Egzaminy do szkoły muzycznej to
chyba nie jest bułka z masłem…
W pierwszym dniu dzieci…
W tym dniu padało. Tygrysek miał
iść do przedszkola, ale tak padało, że psa z kulawą nogą nie sposób było
wygonić na dwór. Spałyśmy w najlepsze do dziewiątej, potem powoli rozkręcałyśmy
się i jak zwykle spieszyłyśmy się, aby zdążyć. Jednym słowem tak, jak przystało
na prawdziwe kobietki!
W szkole przed salą zgromadził
się już spory tłumek. Wszyscy spięci i wyciszeni. Dzieci siedziały skupione
obok rodziców. Tu nie ma to, tamto… Nawet Tygrys spoważniał. O dziwo nie
brykał. Blady strach padł na mnie, gdy jedna z mam powiedziała, że badanie
psychologiczne polega na tym, że dzieci będą pisały test. „Jak to pisały
test??? Jeszcze dzieci szkoły nie zaczęły a już muszą pisać test??? Jak sobie
poradzi Tygrys???”… Jednym słowem byłam przerażona, ale na szczęście nie
sprzedałam moich lęków Madzi. Ta weszła do sali z uśmiechem na ustach, z
długopisem w rączce, z nowo poznaną koleżanką. Usiadła w ławce, pierwszy raz i
ze stoickim spokojem czekała na rozpoczęcie egzaminu. Ja na korytarzu
prowadziłam pogawędki z innymi mamami. To dziecko gra na pianinie, miało już
swój pierwszy koncert, tamto w domu ma tatę muzyka… Tylko Tygrysek ma „parcie”
na te skrzypce, tylko Tygrysek nie gra na instrumencie, tylko… Ach, zrobiło mi
się głupio. Może rzeczywiście Madzia nie pasuje do tej szkoły???
Po godzinie pisania testu – 4
strony A4 – zadowolony Tygrys wyszedł z sali.
- Madziu! Jak poszło! Dałaś
radę??
Zdziwiony i zadowolony z siebie
Tygrysek powiedział:
- Tak mamo! (Powiedział to tak
swobodnie, jakby taki test pisał raz w tygodniu, co najmniej!)
- Jakie były pytania?
- Nie pamiętam!
- Nic?
- No nie… Było takie: kto ścieli
twoje łóżko rano po tobie… Ty czy ktoś inny?..
- I jaką dałaś odpowiedź?
- Mamo, ja pomyślałam, że lepiej
będzie jak napiszę, że ja ścielę! Dałam odpowiedź A, że ja!
- Ależ Madziu! Ty nawet do
twojego łóżka nie zbliżasz się do spania! Ty wchodzisz do mojego gotowego i z
niego wychodzisz, a twoje łóżko omijasz szerokim łukiem!
- I jakie inne były pytania??
- Czy chcesz iść do szkoły? A -
bardzo, B – nie chcę!
- I co napisałaś??
- Że bardzo, choć tak naprawdę,
to nie chcę chodzić do szkoły!
- Ty cwaniaku! Kuty jesteś na
cztery łapy!
- Szkoda mamo, że nie było
pytania: czy kochasz mamę i tatę! Wtedy dopiero bym im napisała! Ja kocham mamę
i tatę!... Ale takiego pytania nie było!
- No dobrze… Może kiedyś zobaczymy,
co ty tam nawciskałaś w tym teście! Ale nic, masz jeszcze przesłuchania a ja i
tak jestem z ciebie dumna! Byłaś dzielna! Dałaś sobie radę i chyba ci się
nudziło….
Tygrysek musiał mieć sporo czasu
albo nie uważał, bo wykorzystał w ręce długopis i porobił sobie tatuaże na
dłoniach jak należy… Nawet całkiem ładne kwiatki sobie wymalował!
Po teście dzieci zeszły na dół do
sali z pianinem, gdzie pani uczyła je melodii…. La, la, la,la…
W drugim dniu pędzę do
przedszkola, nie, nie pędzę, idę, mamy sporo czasu do lekcji w szkole
muzycznej. O dziwo, Madzia dzisiaj miała wyjście z grupą na lody w ramach dnia
dziecka i jest czysta! Dobrze, bo zapomniałam zabrać jej ubrania na przebranie!
