niedziela, 30 sierpnia 2015
piątek, 7 sierpnia 2015
Zapamiętane dialogi…
Tygrysek uczy się pływać na optymistach. Mama nie ma pojęcia
o postępach córci w tej dziedzinie. Pewnego razu idziemy do szkoły, na ulicy
tłum i musimy iść w zygzak, aby wszystkich powymijać…
- Ale Madziu idziemy! Taki zygzak!
- To tak jak krowa ogonem! – Woła Madzia.
- Co tu ma wspólnego krowa??
- Noo… Mamo, nie wiesz??
- Nie!
- Madzia jak krowa ogonem tym sterem macha!
- Co proszę???
- Stoi krowa na zielonej łące i tym ogonem tak macha i
macha! A Madzia tak za tym ogonem tak płynie i płynie! I macha i macha tym
sterem jak krowa ogonem! – Tak mówi trener jak ja pływam!
- A… Rozumiem! - I
sobie wyobraziłam jak Tygrysek pływa!
Rano w niedzielę spieszymy do kościoła. Po drodze mijamy
starego pijaka szukającego w przydrożnym koszu na śmieci puszek lub petów
papierosów.
- Mam nadzieję, że tak nie skończę. – Zauważył tata!
- Miejmy nadzieję, że nas to ominie! – Powiedziała mama.
- A może temu panu coś tam wpadło i szuka! – Zauważył
Tygrysek!
I cała rodzina w śmiech!
Po szkole pędzimy do szkoły muzycznej. W tramwaju smutny
Tygrysek tak wypalił:
- Mamo! Czy ty rozumiesz tatę??
- Taak… - Odpowiedziałam zdumiona!
- Bo mamo! Dziś Franek miał urodziny. Dostałam od niego dwa
cukierki! I chciał abym ja jemu złożyła pierwsza życzenia! To chyba mnie kocha!
Ale zaproszenia na imprezę dał tylko Milanowi i Tomkowi. I chłopaki będą tam
spały! A ja nie dostałam zaproszenia! A przecież ja też mogłabym być na takiej
imprezie! To ja już tego nie rozumiem! To kocha mnie czy mnie nie kocha?
Rozejrzałam się wokół! Patrzyły na nas rozbawione twarze
pasażerów. Tygrys donośnym głosem drążył temat dalej:
- To powiedz mi mamo! Jak ty rozumiesz tatę?! Skąd wiesz, że
tato ciebie kocha! Bo ja Franka nie rozumiem!...
Często się przekomarzam z Tygryskiem, że jest podobny do
mamy i jest mamy! Kiedyś tak mnie rozbawił:
- Madziu! Oczy masz podobne do mamy!
- No tak!
- No widzisz! To ty mamy jesteś! I włosy masz podobne do
mamy!
- No tak! – Ponownie zgodził się Tygrysek!
- No widzisz! Cała jesteś mamy! I nawet ciałko masz podobne
do mamy!
- No… Nie!
- Nie?
- No ja nie mam takiego pomarszczonego!
Tygrys wrócił z kolejnego obozu. Przed kolejnym wypoczywał,
czytał książki, oglądał filmy… Mama coś robiła w kuchni, szykowała kolację.
Wołała już raz dziecko do stołu, ale odzew był mizerny. Wołała jeszcze
parokrotnie. Nic. Cisza. Zawołała jeszcze raz…
- Zamknij się! – Usłyszała. Tygrys jednak się nie pojawił.
Co za dużo to nie zdrowo! Wkurzona mama wpadła do pokoju.
- Co proszę? Powtórz, co powiedziałaś!
- Nic!
- Słyszałam!
- Nic nie mówiłam!
- Jak to nic! Powiedziałaś „zamknij się”! Tak nie można
rozmawiać!
Tygrys przyparty do muru przyznał się.
- No dobra! Przepraszam!
- Dobrze! Zapraszam na kolację.
Wracając do kuchni głośno się zastanawiałam: Skąd ty taka
pyskata się robisz??
Tygrysek z szalonym uśmiechem wypalił?
- Mamo! Może ja to mam po mojej pierwszej mamie? Może taka
pyskata jestem po niej?!
Zatkało mnie!
- Madziu! Pierwszej mamy w to nie mieszaj! To nie tak
działa! Nie życzę sobie takich odzywek! Jak ty sobie wyobrażasz być taka
pyskata. „Zamknij się” – tak się nie mówi do mamy! Tak się nie mówi do nikogo!
Nie dość, że nie można ciebie zawołać szybko do stołu, to jeszcze pyskujesz??
