiedział:
- No tak, przepraszam… To jest mój dom mamusiu!
Rzucił się w moje ramiona, przytulił, płakał, ale już go korciło, aby zdobyć więcej informacji o mamie biologicznej.

Powiedziałam o tym przyjaciółce, ta najpierw potępiła moje postępowanie, niemniej jednak przyznała mi rację. W dobie dzisiejszej, dobie kopalni informacji w Internecie dla dziecka adoptowanego już nie jest problemem odszukanie swoich rodziców biologicznych. Myślałam, że to nas czeka za 12 lat. Nieprawda. Jeszcze parę lat i Tygrysek nawiąże kontakt z mamą czy rodzeństwem. Pozna komputer, Internet, nauczy się pisać, wpisywać właściwe zapytania w google – i wyniki będą! Szybko… Wystarczy, że wrzuci do sieci swoje oczy i każe szukać podobnych… I będą.
Wyprzedzając Tygryska mam niejako do pewnego czasu kontrolę nad jego poszukiwaniami. Mogę się łudzić, że podchodząc do tematu na spokojnie, spowoduję, że Tygrysek nie zejdzie do „podziemia”. Może będzie się dzielił ze mną swoimi „osiągnięciami”. Tego nie wiem. Ale jedno jest pewne, sporo zależy od mamy biologicznej Tygryska. Czy tamta mama będzie na tyle wyrozumiała i na tyle taktowna, aby czekać, aż młodociany Tygrysek się „wyszumi” pod naszymi skrzydłami??? Czy nie zacznie nim manipulować??? Bardzo się tego obawiam!
Trafiło nam się mądre, inteligentne dziecko, wrażliwe i uczuciowe. Okres dorastania będzie bardzo burzliwy w przypadku naszej córki. Bestia jest cwana, ale nim osiągnie „życiową mądrość” będzie bardzo podatna na ingerencję z zewnątrz.
Obawiam, się, że coraz częściej, nie dojrzałe osoby, ale nastoletnie adoptowane dzieci będą nawiązywały kontakt ze swoimi bliskimi. Tygrys nie będzie pierwszy! Mam nadzieję, że jeżeli się do tego należycie przyłożę, to do pewnego momentu będę miała możliwość kontrolowania jego poczynań w tym zakresie. Najważniejsze jest to, że nie tworzymy z tego tematu tabu, nie histeryzujemy, że nie chcemy, nie zachęcamy i nie odradzamy.
Często padają słowa, dziecko będzie takie jak je wychowacie…Często na Bocianie dziewczyny próbują genetykę przykryć wychowaniem… Poczytałam sporo, statystyki są jednak proste:
40- 60 % - genetyka,
40-60 % wychowanie…
I… Ważne wydarzenia losowe, które mogą wszystko zakłócić!
I wracając do genetyki – już wiem, dlaczego Tygrys kocha farbowanie włosów na blond, już wiem, dlaczego kolorowe buty na wysokim obcasie to jest jego marzenie! Już wiem, dlaczego wymalowane paznokcie będzie miał… Reszty nie wiem, ale znając życie dowiem się wszystkiego, może już za cztery, może sześć a może dopiero za 10 czy 12 lat…
I pozostaje mi mieć nadzieję, że mama biologiczna Tygryska kierując się dobrem dziecka nie zaingeruje zbytnio w nasze poczynania… A potem w przyszłości chciałabym, aby Tygrysek wybrał jednak nas… Ale co będzie - czas pokaże!

 

wtorek, 11 czerwca 2013

Szkoła muzyczna

Egzaminy do szkoły muzycznej to chyba nie jest bułka z masłem…

W pierwszym dniu dzieci…
W tym dniu padało. Tygrysek miał iść do przedszkola, ale tak padało, że psa z kulawą nogą nie sposób było wygonić na dwór. Spałyśmy w najlepsze do dziewiątej, potem powoli rozkręcałyśmy się i jak zwykle spieszyłyśmy się, aby zdążyć. Jednym słowem tak, jak przystało na prawdziwe kobietki!
W szkole przed salą zgromadził się już spory tłumek. Wszyscy spięci i wyciszeni. Dzieci siedziały skupione obok rodziców. Tu nie ma to, tamto… Nawet Tygrys spoważniał. O dziwo nie brykał. Blady strach padł na mnie, gdy jedna z mam powiedziała, że badanie psychologiczne polega na tym, że dzieci będą pisały test. „Jak to pisały test??? Jeszcze dzieci szkoły nie zaczęły a już muszą pisać test??? Jak sobie poradzi Tygrys???”… Jednym słowem byłam przerażona, ale na szczęście nie sprzedałam moich lęków Madzi. Ta weszła do sali z uśmiechem na ustach, z długopisem w rączce, z nowo poznaną koleżanką. Usiadła w ławce, pierwszy raz i ze stoickim spokojem czekała na rozpoczęcie egzaminu. Ja na korytarzu prowadziłam pogawędki z innymi mamami. To dziecko gra na pianinie, miało już swój pierwszy koncert, tamto w domu ma tatę muzyka… Tylko Tygrysek ma „parcie” na te skrzypce, tylko Tygrysek nie gra na instrumencie, tylko… Ach, zrobiło mi się głupio. Może rzeczywiście Madzia nie pasuje do tej szkoły???
Po godzinie pisania testu – 4 strony A4 – zadowolony Tygrys wyszedł z sali.
- Madziu! Jak poszło! Dałaś radę??
Zdziwiony i zadowolony z siebie Tygrysek powiedział:
- Tak mamo! (Powiedział to tak swobodnie, jakby taki test pisał raz w tygodniu, co najmniej!)
- Jakie były pytania?
- Nie pamiętam!
- Nic?
- No nie… Było takie: kto ścieli twoje łóżko rano po tobie… Ty czy ktoś inny?..
- I jaką dałaś odpowiedź?
- Mamo, ja pomyślałam, że lepiej będzie jak napiszę, że ja ścielę! Dałam odpowiedź A, że ja!
- Ależ Madziu! Ty nawet do twojego łóżka nie zbliżasz się do spania! Ty wchodzisz do mojego gotowego i z niego wychodzisz, a twoje łóżko omijasz szerokim łukiem!
- I jakie inne były pytania??
- Czy chcesz iść do szkoły? A - bardzo, B – nie chcę!
- I co napisałaś??
- Że bardzo, choć tak naprawdę, to nie chcę chodzić do szkoły!
- Ty cwaniaku! Kuty jesteś na cztery łapy!
- Szkoda mamo, że nie było pytania: czy kochasz mamę i tatę! Wtedy dopiero bym im napisała! Ja kocham mamę i tatę!... Ale takiego pytania nie było!
- No dobrze… Może kiedyś zobaczymy, co ty tam nawciskałaś w tym teście! Ale nic, masz jeszcze przesłuchania a ja i tak jestem z ciebie dumna! Byłaś dzielna! Dałaś sobie radę i chyba ci się nudziło….
Tygrysek musiał mieć sporo czasu albo nie uważał, bo wykorzystał w ręce długopis i porobił sobie tatuaże na dłoniach jak należy… Nawet całkiem ładne kwiatki sobie wymalował!
Po teście dzieci zeszły na dół do sali z pianinem, gdzie pani uczyła je melodii…. La, la, la,la…