Mając sporo czasu idziemy na piechotę. Tygrys jęczy po drodze! „Nie możemy
chociażby pojechać autobusem?” lub: „Nie! Ja nigdy nie będę chodzić do tej
szkoły na nogach! Musisz mnie wozić! Rozumiesz?!” Trochę mi to podniosło
ciśnienie, ale cóż, doszłyśmy! Wcale nie było daleko!
Tym razem przesympatyczna pani
czytając listę zapraszała kolejno dzieci do sali. Chciała je poznać, bo to ona
za dwa dni będzie oceniała indywidualnie ich przydatność do szkoły muzycznej.
Sprawiała wrażenie kompetentnej, konkretnej nauczycielki, która wie jak
wyegzekwować w sympatyczny sposób odpowiednie zachowanie uczniów. Przed zamknięciem
sali powiedziała:
- Za 55 minut oddam państwu
dzieci, w tym czasie możecie państwo zapoznać się ze szkołą lub pójść na
spacer. Niemniej proszę o pozostanie, chociaż jednej mamy, która pomoże
dzieciom trakcie lekcji skorzystać z toalety, gdy zajdzie taka potrzeba.
Ja skorzystałam z opcji
poznawania szkoły… Tu zza drzwi nękało mnie męczenie skrzypiec, tam brzdąkanie
pianina… Poczytałam ogłoszenia, szkolne gazetki i… I zrozumiałam, że Tygrys
pcha się w kierat! To nie tylko kilka godzin po południu, to nie tylko pół
godziny każdego dnia ćwiczeń w domu! To ciężka praca, to jakieś wyjazdy, jakieś
granie w zespole czy orkiestrze. To bieganie, czekanie na nauczyciela,
ogarnianie kolejnej zmiany planu, egzaminy, zaliczenia, przesłuchania, chór.
Zmartwiło mnie to! Chciałabym, aby Tygrys miał radosne dzieciństwo, aby w życiu
się nacieszył i za mamę i za tatę! Czy to radosne dzieciństwo niebawem się
skończy?...
Z moich koszmarnych myśli wyrwało
mnie dziecko, jak zwykle zadowolone, uśmiechnięte, dziecko, które już paplało
do nowo poznanych koleżanek. W miarę sprawnie ubrałyśmy się i popędziłyśmy do
MDK na gimnastykę. Jak ja w przyszłym roku wszystko pogodzę??? Nie chciałabym
zrezygnować z ćwiczeń gimnastycznych! One poprawiają kondycję dziecka, prostują
kręgosłup. Na dzień dzisiejszy nie ma takiej opcji, aby odpuścić gimnastykę!
W dniu trzecim w auli szkoły
odbył się koncert, na którym były prezentowane instrumenty, na jakich można się
uczyć grać w szkole. Tygrysek najpierw spoczął obok mnie a potem pobiegł do
dzieci i usiadł obok sceny. Dzieci prezentowały instrumenty, grały krótkie
utwory, a „robaki w pupie” Tygrysa gnały go od jednej koleżanki do drugiej na
pogaduszki. W końcu pani dyrektor weszła na scenę i poprosiła dzieci o ciszę.
Jej groźne spojrzenie wycelowane było w Tygrysa… No właśnie! Jak taki
temperament znajdzie się w szkole wyciszenia i muzyki??? Przecież cisza, spokój
to rzeczy dla Tygrysa najmniej pożądane! Może ja jestem złą matką, może ja się
nie znam, ale ja nie widzę Tygrysa w tej szkole! Pomijam już to „jęczenie” na
skrzypcach, ale ja nie widzę takiego żywiołu w tych murach...
Wracając do domu pytam:
- Madziu, może już masz dosyć???
Może zrezygnujemy z jutrzejszego dnia???
- Nie mamo! Ja będę ci grała na
skrzypcach!
- Uuuuu….
Ostatni dzień… Przesłuchania.