Kto to widział takie rzeczy?...
W końcu Tygrys spokorniał, spuścił głowę i smutno powiedział
tak:
- Mamo! Bo na obozie starsze chłopaki tak mówiły „zamknij
się” albo „morda w kubeł”…
poniedziałek, 20 lipca 2015
czwartek, 2 lipca 2015
Pojawiła się „pani”
Wyjechaliśmy z tatą na drugi koniec świata. Tygrys został
sam z dziadeczkiem. Dziadeczek dwoił się i troił, aby wszystkie zajęcia dziecka
były zaliczone. O dziwo, nasze dziecko, które kocha być poza domem, które nie
potrafi usiedzieć na miejscu, które nie ma czasu z nami porozmawiać będąc na
obozie – tęskniło. W miarę upływu dni Madzia tęskniła coraz mocniej… Rano
budziła się o 6 brała telefon i dzwoniła. Szczebiotała, paplała, chciała tylko
usłyszeć nasz głos. W końcu pojawił się pomysł zwierzątka. Prawie pewni
byliśmy, że w domu z nami zamieszkał już jakiś królik, chomik czy świnka
morska… Zastanawialiśmy się, jak taki zaangażowany w różne poczynania Tygrys
będzie się opiekował zwierzątkiem?? Przecież nie ma na to czasu!
Mój szósty zmysł podpowiadał, że po powrocie stęsknione
dziecko po wytuleniu się z mamą odpuści temat żywej przytulanki.
Wróciliśmy po południu… Wiemy, że przy zmianie stref
czasowych można nie spać ponad 30 godzin. Po obiedzie było:
- Mamo przytulić…
Włączyłyśmy sobie bajkę, usiadłam na kanapie, padałam ze
zmęczenia, ale dziecko potrzebowało tylko mnie. Skakało po kolanach, sadowiło
się, całowało, przytulało, poddawało się pieszczotom. Prawie nic nie mówiłyśmy…
W pewnej chwili przytuliło się do piersi…
- Mamo! Ja tak bym chciała napić się mleczka z tych
cycusiów!
- Madziu, wiesz, że nigdy mama nie miała mleczka w tych
cacusiach!
- To, po co ci one?
- No… No, bo tak zbudowane są kobiety! Mają piersi i już!
Tygrys nie dawał za wygraną, wiercił się, pieścił,
przytulał… W końcu wypalił:
- Wiem mamuś! Wiem! Bo mnie urodziła „INNA PANI”. A ja tak
chciałabym, żebyś to była ty! Wtedy miałabym takie mleczko!
Obudziłam się z letargu na słowo „PANI”. Zawsze była mama!
Przerobiłam kilka poglądów Tygrysa na mamę, która go urodziła, ale „PANI” nigdy
nie było!
- Madziu! Dlaczego „PANI”?
- Mamo! Bo „PANI”. Ja znam tylko ciebie! A tamtej mamy nie
znam! Ona jest mi obca! Zawsze ze mną ty byłaś! A tamta?? To, co?? Nie ma jej! Jesteś
tylko ty i ciebie znam! I kto mnie wychowuje? Kto mi pomaga? No? Ty! I tylko
Ty!...
Zmęczona po podróży nie podjęłam dyskusji. Tygrys się
nacieszał mamą a mama Tygrysem. Zastanawiam się, czy dziecko kiedyś zacznie
nawet pałać nienawiścią do mamy, która go urodziła i zostawiła? Na razie nie
ingeruję w myślenie o mamie biologicznej, ale chciałabym, aby dziecko nie miało
takich uczuć względem mamy, która dała mu życie. Nie mając możliwości czy chęci
wychowywania dziecka oddała je na wychowanie innym rodzicom. Przecież
wszystkiego nie wiemy i być może nigdy nie poznamy pobudek, którymi się kierowała.
Nie mniej, taka szkoda, że pojawiła się „PANI”… Zawsze
wolałam, aby to była jednak „MAMA”. Ale skoro dziecko wybrało tak, to na razie
niech tak będzie.
środa, 11 marca 2015
Między dzieckiem a panienką…
Siedzimy same z Madzią w kuchni i jemy śniadanie. W radiu
właśnie o takiej porze usilnie reklamują „braweran”. Tygrysek zrobił minę pełną
dezaprobaty i wycedził:
- Znowu ten seks!
- Seks? – Zapytałam zaskoczona. – Czy ty wiesz w ogóle, co
to jest seks?
- Tak!
- Tak? To powiedz!
- Seks to jest jak kobieta i chłopak idą do łóżka!
- Acha… I co oni tam robią? Śpią?