W drugim dniu pędzę do przedszkola, nie, nie pędzę, idę, mamy sporo czasu do lekcji w szkole muzycznej. O dziwo, Madzia dzisiaj miała wyjście z grupą na lody w ramach dnia dziecka i jest czysta! Dobrze, bo zapomniałam zabrać jej ubrania na przebranie! Mając sporo czasu idziemy na piechotę. Tygrys jęczy po drodze! „Nie możemy chociażby pojechać autobusem?” lub: „Nie! Ja nigdy nie będę chodzić do tej szkoły na nogach! Musisz mnie wozić! Rozumiesz?!” Trochę mi to podniosło ciśnienie, ale cóż, doszłyśmy! Wcale nie było daleko!
Tym razem przesympatyczna pani czytając listę zapraszała kolejno dzieci do sali. Chciała je poznać, bo to ona za dwa dni będzie oceniała indywidualnie ich przydatność do szkoły muzycznej. Sprawiała wrażenie kompetentnej, konkretnej nauczycielki, która wie jak wyegzekwować w sympatyczny sposób odpowiednie zachowanie uczniów. Przed zamknięciem sali powiedziała:
- Za 55 minut oddam państwu dzieci, w tym czasie możecie państwo zapoznać się ze szkołą lub pójść na spacer. Niemniej proszę o pozostanie, chociaż jednej mamy, która pomoże dzieciom trakcie lekcji skorzystać z toalety, gdy zajdzie taka potrzeba.
Ja skorzystałam z opcji poznawania szkoły… Tu zza drzwi nękało mnie męczenie skrzypiec, tam brzdąkanie pianina… Poczytałam ogłoszenia, szkolne gazetki i… I zrozumiałam, że Tygrys pcha się w kierat! To nie tylko kilka godzin po południu, to nie tylko pół godziny każdego dnia ćwiczeń w domu! To ciężka praca, to jakieś wyjazdy, jakieś granie w zespole czy orkiestrze. To bieganie, czekanie na nauczyciela, ogarnianie kolejnej zmiany planu, egzaminy, zaliczenia, przesłuchania, chór. Zmartwiło mnie to! Chciałabym, aby Tygrys miał radosne dzieciństwo, aby w życiu się nacieszył i za mamę i za tatę! Czy to radosne dzieciństwo niebawem się skończy?...
Z moich koszmarnych myśli wyrwało mnie dziecko, jak zwykle zadowolone, uśmiechnięte, dziecko, które już paplało do nowo poznanych koleżanek. W miarę sprawnie ubrałyśmy się i popędziłyśmy do MDK na gimnastykę. Jak ja w przyszłym roku wszystko pogodzę??? Nie chciałabym zrezygnować z ćwiczeń gimnastycznych! One poprawiają kondycję dziecka, prostują kręgosłup. Na dzień dzisiejszy nie ma takiej opcji, aby odpuścić gimnastykę!

W dniu trzecim w auli szkoły odbył się koncert, na którym były prezentowane instrumenty, na jakich można się uczyć grać w szkole. Tygrysek najpierw spoczął obok mnie a potem pobiegł do dzieci i usiadł obok sceny. Dzieci prezentowały instrumenty, grały krótkie utwory, a „robaki w pupie” Tygrysa gnały go od jednej koleżanki do drugiej na pogaduszki. W końcu pani dyrektor weszła na scenę i poprosiła dzieci o ciszę. Jej groźne spojrzenie wycelowane było w Tygrysa… No właśnie! Jak taki temperament znajdzie się w szkole wyciszenia i muzyki??? Przecież cisza, spokój to rzeczy dla Tygrysa najmniej pożądane! Może ja jestem złą matką, może ja się nie znam, ale ja nie widzę Tygrysa w tej szkole! Pomijam już to „jęczenie” na skrzypcach, ale ja nie widzę takiego żywiołu w tych murach...
Wracając do domu pytam:
- Madziu, może już masz dosyć??? Może zrezygnujemy z jutrzejszego dnia???
- Nie mamo! Ja będę ci grała na skrzypcach!
- Uuuuu….