Aby obrzydzić Madzi szkołę
poszłyśmy do niej na piechotę. Tygrys nie lubi chodzić, ale tym razem nie
jęczał. Szedł zadowolony jak należy. Z radością wszedł do sali przesłuchań.
Równie szczęśliwy z niej wyszedł po około 10 minutach. Pani wyszła za nim i
zakomunikowała mi:
- Skrzypce, flet i fortepian, tam
dziecko chce iść…
Skrzypce to wiem, flet może być,
ale fortepian??? Madzia nigdy nie grała na pianinie! A tu jest cała rzesza
rodziców, którzy chcą, aby ich dzieci grały i to grały wyłącznie na
fortepianie. Teraz dopiero zaczął się test, test cierpliwości! Do fletu było
kilka osób w kolejce, do skrzypiec nieco więcej, ale na fortepian to dopiero
było oblężenie sali! Tyle chętnych na jedno miejsce???
Do fletu Tygrysek wszedł sam… Nie
życzył sobie mamy, więc nie wiem, na czym polegało to przesłuchanie, z wiodącym
instrumentem było to samo, Madzia weszła do sali sama, pani obiecywała, że
potem mi powie, ale nic nie powiedziała. Komisja obejrzała dłonie Tygrysa, coś
się pytali i jak mu poszło nic nie wiem!
Na fortepian czekałyśmy długo…
Prawie dwie godziny w kolejce! Miałam ochotę już wyjść, ale Tygrysek nie dawał
za wygraną. Chciał! Dla mnie to była strata czasu, ale Madzia bawiła się
doskonale! Zorganizowała dzieciom zabawę. Przejęła czyjś smartfon z jakąś grą i
dyrygowała grupą dzieci, które kiedy i jak ma grać. Słuchałam jej wyliczanek.
Co druga kolejka do grania padała na moje dziecko. A reszta wpatrzona w nią jak
w obraz się na to zgadzała. W końcu grał każdy! I to jest właściwe miejsce dla
Tygrysa, wśród dzieci, wśród zabawy, wśród śmiechu, a nie miejsce przy fortepianie!
W ciszy i skupieniu nad klawiszami.
Madzia sama weszła do sali z
dwoma fortepianami! Tym razem wyszła po kilku chwilach i pobiegła do bawiących
się dzieci! Ale tym razem poprosiła mnie pani i zakomunikowała:
- Dziewczynka jest bardzo
rezolutna… Ma miękkie i plastyczne dłonie. Powiedziała, że macie państwo w domu
gitarę i klawisze. Proszę jej już nie dawać klawiszy będziemy ćwiczyć palce z
kuleczkami klawisze to popsują, tam inaczej się uderza w instrument…
- Madzia nadaje się na
fortepian???
- Oczywiście! Pani wie, o wymogu
posiadania instrumentu w domu???
- Taaaakkkk…. Kupimy jej… Ale ja
nie chcę muzyka w domu! Już jeden jest w rodzinie i jeździ po świecie, ja chcę
dziecko mieć przy sobie, a ono wszystko robi, aby jak najszybciej mi zwiać!
- Ona wyjedzie???
- Myślę, że tak…
Wyszłam zaskoczona! Tygrys i
fortepian! Ale najważniejsze jest jednak przesłuchanie, a to nie wiem jak
poszło. Po czterech dniach egzaminu nie wiem czy Tygrysek się dostał do szkoły
muzycznej. Nie mam pojęcia ile jest kandydatów na jedno miejsce. Jedno jest
pewne – sporo…. Sporo dzieci już gra na jakimś instrumencie, pierwsze szlify
mają już za sobą. Sporo rodziców pcha dzieci do tej szkoły, bo ponoć muzyka
rozwija myślenie, ponoć te dzieci się lepiej uczą, bo mają jakieś ambicje…
A ja wredna matka kibicuję Tygryskowi,
aby się nie dostał, bo żal mi dziecka w tym kieracie. Państwowa szkoła muzyczna
to kierat. Opanowanie instrumentu to ciężka praca…
Co dalej będzie zobaczymy. Wyniki
za tydzień, może dłużej…