- Nie! Oni się tam całują a potem tak pieszczotują…
- Uuuu…
Kiedyś, niedawno w łazience pomagam Tygryskowi się umyć… Tym
razem dziecko rozważało problemy dorosłych ludzi. Gdy przemyślał sprawę to tak
wypalił:
- Mamo! Wiesz… Jak chłop się ożeni i potem spotka ładniejszą
dziewczynę i z nią się ożeni to musi siedzieć cicho! Dopiero jak ta pierwsza
będzie umierała to wtedy można jej będzie powiedzieć o tej drugiej, bo wtedy go
już nie DORWIE!
Wracamy ze szkoły… Tygrys szczebiocze, w końcu padło
pytanie:
- Czy ty wiesz mamo, co chłopaki mają tu gdzie my mamy
pipę??
(Ostatnio wiodący temat – pomyślałam!)
- Co mają?
- Klejnoty!
- Co?
- No wiesz, klejnoty i siusiaka!
- Acha… (Zamilkłam, aby zakończyć drążenie tematu na ulicy.)
- A ty wiesz jak chłopaki sikają?!
- Yyyy..
- No wiesz! Na stojąco!
- Tak…
- I wiesz, że trzymają tego siusiaka w ręku!
- Yyyy… Tak...
- I to właśnie napawa mnie obrzydzeniem! Ble…
Przed wyjazdem dziecka na zieloną szkołę zaczęliśmy sobie
przeglądać albumy ze zdjęciami. Akurat wpadł nam w ręce album z naszego wesela.
Dumnie pokazywałam nasze oblicza sprzed ponad 20 lat Tygryskowi. Tygrysek się zachwycał
młodym wyglądem rodziców…
- To wy??
- Tak! Ponad 20 lat temu… Tu tata wnosi mamę po schodach na
górę, to babcia, to dziadek, to… I co podobamy ci się?
- Tak! Ładni jesteście! Tylko chyba trochę za bardzo CHUDZI!
Tato szykuje kolację. Madzia siedzi wyjątkowo cicho przy
stole, chyba myślami jest daleko, nie angażuje się w otaczająca ją
rzeczywistość. Z jej niemalże osłupienia wyrwał ją tata:
- Madziu, może mi pomożesz??
- No przecież pomagam! Nie widzisz, jaka cała siedzę CICHA?!
Jesteśmy w kościele… Dzieci jak zwykle z księdzem omawiają
dzisiejsze czytania. W końcu padło pytanie z poprzednich katechez i tylko łapka
Tygryska powiewała nad głowami innych dzieci. Co więcej padła właściwa
odpowiedź! Zdumiona w domku chwalę dziecko:
- Cieszę się, że pamiętałaś o tym Mojżeszu! Tylko ty
zapamiętałaś właściwie ostatnią katechezę! Brawo! Jestem z ciebie dumna!.. Ale,
ale… Ty byłaś w ostatnią niedziele w kościele?
- No pewnie!
- Z tatą?
- Tak z tatą i nawet z TOBĄ!
Uuuu… A ja gapa zapomniałam nawet, że w ostatnią niedzielę
razem byliśmy…
Ostatnimi czasy nasze rozmowy stają się coraz poważniejsze.
Tygrys skądś czerpie wiedzę, pamięć ma doskonałą, sporo rzeczy pamięta i
trafnie potrafi temat ująć. Ja zaganiana, nie biorę sobie pewnych rzeczy do
głowy, a tu się okazuje, że muszę być czujna. Nie tylko czujna, ale i
opanowana. Na razie tematy seksu przemilczam, czekam, aż Tygrys pochwali się
zdobytą wiedzą, wytrzymuję nerwowo, aby się nie śmiać i powoli przygotowuję się
do podniesienia i tego tematu. Nie potrafię określić, kiedy przyjdzie właściwa
pora na prowadzenie tego typu rozmów. Na razie, tak myślę, zacznę prostować
rewelacje, z którymi do mnie przychodzi. Powoli, w miarę zrozumienia tematu.
Ponadto, ostatnimi czasy Tygrysek sporo ze mną rozmawia,
dzieli się swoimi spostrzeżeniami, opisuje różne sytuacje i prosi o moją
opinię. Są to wspaniałe chwile. Staję na wysokości zadania, nie śmieję się z
problemów prawie dziewięcioletniej dziewczyny. Czasami są to banalne sprawy,
czasami poważne. Trochę szkoda, że dzieci tak szybko rosną! Dopiero niedawno kąpałam
Tygryska w malutkiej wanience, przewijałam a tu już jestem na progu
wprowadzania „panienki” w tematy damsko męskie. I mimo mojego wieku nie jestem
na takie rozmowy gotowa! Chciałabym jeszcze pomieć w domu dziewczynkę w
ciemnymi warkoczykami, ale niestety… Powoli wyrasta panienka, i to panienka z
całą gamą „panienkowych” tematów i problemów.