Ostatni dzień… Przesłuchania.
Aby obrzydzić Madzi szkołę poszłyśmy do niej na piechotę. Tygrys nie lubi chodzić, ale tym razem nie jęczał. Szedł zadowolony jak należy. Z radością wszedł do sali przesłuchań. Równie szczęśliwy z niej wyszedł po około 10 minutach. Pani wyszła za nim i zakomunikowała mi:
- Skrzypce, flet i fortepian, tam dziecko chce iść…
Skrzypce to wiem, flet może być, ale fortepian??? Madzia nigdy nie grała na pianinie! A tu jest cała rzesza rodziców, którzy chcą, aby ich dzieci grały i to grały wyłącznie na fortepianie. Teraz dopiero zaczął się test, test cierpliwości! Do fletu było kilka osób w kolejce, do skrzypiec nieco więcej, ale na fortepian to dopiero było oblężenie sali! Tyle chętnych na jedno miejsce???
Do fletu Tygrysek wszedł sam… Nie życzył sobie mamy, więc nie wiem, na czym polegało to przesłuchanie, z wiodącym instrumentem było to samo, Madzia weszła do sali sama, pani obiecywała, że potem mi powie, ale nic nie powiedziała. Komisja obejrzała dłonie Tygrysa, coś się pytali i jak mu poszło nic nie wiem!
Na fortepian czekałyśmy długo… Prawie dwie godziny w kolejce! Miałam ochotę już wyjść, ale Tygrysek nie dawał za wygraną. Chciał! Dla mnie to była strata czasu, ale Madzia bawiła się doskonale! Zorganizowała dzieciom zabawę. Przejęła czyjś smartfon z jakąś grą i dyrygowała grupą dzieci, które kiedy i jak ma grać. Słuchałam jej wyliczanek. Co druga kolejka do grania padała na moje dziecko. A reszta wpatrzona w nią jak w obraz się na to zgadzała. W końcu grał każdy! I to jest właściwe miejsce dla Tygrysa, wśród dzieci, wśród zabawy, wśród śmiechu, a nie miejsce przy fortepianie! W ciszy i skupieniu nad klawiszami.
Madzia sama weszła do sali z dwoma fortepianami! Tym razem wyszła po kilku chwilach i pobiegła do bawiących się dzieci! Ale tym razem poprosiła mnie pani i zakomunikowała:
- Dziewczynka jest bardzo rezolutna… Ma miękkie i plastyczne dłonie. Powiedziała, że macie państwo w domu gitarę i klawisze. Proszę jej już nie dawać klawiszy będziemy ćwiczyć palce z kuleczkami klawisze to popsują, tam inaczej się uderza w instrument…
- Madzia nadaje się na fortepian???
- Oczywiście! Pani wie, o wymogu posiadania instrumentu w domu???
- Taaaakkkk…. Kupimy jej… Ale ja nie chcę muzyka w domu! Już jeden jest w rodzinie i jeździ po świecie, ja chcę dziecko mieć przy sobie, a ono wszystko robi, aby jak najszybciej mi zwiać!
- Ona wyjedzie???
- Myślę, że tak…
Wyszłam zaskoczona! Tygrys i fortepian! Ale najważniejsze jest jednak przesłuchanie, a to nie wiem jak poszło. Po czterech dniach egzaminu nie wiem czy Tygrysek się dostał do szkoły muzycznej. Nie mam pojęcia ile jest kandydatów na jedno miejsce. Jedno jest pewne – sporo…. Sporo dzieci już gra na jakimś instrumencie, pierwsze szlify mają już za sobą. Sporo rodziców pcha dzieci do tej szkoły, bo ponoć muzyka rozwija myślenie, ponoć te dzieci się lepiej uczą, bo mają jakieś ambicje…
A ja wredna matka kibicuję Tygryskowi, aby się nie dostał, bo żal mi dziecka w tym kieracie. Państwowa szkoła muzyczna to kierat. Opanowanie instrumentu to ciężka praca…

Co dalej będzie zobaczymy. Wyniki za tydzień, może dłużej…

 

piątek, 24 maja 2013

Dialogi na dzień mamy.

Wieczorem wtulone w siebie zasypiamy z Tygryskiem. Nim ogarnął nas sen Madzia wyszeptała:
- Kocham ciebie mamo!
- Ja też ciebie kocham! Śpij!
- Mamo, ale ja ciebie kocham, bo mnie tak dobrze wychowujesz!
- Co proszę?!
- No mamo! Ty mnie bardzo dobrze wychowujesz, dlatego ciebie kocham!
- Naprawdę??
- Tak!
- To śpij kochanie…
 
Kiedyś, nim wtuliłyśmy się w siebie snułyśmy jeszcze plany o naszej przyszłości, marzyłyśmy o naszym domku, który być może w końcu zaczniemy budować…
- I mamo ja będę w nim mieszkała i moje dzieci! Tak dzieci i babcia…
- Chcesz, żeby z nami mieszkała babcia?
- Nie mamo! No przecież ty będziesz babcią!
- Ano tak! Zgadza się! I zaprosisz do tego domku twoją pierwszą mamusię?
- Tak mamo! Zaproszę ją! Pokażę jej jak mieszkam! Ale zawsze będę ciebie kochała! Bo ta mama, która mnie wychowuje jest dla mnie ważniejsza a nie ta, która, mnie oddała! Pokażę jej domek, ale kochać będę tylko ciebie, bo ty jesteś najważniejsza.
- Chciałabym, żeby tak było…
- Tak będzie mamo!
 