środa, 11 lutego 2015
Pierwsza randka…
Ledwo Tygrysek poszedł do szkoły po feriach, już pierwszego
dnia cały w skowronkach zakomunikował:
- Mamo! Umówiłam się z Frankiem na randkę!
- Na co??? (Zapytałam zaskoczona.)
- Nooo… Na randkę! A co nie można???
Na szczęście spieszyłyśmy się po szkole do opery, więc
zawołałam:
- Dobrze, porozmawiamy w domu!
Podczas zajęć Tygryska miałam czas ochłonąć, przemyśleć sprawę
i w duchu się „wychachać”. Tato odebrał Tygrysa z zajęć, został poinformowany
jak należy o zamiarach córki.
Wieczorem Tygrysek na komputerze napisał list do ukochanego,
zrobił kopertę, pomalował kwiatuszki…
- Mamo! A serduszka mogę??
- Nie… Madziu, może tym razem nie!
Kolejnego dnia tato Franka zadzwonił, chwilę się pośmialiśmy
z naszych dzieci…
- Mogę zaproponować kino w czwartek.
- W czwartek odpada. Madzia ma zajęcia. Najlepiej w weekend
niech idą!
- Dobrze!
….
Ostatecznie do spotkania doszło w niedzielę! Dzieciaki
umówiły się na „Pingwiny z Madagaskaru”. Tygrysek marząc o tym spotkaniu nie
życzył sobie naszego towarzystwa. Mieliśmy dylemat, czy zawieźć pannę do kina,
czy to wypada… W ogóle musieliśmy przełknąć wiek Tygryska i tą „randkę”. Nie
wiedzieliśmy czy śmiać się czy płakać? Tygrysek się wyszykował, wyglądał
promiennie. Gdy tato Franka zadzwonił, że już są, to jego uśmiech był bezcenny!
Bez pytania wziął moją czapkę, uśmiechnął się do mnie na pożegnanie i z tatą
zjechał na dół do samca… Samiec stanął na wysokości zadania, przygotował dla
samicy piękne, czerwone pluszowe serduszko i czerwone tulipany. Wręczył pannie
i udali się do kina. Panna przygotowała soczki „liony” i zakupiła popcorn i
colę! Samiec postawił bilety – no może, tato samca.
Wieczorem dzieci na chwilę wpadły do nas na górę, tato samca
wypił kawę, samiec połknął ciastka. W trzy minuty dzieci zbudowały sobie bazę
pod biurkiem z kontenerów i pluszaków, głośno, radośnie przy tym szczebiocząc.
Ich szczęście nie trwało długo. Niebawem tato Franka wyznaczył odwrót i w domu
znowu zapanowała cisza…
Od niedzieli Tygrysek śpi z czerwonym serduszkiem i z
tygryskiem Roxi.
Gdy pytam:
- Madziu, czy jesteś zakochana we Franku???
- Wcale!!! – odpowiada zaskoczona dziewczyna.
czwartek, 5 lutego 2015
Tato Marysi…
Gdy zaczęłyśmy uczęszczać do Studium Tańca i Baletu przy
operze, Tygrysek niezbyt chętnie przyjęty był w grupie. Oto pojawiła się
młodsza dziewusia, która, nie dość, że nie miała za sobą trzech lat dygania
przy drążku, to jeszcze postanowiła, że dotrzyma kroku „starym wyjadaczkom”.
Początki dla Madzi nie były łatwe. Błąkająca się po kątach, spychana zawsze do
tyłu nie miała koleżanek. Jedynie zdobyła akceptację Magdy z VI klasy i Marysi…
Z Marysią tak się polubiły, że nawet ode mnie dostawały burę za gadanie na
lekcjach. Dziewczęta nic sobie z tego jednak nie robiły, polubiły się i
nawiązała się między nimi przyjaźń. Ta przyjaźń zaowocowała kontaktami dzieci i
rodziców.
Kiedyś, późną wiosną zeszłego roku, a może to było już lato,
gościliśmy Marysię na naszej działce. Paliliśmy ognisko, piekliśmy kiełbaski,
trochę pracowaliśmy w ogrodzie, dziewczyny biegały po krzakach, drzewach – to
tu, to tam… W pewnym momencie na moich kolanach wylądował Tygrys a na taty
Marysia. Byłam zdumiona, że Madzia na to nie zareagowała. Do tej pory nikt nie
miał prawa zbliżyć się do jego taty! Zawsze było ostrzeżenie dla „intruza”:
- To moja mama! To mój tata!
Marysia, jako jedyne dziecko zostało dopuszczone do naszych
kolan, naszych pieszczot do naszej uwagi. Nawet jak dziewczyny się droczyły
między sobą, np. o pluszami, to zawsze na równych prawach mogły korzystać z
naszego wsparcia. Mam wspaniałe zdjęcie, jak śpią obie dziewczynki ze stosem
pluszaków w łóżku! W wielkim łóżku, odwrócone do siebie pupami, trzymają w objęciach
tyle pluszaków, ile udało im się wydrzeć przeciwniczce!
Pech chciał, że tato Marysi zachorował. Bardzo mocno
zachorował!
Jesienią zaczęliśmy przygotowania do I Komunii… Tygrysek,
jako osoba wybitnie ufająca Bogu zanosiła wszelakie modlitwy, aby tato Marysi
wyzdrowiał. Nigdy nie widziała taty Marysi, ale każdy różaniec odmawiała w Jego
intencji. Przed nabożeństwem biegła do księdza i prosiła o modlitwę za tatę
Marysi.
Stan zdrowia taty Marysi niestety się pogarszał, niemniej
Madzia pokładała nadzieję w Bogu, że w końcu zdarzy się cud.
Na feriach zachorowałam na zapalenie korzonków. Dziecko
widząc moje cierpienie, postanowiło:
- Teraz będę modlić się za mamę! Mama wyzdrowieje, to pomoże
mi modlić się za tatę Marysi…
Kilka dni po tym postanowieniu tato Marysi umarł… Czekaliśmy
w obawie na powrót dziecka z obozu. Jak zakomunikować Tygryskowi, że jego
gorące modlitwy nie przyniosły spodziewanych rezultatów? Pełna obaw szykowałam
się do rozmowy. W końcu zaczęłam:
- Madziu… Wiesz… Tato Marysi umarł.
- Nie mamo! Jak to umarł?
- Umarł… Każdy musi umrzeć…
Tygrys spojrzał. Rozpłakał się. Czekałam aż się wypłacze.
Wtulone we mnie dziecko wychlipało:
- Mamo! Bo wiesz… Marysia dla mnie to tak jest jak siostra!
To tak jakby umarł mój wujek!
Mamo! Jak Marysia teraz strasznie cierpi! Mamo…
Pozwoliłam się Tygrysowi wypłakać… Tygrys przyjął do
wiadomości smutną informację. Wykrzyczał ją, wypłakał, przetrawił. Myślałam, że
mamy temat zakończony, ale myliłam się. Dwa dni po pogrzebie Madzia wróciła do
tematu:
- Mamo, a co będzie jak teraz umrze mama Marysi?? Co???
- Madzia, nie mów takich rzeczy! Musi żyć mama Marysi!
- Ale jak umrze to, co my zrobimy?? Co?? Nie wiesz??
- Madziu…
- Mamo ja wiem!
- Taaaak???
- Mamo, musimy ją przygarnąć! Będziecie musieli ją przygarnąć
tak jak mnie! I ona będzie się tak samo nazywać! I będzie miała dalej rodziców!
- Magdusiu, przygarnąć ją możemy, jeżeliby była taka
konieczność, ale nazwiska jej nie możemy zmienić.
- Dobrze!
- I kogo byś ty jeszcze chciała przygarnąć do naszej rodziny??
- Wszystkich, którym umrą rodzice!
- Wszystkich?? Z twojej klasy też??
- Tak!
- Nawet broja Tomka?
- Nawet! A co?
- Uuuu… Ale byście broili!
- Mamo nie wszyscy! Najbardziej byłabyś zadowolona z Piotrka
i Igora! No i ze mnie oczywiście, bo byłabym grzeczna!
…
Do taty Marysi jeszcze będziemy wracać. Na pogrzebie
usłyszałam tyle dobrych rzeczy o tym ciekawym człowieku, który miał niesamowity
życiorys. Widziałam Go w życiu tylko przez moment, ale zawsze będę Go widzieć w
pięknych oczach Marysi, w jej uśmiechu. Miejmy nadzieję, że już niebawem ten
piękny uśmiech zagości na twarzy „tak jakby siostry” Tygryska…
Za wspaniałego człowieka [*]
Za tatę Marysi [*]
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