Wieczorem po kąpieli wycieram Tygryska. Madzia się do mnie przytuliła i tak wypaliła:
- Mamo! Szkoda, że jesteś taka stara i nie możesz urodzić mi siostrzyczki!
- Uuuuu… Szkoda… Nawet jak byłam młoda to nie mogłam…
- Ale mamo, będziemy się cieszyć z tego, co mamy!
- Tak?? A co mamy!?
- No jak to, co?? Mamy małego BROJA! I możemy z nim pojechać do Turcji albo… Albo do Chin! No właśnie mamo! Dlaczego nie wyjeżdżamy do Chin! Pojedźmy do Chin! Proszę…
 
Rano szykuję Madzi strój na występ w przedszkolnym teatrzyku. Wkurzam się, bo Madzia na ostatnich zajęciach zniszczyła czarną bluzeczkę białym klejem, mimo, iż miała fartuszek ochronny, ale ten gdzieś zaginął! Dyrdam, więc na nią. Ta mnie obserwuje i w końcu ucina tak moje marudzenie:
- Mamo! Ale przecież ty i tak mnie kochasz najmocniej!...
 
Gotuję obiad. Wokół po kuchni pomaga mi Tygrysek. Przyprawia mięsko, podaje wszystko, o co go poproszę. Biega ze swoim białym krzesełkiem tam i tu… W pewnej chwili go złapałam, przytuliłam i zapytałam:
- Dlaczego ja mam takie szczęście, że trafiła mi się taka córeczka, która tak wspaniale mi pomaga??? Dlaczego mi tak pomagasz Madziu??
- Jak to dlaczego?? No mamo! A jak mnie boli brzuszek, gardziołko, główka czy nóżka, to, kto mi pomaga?? Ty! Tylko ty!
 
Nad ranem Tygrysek wyślizgnął się z łóżka…
- Co robisz Madziu??
- Idę „sisi”…
- Już świta… Poradzisz sobie???
- Dam radę!
- To idź i szybko wracaj…
Tygrysek wrócił, zziębnięty wtulił się w kołdrę. Grzałam jego ciałko, głaskałam, ale to nie pomagało dziecku zasnąć. W końcu Tygryskiem zaczęło szarpać i dał się słyszeć tłumiony szloch. Przerażona się podniosłam…
- Madziulek co się stało??? Dlaczego ty płaczesz???
Spojrzały na mnie przepiękne oczy tonące we łzach.
- Mamo! Ja płaczę ze szczęścia! Ja się cieszę, że mam rodzinę! Mam mamę i tatę! I wy najmocniej mnie kochacie!
-Madziu…
Zaczęłam, ale Tygrysek wtulił się we mnie i poprosił:
- Mamo. Ale teraz to ty nie płacz! Przecież jesteśmy wspaniałą rodziną!
- Najwspanialszą!
I naszego szczęścia dopełnił tato, który z pokoju Tygryska usłyszał ruch w sypialni. I cała szczęśliwa rodzina tuliła się do siebie w pierwszych promieniach wschodzącego słońca.
 
Na 20 rocznicę ślubu tato sięgnął na półkę z albumami i wydobył jeden, w którym były zdjęcia z naszej wycieczki do Grecji. Byliśmy młodzi, pogodni. Ze zdjęć patrzą ludzie, pełni wiary w szczęśliwą przyszłość. Tygrys przygląda się rodzicom…
- Mamo! Szkoda, że teraz nie jesteście tacy młodzi!
- No cóż… 20 lat to kawał czasu, choć mija szybko…
- Ale mamo jak mnie urodziłaś to pamiętam, że też byłaś młoda! Miałaś takie długie kręcone włosy…
Zapadła cisza. Nie poprawialiśmy Tygryska, ten jednak się skapował i tak wypalił:
- Aj! Przepraszam, ty mnie nie urodziłaś! Ale i tak, jak mnie brałaś to byłaś młoda i piękna! Miałaś długie włosy… Pamiętam!...
 
Na pokazach gimnastycznych opiekuję się dziewczynkami. Madzia całą zimę chorowała, więc tak naprawdę była tylko kilka razy na ćwiczeniach. Przed występem mobilizuję grupę:
- Dziewczyny starajcie się, aby wam ładnie wyszło i uśmiechajcie się. Nawet jak coś pomylicie, to nic! Uśmiech na paszczę i dalej!
Na to przerwała mi jedna z dziewczynek:
- Proszę panią! My mamy patrzeć na Madzię! Ona najlepiej ćwiczy! Mamy robić to, co ona!
Urosłam! Urosłam ogromnie! Wzruszona powiedziałam:
- To patrzcie na Madzię i uśmiechajcie się do wszystkich a wypadniecie bardzo dobrze!
I dzieci wypadły dobrze!
 
Niedawno, po śniadaniu w niedzielę tak sobie gadamy w kuchni. Tygrysek jeszcze w piżamce z rozwichrzonymi włoskami bryka. Patrzę na niego i mówię:
- Kocham ciebie najmocniej!
- Ja też cię kocham!
- A co byś zrobiła, gdyby mama przestała ciebie kochać???
- Mamo! Ja wciąż bym ciebie kochała!
- Taaak??? Dlaczego??
- BO MIŁOŚĆ ZWYCIĘŻA!

poniedziałek, 20 maja 2013

„Grzeczny Brój”

Czeszę rano Madzię. Madzia ma włosy gęste, lekko kręcone. Takie włosy doskonale nadają się na wszelkiego rodzaju fryzury, ale do rozczesywania są okropne. Szczotkuję je, więc specjalną szczotką, ale to i tak niewiele pomaga. Tygrys jęczy i marudzi. W końcu podczas porannego czesania tak do mnie wypalił:
- MAMO! CZY JA CIEBIE PROSIŁAM O TAKI BÓL???

W czwartek odbieram wcześniej Tygryska z przedszkola, ponieważ mamy zajęcia w teatrze. Jest piękna pogoda. Dzieci bawią się na podwórku. Tygrysek szaleje, płacze, wrzeszczy i krzyczy:
- No tak! Ja się nigdy nie mogę pobawić z Oliwią! Zawsze mnie zabieracie!
- Ale Madziu, cały dzień w przedszkolu byłaś to miałaś okazję się pobawić!
- Ale bawiłam się tylko jeden raz! Nie chcę nigdzie iść! Nie lubię teatru… Nigdzie nie pójdę! Nie ! Nie!
Do tego łzy, smarki, wrzaski i cała oprawa. Ja idę obok Tygryska a ten rzuca się i płacze jeszcze mocniej widząc na horyzoncie widownię. Na ławce obok chodnika siedzi i stoi obok grono staruszków i przyglądają się przedstawieniu. Tygrys gra doskonale. Wrzeszczy i buczy tak głośno, jak potrafi. Jeden z panów tak zaczepił Tygryska:
- Dziewczynko, ale ty pięknie śpiewasz!
Na to wnerwiony Tygrys przyspieszył a z jego piersi się wyrwało jeszcze głośniej:
- UUUUUUU….
Na to panowie zawołali:
- Ooooo! To ty jeszcze ładniej potrafisz śpiewać?!
Ja nie wytrzymałam. Pękłam. Zaczęłam się rechotać. Tygrys zdumiony w końcu przestał wrzeszczeć i zapytał:
- Mamo! Dlaczego się śmiejesz???
- Bo „pięknie” śpiewasz córeczko! Popatrz wszyscy się śmieją!
Tygrys rozejrzał się, ale na szczęście nie czekał na „oklaski”. Po czym spokojnie i z uśmiechem na ustach dotarłyśmy do teatru!

To przedstawienie było obserwowane przez personel z przedszkola. Nazajutrz, jedna z pań nagadała Tygryskowi, że to nieładnie, że niegrzeczna Madzia wczoraj była, że wstyd…
Madzia zdaje z tego relację, którą podsumowała tak:
- I wiesz, co mamo! Mi wcale nie było wstyd! Wcale się nie wstydzę, że tak wczoraj się zachowywałam!
W mojej głowie mała czerwona lampka powiększyła się trzykrotnie. Jeszcze kilka takich wynurzeń a w mojej głowie zacznie mrugać wielki czerwony sygnalizator.

Rano siedzimy już w aucie i powoli wyruszamy z parkingu do przedszkola. Tygrysek pyta z przejęciem:
- Grzeczna jestem mamo???
- Grzeczna! Może być!
- No właśnie! JESZCZE SIĘ DZIEŃ NIE ZACZĄŁ A JA JUŻ JESTEM GRZECZNA!
Parsknęliśmy śmiechem!

Tygrys wraca z przedszkola. Wpada na pomysł, aby wymusić jakąś nagrodę i tak zaczyna:
- Mamo! A ja dziś byłam grzeczna! Bardzo grzeczna! Nie byłam na miejscu wyciszenia ani razu! Naprawdę zero!
- Taaak??? A ile razy pani na ciebie krzyczała???
Tygrys przystanął policzył na palcach i początkowo pokazał trzy, potem pięć a w końcu się wykapował i powiedział:
- Jeden raz! Tylko jeden!
- Madziu… Nie bajerujesz mamy przypadkiem??
- No dobrze! Trzy razy, ale na miejscu wyciszenia byłam tyle razy (pokazuje zamkniętą piąstkę). Zero! Rozumiesz?! To jak? Byłam grzeczna???
- Tak! W miarę byłaś grzeczna!
- To kupisz mi jajko z niespodzianką. Proszę… Plisss…
I tu zaatakował mnie najwspanialszy błysk w oczach i uśmiech tryumfu od ucha do ucha!

Idę do przedszkola po Tygryska. Wchodzę na plac zabaw, prawie wszystkie grupy są na dworze. Szukam Madzi… Nie ma… Nagle drzwi się otwierają, wybiega grupa szósta na dwór. Na czele grupy Tygrys z wielkim wrzaskiem pędzi jak „pershing” do bawiących się dzieci. Biegnie koło mnie, wołam:
- Madziu, Madziu!
Ale moje „Madziu” zagłuszone jest przez głośne „oooo”. Tygrys nie zwraca na nic uwagi i biega po placu jak wilk wypuszczony z klatki, robi kółka, szaleje. Stoję przerażona pośrodku gromadki dzieci. Podeszła do mnie pani, skruszona tak się zaczęła tłumaczyć:
- Bo wie pani… Madzia tak zawsze wybiega! Ona już nie mogła się doczekać, kiedy wyjdziemy na dwór, a krzyczy najgłośniej! 
Wiem, że Tygrys krzyczy najgłośniej, wiem, że biega jak szalony… I to jest chyba oznaka, że mój Brój jest szczęśliwy, szczęśliwy i w końcu zdrowy!

 

środa, 8 maja 2013

Szkoła muzyczna

 Kiedy Tygrysek miał niecałe dwa lata trafiliśmy z nim do Empiku. Tam stał fortepian, właściwie to zakończył się chwilę temu koncert. Wokół instrumentu siedzieli jeszcze słuchacze. Nam jak zwykle Tygrys dał dyla i nim się spostrzegliśmy był już na scenie i wdrapywał się na taboret pianisty. Usiadł niezwykle prosto i zaczął uderzać w klawisze.
Widowisko było piękne. Zjawiskowo ładna dziewusia, prosto siedząca przy klawiaturze wydobywała dźwięki z instrumentu…Moje zaskoczenie przerwała starsza pani, która podeszła do mnie i powiedziała:
- Ta mała nie gra przypadkowo! To nie jest zwykłe bębnienie dziecka po klawiszach. Ona słucha, co się wydobywa z fortepianu. Dziecko ma talent. Nie zmarnujcie tego…

Na spacerze na Rynku jak zwykle grała kapela ze Wschodu. Tygrys we wózku ani myślał o dalszej drodze. Siedział i słuchał muzyki, tak słuchał, że aż zaskoczony przechodzień podszedł do mnie i powiedział:
- Ale ta mała słucha muzyki! To niesamowite!

Podczas tej zimy byliśmy w Hotelu na Skale. Wieczorami urządzane są tam koncerty fortepianowe. Pan grał a Madzia z innymi dziećmi przeszkadzała muzykowi w pracy. Ten ją przywołał z koleżanką i przeegzaminował dzieci z piosenek, jakie znają. Potem grał im na fortepianie a dziewczynki śpiewały. Po skończonym występie pianista nas zagadnął:
- Państwa córcia ma bardzo dobry słuch muzyczny. Powinna chodzić do szkoły muzycznej…
I tu trochę miłych zdań usłyszeliśmy…

Niedawno W ramach chorowania Tygrysa trafiliśmy w sobotę do przychodni. Czekając w kolejce Tygrysek grał sobie na wirtualnej gitarze w telefonie taty. Obserwowała to jedna z mam czekających również do lekarza, po czym uświadomiła tatę:
- Tylko 3% populacji ma doskonały słuch muzyczny, szkoda to zmarnować. Powinniśmy dziecko posłać do szkoły muzycznej… itd…

Kiedyś pytam Tygryska:
- Madziu, co będziesz robić za rok?
- Będę uczyć się grać na skrzypcach!
- Uuuu… A za dwa lata, co będziesz robić??
- Uczyć się grać na skrzypcach!
- A za dziesięć lat, co będziesz robić???
- Mamo! Będę grała na skrzypcach!

Oglądamy film, starą Różową Panterę. W jednej ze scen inspektor Crusoe wyjął skrzypce i zaczął na nich rzępolić, straszliwie rzępolić. Spytałam:
- Madziu i ty też tak będziesz nam rzępolić???
- Nie mamo! Ja będę grała jak tamta dziewczyna! (Vanessa-Mae)

OK.! Tygrysek sam chce iść do szkoły muzycznej. Początkowo marzył o graniu na flecie, ale im bliżej mamy do terminu egzaminu do szkoły tym częściej słyszymy „skrzypce”. Już nawet Tygrys się dowiedział ile takie skrzypce do nauki gry kosztują… Złożyłam dokumenty i czekam. Jeżeli zda egzamin będę miała dodatkowe bieganie po mieście z instrumentem. Jeżeli nie zda będę miała więcej czasu dla siebie. Niemniej jak sobie pomyślę o tym „skrzypieniu” skrzypiec w moim domu, to ciarki mnie przechodzą. Nie mamy nic przeciwko spełnianiu pragnień naszego dziecka, ale dlaczego to akurat muszą być skrzypce???
Uuuuu….

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Dialogi… Dla każdego zawsze coś wesołego!

Ledwo Tygrysek po chorobie poszedł na dwa dni do przedszkola, to wrócił „przeszkolony” w dziedzinie „wampirów”. Tak więc bawimy się w owe wampiry, pijemy krew i jemy mięso…
W pewnej chwili pytam Tygryska:
- A jakimi my jesteśmy wampirami?
- Dobrymi!
Korzystając z okazji pytałam dalej:
- Madziu, a na jakiego człowieka chcesz wyrosnąć?
- Na dobrego, mamo! (Odpowiedział poważnie.)
- A jakim jesteś dzieckiem?
- PSOTNYM!

Rano, nim Tygrysek wstał z łóżka, poddawał się pieszczotkom… Rozkokoszony chętnie nadstawiał pyszczek do całusków.
- Oj, pieszczoszek to ty jesteś! Olbrzymi! Czyj jesteś pieszczoszek?
- Mamy, taty, Nikoli, cioci Gosi, dziadka…
- Nie za dużo tych osób?
- MAMO! ALE BRÓJ TO JESTEM TYLKO WASZ!

Wieczorem, jakoś tak mnie napadło, aby spać z Tygryskiem w jego łóżku. Wykonałyśmy kilka fikołków, nim ułożyłyśmy się w łyżeczkę na jej wąskim łóżku…
- Mamo, ale ja z Kajetanem będę miała takie podwójne, duże, łóżko, no wiesz jakie?
- Tak! Wiem! A kto na nie zarobi??
- Kajetan!
- Acha… A co on będzie takiego robił???
- Mamo! Kajetan będzie produkował zabawki i roboty XL!
- To świetnie!
- A ty kim będziesz???
- Mamo! Zgadnij!
- No nie wiem??? Chyba szefem tej fabryki Kajetana???
- Nie mamo! Zgaduj!
- Nie mam pojęcia! Madziu, kim ty możesz być… No może aktorką!
- Nie mamo!
- Poddaję się!
- Mamo! JA BĘDĘ SPRZEDAWAŁA MIĘSO!
- Co takiego???
- No będę sprzedawała mięso, takie jak wołowina, kurczaki…
W tym momencie nie wytrzymałam, zaczęłam się rechotać!
- Madziu…
- Nie! Wy wszystko mi psujecie! Niszczycie mi moje plany na przyszłość! (Rozżalony Tygrysek wtulił się w poduszkę i był śmiertelnie obrażony.)
- Ależ Madziu! Dobrze! Jak chcesz być panią sprzedającą mięso to muszę ciebie nauczyć liczyć, abyś dobrze sprzedawała!
- Nie! Nie musisz! PRZEZ CIEBIE TERAZ MUSZĘ ZMIENIĆ PLANY!
I rozgniewany Tygrysek powoli zasypiał…

Tygrys uwielbia teatr. Ostatnio ćwiczymy balladę „Pani Twardowska” –  mama jest narratorem, tato panem Twardowskim a Tygrysek Mefistofelesem. Do kolejnej próby Tygrysek przygotował rekwizyty i nim się pokapowaliśmy pojawił się z wymalowaną buzią flamastrami… Gdy opanowaliśmy skoki naszych brzuchów zapytałam:
- Madziu! Dlaczego tak sobie pomazałaś buzię???
- Mamo! NO PRZECIEŻ MUSZĘ MIEĆ JAKIŚ ZNAK, ŻE JESTEM PRAWĄ RĘKĄ BELZEBUBA!
I po próbie włożyłam „PRAWĄ RĘKĘ BELZEBUBA” do wanny i szorowałam, szorowałam mydłem i gąbką. Na szczęście „stygmaty” ustąpiły!

Podczas choroby, Tygrysek wpadł na swój pierwszy pomysł na „biznes”. Przybiegł do mnie ze starym kalendarzem książkowym i zawołał:
- Mamo! Ja będę miała taki biznes! Będę tu malowała portrety i je sprzedawała! Co ty na to??
- Super! To maluj!
- Ciebie już namalowałam!
- O… Pięknie!
- Tu masz mamo takie włosy bo ci wieje wiatr!
- Acha! Brawo! Namaluj teraz tatusia!
- MAMO! JAK MYŚLISZ??? MAM ZROBIĆ Z NIEGO TAKIEGO KAKTUSA???

Siedzimy same w domku. Na kolację przygotowałam grzaneczki z bułeczki z pastą jajeczną. Uwielbiam ciepłe bułeczki z taką pastą. Mniam! Siadłyśmy przy stole naprzeciwko siebie i zajadamy… Po kolejnej dokładce Tygrys zaskoczony zapytał:
- Mamo! Co ty robisz???
- Nic! Zajadam!
- Ile? (powiedział groźnym tonem.)
- Tyle ile mogę!
- MAMO! TY CHCESZ MIEĆ TAKI BRZUCH AŻ TU DO MNIE???
Spojrzałam na nasz spory stół!
- Nie Madziu, Takiego nie chcę mieć!
- To nie jedz więcej! Bo będziesz wyglądała jak gruby hot-dog!

Idziemy do przedszkola. Tygrysek snuje marzenia o domu i o zwierzętach, które będziemy tam hodować…
- Mamo i gąski też będą??
- Tak Madziu!
- To ja chcę trzy!
- Dobrze!
- To niech będą dwa chłopaki i jedna dziewczyna!
- To znaczy będą dwa gęsiory i jedna gąska?
- Tak!
- A dlaczego??
- Bo mamo, te gęsiory będą się biły o tą jedną samicę!
- Acha… Ale to niezbyt wesoło!
- Ale mamo! Będziesz musiała złapać tą gąskę i przytrzymać jej oczy, tak … (Tu Tygrysek demonstrował mi jak mam przytrzymywać zamknięte powieki gąski.) A ja będę jej malować oczy… Na różowo tutaj (powieki) i na czarno tu (palce Tygryska gładziły brewki).
Zaskoczona zatrzymałam się:
- Madziu, dlaczego???
- NO MAMO! JA MUSZĘ JE JAKOŚ ROZPOZNAWAĆ! MUSZĘ WIEDZIEĆ KTÓRA TO DZIEWCZYNA JEST! TAK BĘDĘ WIEDZIAŁA!
Na te słowa parsknęłam śmiechem! Nigdy nie wpadłam w swoim życiu na pomysł aby robić gęsiom makijaż!

Po południu przyglądam się Tygryskowi… Ma takie sino-zielone czoło z widocznym guzem.
- Madziu! Gdzie ty znowu szalałaś! Gdzie nabiłaś sobie takiego guza na czole!
- Ach mamo! To w przedszkolu….
- Jak to w przedszkolu??
- No jak… Bo mamo, chciał MNIE POCAŁOWAĆ FILIP A JA MU UCIEKAŁAM… No wiesz, uciekałam na płot i się walnęłam… No w płot mamo się walnęłam! No nie wiesz jak to jest???

Udało nam się wylicytować na allegro obraz, wieczorem udałam się z Tygryskiem na pocztę. Wracamy z dużą paczką pod pachą. Na przejściu dla pieszych złapało nas światło czerwone, więc popchałam Tygryska przodem aby przyspieszył i zszedł z pasów. Właśnie z za rogu wjeżdżał na krzyżowanie autobus. Madzia stojąc już na chodniku wołała do mnie:
- Mamo szybko! Mamo…
Przyspieszyłam…
- Wiesz co mamo! GDYBY CIEBIE PRZEJECHAŁ TEN AUTOBUS, TO JA WZIĘŁABYM TEN OBRAZ CI WYRWAŁA I SZYBKO POBIEGŁA Z NIM DO DOMU!...

Sprzątamy z Tygryskiem mieszkanie… Madzia ma pozamiatać przedpokój. Robi to na odwal się…  Po jej posprzątaniu, chwytam za szczotę i dokładnie zamiatam. Tygrys spogląda na kupkę śmieci i tak to komentuje:
- NAJWYRAŹNIEJ TO JA BYM CHCIIAŁA ABY U MNIE W DOMU SPRZĄTAŁ MÓJ MĄŻ, BO JA SIĘ TEGO NIGDY NIE NAUCZĘ MAMO!

 

 

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Niedziela…

W połowie marca mieliśmy już trzeci antybiotyk za sobą. Tygrys jak zwykle, choruje. Tym razem coraz ciekawiej. Czy to się wreszcie zakończy?? Przeważnie siedzę całymi dniami w domu, ale to też ma swoje dobre strony! Tygrys to tak określił:

-Z MAMĄ TO JAK Z DZIEĆMI, ALE MAMA JEST ZABAWNIEJSZA OD DZIECI.

Zaczęłam Tygryska uczyć pisać i czytać. Nawet przebrnęłyśmy to sprawnie! Mamy opanowane i ć, i ś i cz i teraz uczymy się ch. Jednak, w tym monotonnym z pozoru okresie mamy wciąż fantastyczne przygody. Chociażby ostatnia niedziela. Była wspaniała! Mimo wciąż niezbyt pięknej pogody jak na tę porę roku przystało w naszym domku nie brakowało śmiechu. Rano, do naszego łóżka przyszedł tato, który wrócił z delegacji. Jakoś mnie naszło na białą pościel, i był to fantastyczny pomysł. Po tylu latach spędzonych w kolorach w bieli bawiliśmy się doskonale! Jednak nie potrafimy w tym kolorze urządzić bitwy na poduszki, ale Tygrysa wytarmosiliśmy jak należy. Oczywiście, pisków, chichów, i przerw „ chcę siusiu” było sporo. W końcu, po kolejnym powrocie z toalety, złapałam Tygrysa i tak przygwoździłam, że nie miał możliwości ruchu, a ja miałam wolną rękę do gilgotek. W tej sytuacji, będąc blisko przegranej Tygrysek przeraźliwie głośno zawył. Razem tatą usiedliśmy z wrażenia. Tygrys wyskoczył z łóżka jak poparzony…
- Madziu, co się stało?

- MAMO! BO JA SIĘ POCZUŁAM TAK, JAKBYŚCIE ZARAZ CHCIELI MNIE ZABIĆ!

Na te słowa szczęki nam opadły i całą trójką wtuleni w siebie śmialiśmy się do rozpuku, po czym ponownie obezwładniliśmy nasze dziecko i wygilaliśmy je za cały tydzień jak należy!

Po tak cudownym poranku, przyszła kolej na mycie się. Czasami ja zabieram się za szorowanie zębów Tygryskowi. Dziecko to raczej gryzie szczoteczkę i zjada pastę, a my mamy przecież dysplazję szkliwa! Tu trzeba szczególnie dbać o zęby! W pewnym momencie zahaczyłam o rosnącą szóstkę. Tygrysem poczuł ból i zawołał:

- NO NIE! TY TO NAWET NIE DBASZ O MOJE ZDROWIE!

Na takie działo, nie mieliśmy żadnej riposty!

Przed obiadem Madzia, jak to się często zdarza, pomaga. Wpadła do kuchni z nałożonym fartuszkiem i zawołała:
- Mamo! Zwiąż mi!
Ja zajęta mieszaniem w garach nie zareagowałam natychmiast, więc Tygrys powtórzył:

- MAMO! PROSZĘ!!! ZAWIĄŻ! OBIECUJĘ, ŻE JUTRO CAŁY DZIEŃ BĘDĘ CHORA!

Stanęliśmy jak wryci i znowu szczęki nam drgały z „przesadnych” wypowiedzi naszego dziecka!
Podczas obiadu, jak zwykle Tygrysek wymuszał karmienie! My spokojnie robiliśmy swoje. Tygrys używał broni coraz cięższego kalibru, w końcu wytoczył takie działo:

- CHOCIAŻ BYŚCIE COŚ DLA MNIE ZROBILI W TYM ŻYCIU!

Na taką amunicję wybuchnęliśmy tylko gromkim śmiechem! Gdy ten pocisk chybił celu, chwytając się ostatniej deski ratunku, Tygrys płaczliwie wypalił tak:

- BO TAK, TO NISZCZYCIE MOJE PIĘKNE ŻYCIE!...

Po kąpieli Wycieram Tygryska i opowiadam mu o kolacji, pytam na co ma ochotę, itd. Tygrys oczywiście nie ma ochoty na kolację. Na moje zachęty odnośnie spożycia kolacji tak wypalił rozłoszczony:

- A OBIAD TO GDZIE BYŁ? NO CO? 

- Jak to gdzie był?
- No właśnie! Były tylko pierogi! A to co jest? No co?? To jest drugie danie!

Wieczorem Tygrys oglądał sobie film. Tato przygotował kolację. Wołamy Tygryska. Oczywiście Madzia nie jest głodna, nie będzie jeść, zje tylko mleko, najlepiej z butelki ze smoczkiem….
- Madziu, idź poproś telewizor niech da ci mleczko! (Zażartowałam.) My damy ci to, co przygotował tato.
Madzia pobiegła do pokoju i zrobiła przedstawienie:
- Telewizorku! Daj mi mleczko ze smoczkiem! Proszę…
Padła na kolana przed monitorem i prosiła o mleczko… Nie wiem, czy złożyła dłonie jak do modlitwy? Nie mniej naburmuszona wróciła do stołu i odpaliła:

- NO OCZYWIŚCIE! MOI RODZICE JAK ZWYKLE MNIE NIE SŁUCHAJĄ!

Siadła do stołu i ze smakiem zjadła przewidzianą dla niej kolację.